Rynek w rozsypce

0
82
REKLAMA

W nawiązaniu do artykułu „Rynek w rozsypce”, zamieszczonego w TEMI z 20 czerwca, w którym „wywołano mnie do tablicy”, pragnę odnieść się do zmieszczonych opinii i wyjaśnić kilka kwestii związanych z nawierzchnią tarnowskiego Rynku.
Płytę odrestaurowano w czasie, gdy miałem zaszczyt pełnić funkcję prezydenta Tarnowa. Poprzednia, wyremontowana jeszcze w czasie okupacji hitlerowskiej, miała ponad 50 lat. Podjęliśmy wówczas decyzje o takiej modernizacji, która uczyni z tarnowskiego Rynku „salon” miasta. I tak się stało! Tarnowianie i goście naszego miasta odkryli na nowo to miejsce. Stało się miejscem spotkań i odwiedzin. Oprócz jezdni, płyta Rynku i chodniki przeznaczone były dla ruchu pieszego! Prace – co niestety nie dla wszystkich wydaje się oczywiste – prowadzono pod ścisłym nadzorem i zgodnie z rygorystycznymi warunkami narzuconymi przez konserwatora zabytków. Konsultowana była całość: od doboru materiału, poprzez jego wymiary i grubość, na kolorze kończąc. W tym kontekście zamieszczona w materiale opinia Andrzeja Cetery, który mówi o „popełnieniu błędu w sztuce budowlanej”, jest wręcz kuriozalna. Wprawdzie nie on pełnił wówczas obowiązki konserwatora, ale warunki zostały przecież określone przez urząd, który Andrzej Cetera obecnie reprezentuje i to – w co wierzyłem i wierzę – zgodnie z obowiązującą sztuką, a nie subiektywną opinią osoby, która w danej chwili podejmuje decyzję.
Wbrew temu, co sugeruje radny Jakub Kwaśny, płyta Rynku nie była remontowana chałupniczymi metodami, bo „samorząd raczkował”. Wykonali ją właściwie, z odpowiednich materiałów, pod okiem konserwatora zabytków i nadzoru budowlanego, dobrze do tego przygotowani fachowcy i specjaliści.
Odpowiadając z kolei na pytanie radnego – czuję się odpowiedzialny za każdą inwestycję zrealizowaną w czasie mojej prezydentury, a jako tarnowianin z urodzenia i wyboru czuję się współodpowiedzialny za wszystko, co dotyczy miasta, w tym za sposób, w jaki z niego korzystamy. Jest mi oczywiście smutno, gdy widzę skutki nieroztropnej eksploatacji inwestycji wykonanej z taką pieczołowitością i starannością.
Tu przywołam kluczową dla całej sprawy opinię autora tekstu „Rynek w rozsypce”, wskazującego jako najistotniejsze źródło problemu z nawierzchnią wpuszczanie na Rynek samochodów ciężarowych. Jak sądzę, dzieje się tak za zgodą odpowiednich organów, w tym zabierającego głos w sprawie obecnego konserwatora. Centralna część płyty została zaprojektowana i wykonana zgodnie z regułami przyjętymi dla ruchu pieszych. Ciężki sprzęt nie ma prawa na nią wjeżdżać. „Szlaki jezdne” są ograniczone i wyraźnie wyodrębnione. Nie jest to ograniczenie jedynie tarnowskie. Tak jest w wielu miastach, z tym że ten zakaz jest tam respektowany niezależnie od rangi i częstotliwości organizowanych imprez czy liczby placówek handlowych bądź gastronomicznych. Rygorystycznie przestrzega zakazu na przykład Kraków i znacząco ograniczono tam dopuszczalny tonaż pojazdów, które mogą wjeżdżać na Rynek.
Dlaczego nie może być tak w Tarnowie? Czy nie można ustalić i egzekwować zakazu wjazdu na Rynek pojazdów powyżej określonego tonażu? Jeżeli takie zasady nie zostaną wprowadzone, a przede wszystkim nie będą przestrzegane, żadne remonty po prostu nie mają sensu. Jeśli na spacerową nawierzchnię wjadą ciężarówki – zniszczą ją. I właśnie to – używając słów konserwatora Andrzeja Cetery – „z góry można przewidzieć”. Bo zgodnie ze sztuką budowlaną inaczej buduje się chodniki, deptaki i aleje dla pieszych, a inaczej drogi i parkingi dla ciężarówek.
Odpowiadając na apel radnego o pieniądze na naprawę Rynku, pragnę zapewnić, iż nieustannie dbam o to, aby nadal płynęły do Tarnowa na nowe inwestycje i rozwiązania. Mam jednak prośbę do radnego Jakuba Kwaśnego, aby z odpowiednią troską zabiegał o właściwą kulturę eksploatacji tych wszystkich obiektów, które powstały w ostatnich latach, a z których wszyscy jesteśmy tak dumni.

REKLAMA
Roman Ciepiela
Wicemarszałek Małopolski
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o