Nie jedźmy na rezerwie!

0
117
rezerwa paliwa
REKLAMA

Niektórzy zwlekają z zatankowaniem pojazdu, mimo że na desce rozdzielczej od dłuższego czasu pali się kontrolka rezerwy. Liczą na to, że jeszcze zdążą, bo teraz nie mają czasu, stacja nie taka jak chcą, powody można mnożyć. Takie traktowanie samochodu to nie tylko ryzyko zatrzymania auta w najmniej oczekiwanym momencie, ale także wyzwanie dla silnika, jaki może ulec awarii.
Nowoczesne samochody mają pompy paliwa, które są smarowane i chłodzone pompowanym przez nie paliwem. Gdy go zabraknie, może dojść do uszkodzenia pompy, gdyż przy obecnie skomplikowanych kształtach zbiorników wypełniających dostępną wolną przestrzeń, podczas dynamicznej jazdy, gdy paliwa w baku jest niewiele, pompa zasysa powietrze i traci przez chwilę smarowanie. To wyraźnie skraca jej trwałość, doprowadzając do awarii, gdy sytuacja taka ma zazwyczaj miejsce. Jest to zjawisko częste dla pojazdów jeżdżących na gazie, których właściciele tankują mało benzyny, tylko tyle, by wystarczało do rozruchu silnika. Powoduje to, że pompa paliwa zaciera się i auto przestaje pracować na benzynie.
Pamiętać należy, że w nowoczesnych dieslach tylko część paliwa zasysanego ze zbiornika przez pompę zostaje spalona, większość powraca z listwy wtryskowej do zbiornika. Jest to paliwo mocno podgrzane przez pompę i ciepło samego silnika. Im mniej jest paliwa w baku, tym szybciej i bardziej się ono nagrzewa. Nie jest to zjawisko korzystne dla układów wtryskowych, więc parametr ten jest monitorowany na bieżąco przez sterownik silnika, który może doprowadzić do tego, że silnik zgaśnie albo po wyłączeniu nie pozwoli się ponownie uruchomić. Komputery sterujące uwzględniają zmienione parametry podgrzanego oleju napędowego i starają się dopasować do nich, więc silnik może pracować inaczej niż zwykle.
Ponadto w części zbiornika, która nie jest wypełniona paliwem, znajduje się powietrze zawierające parę wodną, jaka może się skroplić. Zatem częsta jazda z niskim poziomem paliwa w zbiorniku skutkuje tym, że elementy układu paliwowego korodują od środka. W nowych samochodach zbiorniki paliwa są najczęściej zrobione z tworzyw sztucznych, ale w starszych modelach korozja baków to bardzo częste zjawisko, zwłaszcza, iż sprzedawane obecnie paliwa, z domieszkami biododatków i innym niż kiedyś składem chemicznym, przyspieszają proces korozji.
Drobinki rdzy mogą zablokować filtr paliwa lub, co gorsza, wtryskiwacze, a w układach z klasycznym układem zasilania zatkają się dysze gaźnika.
W starszych samochodach na dnie zbiornika zbiera się mieszanina zanieczyszczeń, rdzy, wody i paliwa. Gdy pompa zacznie zasysać taką breję, na pewno nie wpłynie dobrze m.in. na wtryskiwacze.
Gdy już jednak wypalimy całe paliwo z baku, nawet po jego uzupełnieniu możemy mieć problemy. Najtrudniej jest uruchomić starego diesla, gdy jego układ wtryskowy się zapowietrzy, trzeba nalać paliwa do filtra, użyć specjalnej pompki lub nawet poluzować przewody od wtryskiwaczy, żeby pozbyć się z nich pęcherzyków powietrza. To może się nie udać bez narzędzi i mocnego akumulatora. W innych przypadkach wystarczy zatankować i dłużej pokręcić rozrusznikiem, jeżeli pozwoli na to akumulator. Ale, jak wspomniano powyżej, bardzo cierpi wtedy pompa paliwa, która jeżeli nie zepsuje się od tego od razu, to po pewnym czasie może głośniej pracować lub przeciekać. Zaś opiłki z uszkodzonej pompy potrafią zniszczyć wtryskiwacze.
Zatem dojeżdżanie paliwa do ostatniej kropli to kiepski pomysł. Należy starać się, by w baku było nie mniej paliwa niż jedna czwarta jego objętości. Zamiast jeździć „na oparach”, lepiej po prostu częściej tankować. Wtedy mamy pewność, że z powodu braku paliwa auto nie stanie na drodze, i nie narazimy silnika na awarię.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o