Pan dmuchnie…

0
100
pijani-kierowcy
REKLAMA


REKLAMA

Zgubne skutki
Przy drodze w Biadolinach Radłowskich stał patrol policjantów z drogówki. Obok nich przemknął ford eskort, choć mundurowi dawali wyraźne znaki kierowcy, by się zatrzymał. Siedemset metrów dalej samochód dachował, ale siedzącemu za kierownicą 24‑latkowi nic się nie stało. Gdy został przebadany, okazało się, że ma 2,7 promila alkoholu.
W Koszycach Małych w ręce mundurowych wpadł kierujący volkswagenem golfem 33‑letni mieszkaniec Rychwałdu – miał w organizmie blisko trzy promile alkoholu. W samo południe przy ul. Mieleckiej w Lisiej Górze kierowca ciężarowego mana miał 1,2 promila alkoholu. Tyle samo miała 23‑letnia mieszkanka podtarnowskiej Zabawy, która wieczorem postanowiła wybrać się na rowerową przejażdżkę.
Policjanci pełniący nocny dyżur próbowali zatrzymać do kontroli drogowej również seata ibizę, jadącego ulicą Spokojną w Tarnowie, lecz kierujący nie zareagował na znaki mundurowych, nawet przyspieszył. Przejechał prawie 400 metrów, ale na zakręcie stracił panowanie nad autem i zjechał z jezdni. Okazało się, że kierujący seatem 23‑latek z Łęgu Tarnowskiego miał 1,6 promila alkoholu.
Niechlubnym rekordzistą ostatnich tygodni był 64‑letni mieszkaniec Woli Rogowskiej, który jechał rowerem. Z trudem utrzymywał się w siodełku, gdyż był kompletnie pijany. Po zbadaniu delikwenta na alkometrze wyświetlił się wynik: 3,4 promila.
Głośny wypadek z udziałem nietrzeźwego kierowcy wydarzył się w Tarnowie latem ubiegłego roku. Kierujący suzuki grand vitara 41‑ latek na ul. Nowodąbrowskie stracił panowanie nad autem i zjechał na przeciwny pas, zderzając się czołowo z fiatem uno. Kierujący uno zginął na miejscu, natomiast pasażerka zmarła w szpitalu. Sprawcy wypadku nic się nie stało, miał we krwi około trzy promile alkoholu, na dodatek próbował uciekać.

Alkoholowy bilans
W ubiegłym roku tarnowscy policjanci zatrzymali 1 281 kierowców „po spożyciu”, w tym aż 1 024 miało więcej niż 0.5 prom. alkoholu, a to już przestępstwo. Zatrzymani mogli stracić prawo jazdy na rok lub nawet dziesięć lat. Pozostałe 257 osób miało poniżej 0.5 prom., popełnili wykroczenie, ale i tak dostawali zakaz prowadzenia pojazdów na czas od sześciu miesięcy do trzech lat.
Jak podaje Jacek Mnich, naczelnik tarnowskiej „drogówki”, w ubiegłym roku nietrzeźwi kierowcy spowodowali 96 wypadków i kolizji. Dla porównania, w 2010 zanotowano 88 tego typu zdarzeń. Z powodu pijanych kierowców zginęły dwie osoby, a 38 odniosło obrażenia. W 2010 bilans był jeszcze bardziej tragiczny – pięciu zabitych i 25 rannych.
Kto najczęściej siada za kierownicą po alkoholu? Dominują kierowcy aut osobowych, dużo mniej mają takich grzechów na koncie kierujący ciężarówkami, rowerzyści i motocykliści. Policjanci dobrze wiedzą, w jakich dniach i o jakich porach może pojawić się więcej nietrzeźwych na drogach. Przodują tu głównie poniedziałkowe poranki. – Często zdarza się, że dzień wcześniej kierowca pił alkohol, ale w poniedziałek siada za kierownicą w przekonaniu, że jest zupełnie trzeźwy. Niestety, często się myli – przekonuje szef tarnowskiej drogówki.


Po jednym piwku…
Więcej kierowców po drinku lub kilku pojawia się na drogach w popularne imieniny, podczas długich weekendów i w święta. – Generalnie pora kierowców „po spożyciu” zaczyna się już od marca i trwa do października – twierdzi Jacek Mnich. – Okres ten zbiega się z sezonem budowlanym. Często ktoś wraca po pijaku z budowy do położonego 500 lub 1000 metrów domu. Myśli, że nic się nie stanie, bo jedzie boczną drogą. Nic bardziej mylnego, policjanci kontrolują zarówno autostrady, jak i wiejskie drogi.
Zatrzymywani kierowcy potrafią przedziwnie tłumaczyć się, dlaczego są „pod wpływem”. Mężczyzna, który latem ubiegłego roku zabił dwie osoby, początkowo usiłował wyjaśniać, że miał kłopoty osobiste i był w bardzo złym stanie psychicznym, zaprzeczał, iż spożywał wysokoprocentowe napoje. Dość popularny jest tekst o wypiciu syropu lub zjedzeniu słodyczy z rumem. Byli tacy, którzy alkoholowy zapaszek tłumaczyli zjedzeniem wielu owoców lub płukaniem ust odświeżaczami. – Teraz takich tekstów jest mniej – komentuje naczelnik Mnich. –Najczęściej policjanci słyszą o jednym piwie…

Pan dmuchnie…
Aby obalić twierdzenia o „jednym piwie”, policjanci używają trzech typów urządzeń, w tym dwóch, których wyniki badań mogą być przedstawione w sądzie jako dowody. Jednym z nich jest krajowy alkometr. – To bardzo dobre urządzenie stacjonarne, które może być wykorzystywane również w terenie – zapewnia szef „drogówki”.
Mundurowi mają też amerykańskie alcosensory. – Są małe, mobilne i niezawodne. Mają własną pamięć i drukarkę – wyjaśnia Jacek Mnich. – W taki aparat wyposażony jest każdy patrol ruchu drogowego.
Często wykorzystywane są również próbniki typu alcoblow. Badanie takim aparatem trwa zaledwie osiem sekund. Ma on trójkolorową diodę; gdy zabłyśnie na zielono – kierowca jest trzeźwy, kolor pomarańczowy oznacza, że badana osoba może mieć pewną ilość alkoholu we krwi, kolor czerwony sygnalizuje, iż kierujący jest najprawdopodobniej pijany. Przy pomocy aparatu policjanci mogą w ciągu trzydziestu minut przebadać ponad sto osób.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o