Nie spóźnić się na śmierć

0
393
Przejazd Wola Rzędzińska PLK
fot. PKP PLK
REKLAMA

Niniejszy tekst ukazał się w TEMI trzy lata temu…

Odcinek szlaku kolejowego między Wolą Rzędzińską i Czarną ma złą sławę. Rzadko zdarza się taki rok, żeby ktoś nie rzucił się tu pod pociąg. Kolejarze mówią wprost: kto szuka dla siebie łatwej śmierci, na torach znajdzie ją na pewno. W Woli Rzędzińskiej ludzie wymieniają z nazwiska tych, którzy targnęli się na swoje życie wybierając śmierć pod kołami rozpędzonej lokomotywy. Znali ich i ich życiowe problemy. Nikt nie wierzy, że kiedyś skończą się takie tragedie. – Musiałyby się skończyć ludzkie kłopoty – twierdzą ze smutkiem.

Tego zdania jest choćby Tadeusz Stach, jeden z sołtysów Woli Rzędzińskiej. Wola jest dużą podmiejską wsią, liczy ponad 5 tysięcy mieszkańców, więc jeden sołtys nie wystarczy. Ma dwóch. Stach to znana tu postać, społecznik i strażak OSP. W dodatku emerytowany maszynista PKP. Prawie czterdzieści lat w zawodzie. Prowadził i zna wszystkie typy lokomotyw elektrycznych, które eksploatowała lub jeszcze eksploatuje polska kolej.
To prawda, mamy tu na torach takie przykre przypadki, ale żeby ich nie było, musiałaby się zmienić psychika tych, którzy gotowi są na te tory wychodzić – mówi.

REKLAMA

Wszedł pod pociąg
W tym miesiącu także zdarzyła się tragedia. Nocą pociąg pospieszny relacji Wrocław – Przemyśl potrącił mężczyznę, który poniósł śmierć na miejscu. Miał 47 lat, był mieszkańcem Woli Rzędzińskiej. Do zdarzenia doszło w pobliżu nastawni kolejowej. Policja bierze pod uwagę, że mogło dojść do samobójstwa.
W maju było podobnie. Mężczyzna około pięćdziesiątki, widząc nadjeżdżający pociąg towarowy, wszedł na tory. Chwilę później został uderzony przez lokomotywę i zginął. Policja informowała media, że wszystko wskazuje na to, iż człowiek targnął się na swoje życie.
Kiedy pytamy Tadeusza Stacha, byłego maszynistę, o tego rodzaju sytuacje, milknie. Nie chce rozmawiać o swoich zawodowych przeżyciach. Domyślać się tylko można, że widział niejedno.
– Znałem kolegów z pracy, z lokomotywowni w Dębicy, którzy jeździli latami na trasie z Medyki do Krakowa i mieli fatalne doświadczenia – w końcu się odzywa. – Był taki, z długim stażem zawodowym, któremu pod lokomotywę rzuciło się w sumie dziesięć czy jedenaście osób.

Dlaczego to zrobili
O tych, którzy w taki sposób zginęli w Woli Rzędzińskiej, sporo można się we wsi dowiedzieć. Kim byli, dlaczego to mogli zrobić. Albo ktoś pił, albo miał kłopoty finansowe, albo problemy rodzinne. Coś w życiu dramatycznie nie poszło.
Wymienia się ich z nazwiska, ale z zastrzeżeniem, że nie wszyscy to samobójcy.
– Trochę było zwyczajnych wypadków, bo wioskę przecina linia kolejowa, to ludzie wędrują blisko pociągów. Poza tym nigdy pan nie zgadnie na sto procent, czy to samobójca, czy nie. Chyba że list jakiś zostawił.
Podczas ustalania przyczyn tragedii bardzo istotne są zeznania świadków, zwłaszcza maszynistów. Niekiedy pewne sytuacje nie pozostawiają złudzeń.
– Trzy lata temu pociąg najechał na gościa, który szedł wzdłuż torów i nic go wokół nie obchodziło. Tak, jakby się całkiem wyłączył. Wpakował się prosto pod pociąg osobowy. Też był stąd, młody jeszcze – opowiada jedna z mieszkanek Woli. Mieszka w pobliżu torów kolejowych. Zna także inną tragiczną historię.
– Kiedyś na szynach głowę położyła siedemnastoletnia dziewczyna. Mówili potem, że miała chłopaka, zaszła w ciążę i że bała się wszystkich czekających ją konsekwencji…

Pewnie i szybko
Tadeusz Stach twierdzi, że samobójcy często wybierają ten rodzaj śmierci dlatego, że ginie się pewnie i szybko. Żeby zatrzymać rozpędzony pociąg osobowy, który zwykle jedzie z prędkością około 120 km na godzinę, potrzeba od 800 do 1200 metrów. To długość drogi hamowania. Pociąg towarowy, choć jedzie znacznie wolniej, po włączeniu hamulców zatrzymuje się po kilkuset metrach.
– Szanse uratowania kogoś, kto nagle zostanie dostrzeżony na torach, są zerowe – mówi sołtys Stach. – Jeśli ktoś wyłoni się w mroku, to dla maszynisty będzie widoczny z odległości ledwie kilku metrów. To trwa sekundy. Procedura jest taka, że jeżeli prowadzący pociąg zauważy człowieka na torach z dalszej odległości, najpierw daje sygnał „baczność!”, czyli włącza sygnał ostrzegawczy, a potem uruchamia hamulce.
Do sieci ktoś wrzucił makabryczny filmik. Z okna maszynisty elektrowozu widać, jak nocą jakiś zdesperowany mężczyzna wbiega z szeroko rozłożonymi rękoma pod pędzącą lokomotywę…
– Słyszałem o ludziach, którzy na widok nadjeżdżającego pociągu zaczęli szybko biec w jego kierunku, na spotkanie z nim. Tak jakby nie chcieli spóźnić się na śmierć – dopowiada Tadeusz Stach. – Po czymś takim niektórzy nasi maszyniści brali L-4, żeby mieć czas na dojście do siebie. Wiele zależy od wrażliwości człowieka.

Kupię mocny sznur
Stanisław Palkiewicz, maszynista PKP Cargo, niedawno jednej z ogólnopolskich gazet powiedział: „Tym wszystkim, którzy chcą się rzucić pod pociąg, chętnie kupię mocny sznur i znajdę miejsce w lesie. Niech tam to robią”.
– Bywa tak, że ktoś planuje zamach na swoje życie po trzeźwemu, a robi to po pijanemu – dopowiada Tadeusz Stach.
Złą sławę ma fragment szlaku kolejowego nie tylko w obrębie Woli Rzędzińskiej. Cały odcinek aż po Czarną obfituje w samobójstwa bądź zwyczajne wypadki. Droga kolejowa z Woli do Czarnej jest krótka, pociągiem jedzie się 10 minut.
Ostatnio w pobliżu Czarnej mężczyzna został potrącony przez będącą w ruchu lokomotywę. Jak się okazało, był to 59-letni mieszkaniec Krakowa. Maszynista zeznał potem, że wcześniej zauważył człowieka na torach, który szedł w kierunku Tarnowa. Włączył przeraźliwe sygnały, ale mężczyzna pozostawał na nie obojętny. Był trzeźwy.
Wcześniej, niedaleko tego samego miejsca, inny mężczyzna położył się na szynach. Przejechał go pociąg osobowy. Miał 35 lat.

Samobójca w „maluchu”
Henryk Głaś jest najstarszym stażem strażakiem ochotnikiem w Woli Rzędzińskiej. Do OSP wstąpił w 1970 roku. Wolańska straż jest włączona do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, więc, jak się coś dzieje w okolicy, ochotnicy podrywani są do akcji.
– Kiedyś zostaliśmy wezwani do pobliskich Wałek. Tam na tory wjechał pod pociąg „maluch”. Kierowca zginął – opowiada pan Henryk. – Doszły nas wieści, że to było samobójstwo, dość nietypowe, gdyż do tego celu został użyty samochód. Zwykle samobójcy sami wychodzą naprzeciw pociągu.
Tadeusz Stach mówi też, że swego czasu znane pod tym względem było inne miejsce – w Tarnowie, obok wiaduktu nad ul. Tuchowską. Ma tam stać krzyż, który upamiętnia nieszczęśników, którzy z własnej woli zginęli pod pociągiem.
Kiedyś także na ul. Zbylitowskiej, tam, gdzie przebiega linia kolejowa, pod kołami lokomotywy zginął mężczyzna w średnim wieku. Było to za dnia i maszynista dojrzał go, gdy stał na torach, jakby specjalnie czekając na pociąg. Choć zaraz potem rozległ się sygnał ostrzegawczy, człowiek nie zareagował. Jeszcze chwilę poczekał na śmierć.

PS. Od czasu opublikowania powyższego reportażu na odcinku szlaku kolejowego w Woli Rzędzińskiej odnotowano kolejne tragedie. Minionej niedzieli w pobliżu przejazdu pod jadący pociąg osobowy Intercity relacji Przemyśl – Warszawa weszła młoda kobieta, która zginęła na miejscu. Policja ustaliła, że było to samobójstwo.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o