O rytualnym uboju w regionie tarnowskim

3
237
Krowy rzeźnia
REKLAMA

Niniejszy tekst ukazał się w TEMI dwa lata temu. Problem, o którym w nim mowa, powrócił w kraju w tym miesiącu, wywołując liczne komentarze. Z tych powodów tekst ten przypominamy, zwłaszcza że odnosi się do realiów lokalnych.

Autor: Wiesław Ziobro – 25 lipca 2018

REKLAMA

O rytualnym uboju w regionie tarnowskim

Od kilku lat trwa w kraju spór o ubój rytualny zwierząt. Jeszcze w listopadzie ubiegłego roku w poselskim projekcie ustawy o ochronie zwierząt pojawiły się zapisy, według których ubój taki możliwy byłby wyłącznie na potrzeby związków wyznaniowych oficjalnie zarejestrowanych w Rzeczypospolitej Polskiej. Krajowa branża mięsna znów zadrżała w posadach, ale już w czerwcu tego roku minister rolnictwa orzekł, że nie będzie żadnych zmian w dotychczasowych przepisach. Wtedy przeciwko ubojowi rytualnemu ponownie zaczęły występować organizacje zajmujące się prawami zwierząt. W naszym regionie też jest kilka firm, które dobrze żyją z tego rodzaju produkcji, ale nie wszystkie chcą się do tego przyznać.
Od czasu do czasu w jednym z mniej znanych tarnowskich hoteli zatrzymują się przybysze z Izraela. Tarnowianie widują ich – charakterystycznie ubranych – na ulicy albo w miejscowych sklepach. To nie są turyści. Wiadomo już, że przyjeżdżają oni tutaj z pewną misją. W zakładach mięsnych pełnią nadzór nad wszelkimi procedurami związanymi z prawidłowym – według przestrzeganych przez nich zasad – przebiegiem pozyskiwania wołowiny.
Koszerność to określenie odnoszące się do reguł obowiązujących w prawie żydowskim, wyznaczającym, które produkty są dozwolone do spożycia. W tym przypadku pod uwagę brane są również warunki, w jakich owe produkty powinny być produkowane i spożywane. Zasady koszerności wywodzą się z Tory, pierwszych pięciu ksiąg Biblii, są ściśle przestrzegane przez ortodoksyjnych Żydów.
W niedawno udzielonym naszej redakcji wywiadzie Gerald Vineberg, założyciel kawiarni koszernej w Tarnowie, mówi, że w mieście przebywa około 40 Żydów, którzy pracują przy uboju rytualnym w jednym z zakładów przetwórstwa mięsnego.

Informujemy, że nie informujemy

Tajemnicą poliszynela jest, że od dość dawna ubojem rytualnym zajmuje się zakład w przy ul. Klikowskiej, wchodzący w skład podlaskiej firmy Sokołów SA. Jeden z wydziałów zakładów nazywany jest przez załogę „koszernym”, który funkcjonuje na potrzeby rynku izraelskiego, ale przypuszczalnie działa też ubojnia „halal” z myślą o rynku arabskim.
Chcieliśmy dowiedzieć się, na ile istotna dla firmy jest produkcja wyrobów koszernych, również czegoś o jej odbiorcach, ale Marcin Bałanda, rzecznik prasowy Sokołowa SA, nie chce nawet potwierdzić, że zakład zajmuje się działalnością, o którą pytamy. Uprzejmie odpowiada: „Z przykrością informuję, że bardziej szczegółowe dane, w tym także informacje, o które Pan pyta w mailu, stanowią tajemnicę handlową i zgodnie z polityką informacyjną naszej firmy nie mogą być udostępniane”.
Wiele innych firm, które mają wydziały „koszerne”, także woli milczeć na ten temat, choćby na wszelki wypadek. Obawiają się szumu wokół sprawy, która wzbudza kontrowersje. Przeciwnicy uboju religijnego wielokrotnie wskazywali, że zwierzęta zabijane są bez ogłuszania, gdy jeszcze zachowują pełną świadomość. Na różnych stronach w sieci zamieszczają fragmenty nagrań z rzeźni, w których dokonuje się uśmiercania bydła. Twierdzą, że mamy do czynienia z barbarzyństwem. Obrońcy praw zwierząt przypominają, że zgodnie z regułami sztuki gardło podcina się zwierzęciu wciąż przytomnemu, skrępowanemu i przebywającemu w klatce obrotowej, narażając go na wielki stres i cierpienie.
Wygrana na krótko
Już raz przeciwnikom tej rytualnej metody udało się osiągnąć sukces. Było to w 2013 roku, gdy w wyniku rządowej decyzji nastąpił całkowity zakaz uboju religijnego. Na nic zdały się protesty branży mięsnej w kraju, która informowała, że do stracenia jest 1,5 mld zł oraz kilka tysięcy miejsc pracy. Buntowali się rolnicy, którzy obawiali się spadku cen bydła, triumfowali obrońcy zwierząt. Triumf tych drugich trwał krótko, ponieważ już rok później przywrócono w Polsce legalność uboju rytualnego – na mocy wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że ów zakaz był niezgodny z konstytucją RP. Także Kościół katolicki w Polsce podzielił troskę żydowskich gmin wyznaniowych oraz wyznawców islamu o zachowanie praw wolności wyznania i kultu oraz obyczajów, przejawiających się również w rytualnym uboju zwierząt.
Pięć lat temu, gdy przeciwko zmianom przepisów protestował przemysł mięsny, w demonstracji w stolicy wzięła udział także delegacja firmy IMEX z Brzeska. Ona również zajmuje się rytualnym ubojem drobiu, współpracuje z rynkiem muzułmańskim. Odpowiednio wykwalifikowani przedstawiciele tego rynku dozorują ubój, a dalszą obróbką tuszy zajmują się już zwykli pracownicy.
W 2013 roku, gdy miał wejść w życie zakaz uboju rytualnego, Grzegorz Marek, prezes brzeskiej spółki, martwił się, że zakład poniesie duże straty, a być może przyjdzie mu zwolnić ok. 100 pracowników.

Rzeźnia to rzeźnia

Grzegorz Marek należy do tych szefów ubojni, które nie kryją się ze swoją działalnością. Chętnie odpowiada na pytania, uważając, że nie można pozostawić z argumentami tylko tej strony, która jest przeciwna ubojowi religijnemu.
– Ludzie spożywają mięso na całym świecie, od tego nie ma odwrotu, ale żeby mogło tak być, trzeba zabijać zwierzęta – mówi. – Spór dotyczy metody. Nie uważam, by rytualna metoda, która stosowana jest w naszym zakładzie, skazywała drób na tortury. Nigdy bym na to nie pozwolił. Z drugiej strony pamiętajmy jednak, że mamy na uwadze rzeźnię, która służy określonemu celowi. Rzeźnia to rzeźnia.
Prezes IMEX-u twierdzi, że w okresie obowiązywania zakazu uboju spółka jakoś sobie poradziła, ale był to stracony czas dla całej branży. Jej rozwój został wyhamowany. W miejsce polskich weszli na rynek inni producenci, m. in. z Ukrainy i Rosji, potem trzeba było z mozołem odzyskiwać dawnych kontrahentów.

Lista „mordowni”

– Obecnie trudno mi spotkać w kraju firmę naszej branży, która nie współpracowałaby z rynkami zgłaszającymi zapotrzebowanie na mięso pochodzące z uboju rytualnego. Rynki te są bardzo chłonne, rozwijają się, dlatego gdyby dzisiaj ktoś wpadł na pomysł, aby znowu wprowadzić zakaz uboju, konsekwencje ekonomiczne byłyby dla nas dramatyczne.
Według oficjalnych informacji, 30 proc. polskiej wołowiny i 20 proc. drobiu przeznaczonego na eksport wędruje m. in. do Izraela i Arabii Saudyjskiej. Z tego powodu branża stara się jak najlepiej strzec swoich interesów, ale nie są one zagwarantowane na sto procent. Organizacje zajmujące się prawami zwierząt wciąż są aktywne, ubój rytualny ciągle mają na swoim celowniku. Konsekwentnie publikują czarne listy „mordowni rytualnych” i domagają się zmian w przepisach. W sejmie też ścierają się różne stanowiska w tej sprawie, a przeciwnicy „rytuałów” w rzeźniach liczyli po cichu, że w walce z nimi uda się wykorzystać także znaną słabość Jarosława Kaczyńskiego do zwierząt. Na razie jednak wygrywa polityczna kalkulacja. Spora część zasobnej w głosy wyborców wsi, mając na względzie swoje interesy, jest za podtrzymaniem obecnych przepisów.

PS. W dniu 18 września br., z inicjatywy posłów klubu PiS, większością głosów w Sejmie przyjęto nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, w której jeden z zapisów mówi o radykalnym ograniczeniu uboju rytualnego w Polsce (brak możliwości eksportowych). Zapis ten wywołuje duże emocje, także polityczne. Sprawą zajmować się będą jeszcze Senat RP oraz Prezydent Rzeczypospolitej. Już zostały zapowiedziane zmiany w nowelizacji ustawy przyjętej przez sejm.

REKLAMA

3
Dodaj komentarz

3 Liczba komentarzy
0 Odpowiedzi
0 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
3 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
Ert

Miejsce Żydów jest w Telawiwie.

Leliwa

Wstyd, że w Tarnowie tak morduje się zwierzęta.

Roski

Tarnów spływa krwią niewinnych istot i kompromituje go ten proceder.