Koronawirus w Tarnowie. Dzień 2

5
1737
Jeden z niewielu. Brawo

Minął drugi dzień od momentu, gdy złowrogi wirus z Chin został wykryty u mieszkańca Tarnowa. Dokładnie wtedy zaczęliśmy odczuwać skutki ataku wirusa. Nie wszystkie są jednak negatywne.

We wtorek, gdy byłem mocno rozgoryczony nadchodzącą przyszłością, napisałem tekst o pierwszym dniu z koronawirusem w Tarnowie i problemach, jakie prawdopodobnie nas wszystkich w jakimś stopniu dotkną. Dzisiaj chciałbym zrobić zwrot o 180 stopni i zastanowić się nad czymś innym. Czy wirus może mieć jakieś pozytywne aspekty swojej agresji na nasz „biegun ciepła”? Ze zdziwieniem stwierdzam, że ma.

ul. Solidarności, godzina 15:17

Koronawirusa można porównać do giganta, który jednym smagnięciem bata ustawił nas wszystkich w szeregu. Prawie każdy z nas tańczy, jak mu wirus zagra. Większość prawdopodobnie zaszyła się w zaciszu domowym, zamiast spacerować po mieście spędzamy czas z rodzinami. Pamiętacie może, aby w przeszłości wystąpiła kiedyś podobna sytuacja, że tarnowianie jak na rozkaz sami z siebie (lub z niewielką pomocą pracodawców) zostali w domach? Była powódź i mówili: Trzymajcie się z dala od wałów przeciwpowodziowych! My: Patrzcie! Stoję na wale, a wodę mam prawie do butów! Zero szacunku do żywiołu, przynajmniej zwykle tak to wyglądało w Tarnowie. No i stoimy nad wielką, szeroką rzeką, jaką płyną różne przedmioty, mogące zabić w kilka minut każdego delikwenta, który przypadkiem wpadłby do wody. I co? I nic. Jest fajnie, „panta rhei”, błogostan. Aż tu nagle z Chin przyleciał wirus, tak mały, że go nawet nie widać. Jest wredny tylko względem osób osłabionych przewlekłą chorobą oraz starszych (powódź jest bardziej sprawiedliwa pokoleniowo), a młodszym praktycznie nic nie robi. Jak na to reagujemy? Powinniśmy iść na most (jak przy powodzi), przywitać nowego kolegę, który ma się u nas już na zawsze zagnieździć, czyż nie? Takie właśnie rozwiązanie zostało wybrane we Włoszech i podobno w Wielkiej Brytanii. Codziennie dostaję od znajomych informacje o sytuacji w okolicach Neapolu i Mediolanu. Są zrozpaczeni, w jakim stopniu ten wirus wywrócił im ich wygodne życia. Można powiedzieć, że komfort po prostu zniknął, ludzie zaczęli się izolować, wycieczki do sklepu są traktowane jak rasowa przygoda.

W Tarnowie jest pusto

Wróćmy do nas. Tarnowianie zrobili coś, co spowodowało obicie mojej szczęki o biurko. Z wrażenia. Pisałem o tym we wtorek, ale pozwolę sobie powtórzyć. Brawo ludzie! Jeszcze tylko niech te resztki odważnych lub zmuszonych sytuacją życiową osób założą maseczki i rękawiczki, to będziemy prawie na początku końca problemu związanego z wirusem w mieście. Zdaję sobie sprawę, że ani maseczka, ani rękawiczki nie dają gwarancji niezarażenia, jednak zwiększają nasze i innych szanse na pozostanie zdrowymi. Pilnujmy się wzajemnie, to szybciej odzyskamy utracony komfort życia. Dzisiaj, idąc obok CH Max, zostałem napadnięty słownie przez oburzonego amatora tanich win, żebym „oddalił się pospiesznie, najlepiej w podskokach”. Ewidentnie miał odmienne ode mnie zdanie w temacie podejścia do problemu zdrowia oraz używania maseczki i rękawiczek. Idąc po centrum miasta widać, że jednak nie do końca nas wirus wystraszył. Widziałem dosłownie kilka osób używających masek, dokładnie cztery. Trzech panów i jedną matkę z dwójką dzieci. Mama w masce, a dzieci bez. Wiem, że osobie noszącej maskę to zupełnie nic nie daje. Jednak wiadomym jest, że w ten sposób chronimy innych ludzi przed potencjalnymi zarazkami wydobywającymi się z naszych gardeł, a przynajmniej przed sporą ich częścią.

Zachęcamy do używania masek ale też rękawiczek

Z jednej strony tarnowianie zareagowali w większości wzorcowo, powodując radość w mym sercu. Z drugiej strony po ulicach porusza się całkiem sporo nośników wirusa (ludzi), nieposiadających żadnych zabezpieczeń na twarzy i dłoniach, a to powoduje szybki koniec mej radości. Z jednej strony potraficie z dnia na dzień zaprzestać jazdy autobusami komunikacji miejskiej, a z drugiej widziałem babcie (!), bawiące się ze swoimi wnukami na placach zabaw. Tarnowianie są pełni skrajności, co w normalnych czasach nadaje naszemu życiu pewnej specyfiki i kolorytu, jednak w czasach, którym daleko do normalności, wolałbym, aby ten koloryt chwilowo zniknął.

Kolejka do apteki

Dość ciekawym „pozytywnym” skutkiem jest nagłe pojawienie się ludzi na ulicy Wałowej. Możliwe że tarnowianie szukali tam wczoraj bezpiecznego miejsca na spacer. W czasach epidemii powinno się przecież unikać kontaktu z ludźmi a ulica Wałowa dotychczas oferowała bezgraniczny spokój od ludzi.   

Można zaryzykować stwierdzenie, że przed epidemią na ul. Wałowej chodziło mniej ludzi

Po publikacji tekstu o pierwszym dniu koronawirusa w Tarnowie pojawiły się w komentarzach sugestie, że zdjęcia pustego skrzyżowania al. Solidarności z ul. Klikowską pochodzą z niedzieli, a ja dopuszczam się pewnej manipulacji. Nie ma żadnej manipulacji, zdjęcia wykonałem zgodnie z ich opisem o godzinie 15:20 we wtorek. W środę zrobiłem zdjęcia w tym samym miejscu, o dokładnie tej samej godzinie. Efekt jest bardzo podobny do wczorajszego.

Co do minuty godzina 15:20 w środę. Al. Solidarności

Jeśli macie Państwo ciekawe zdjęcia przedstawiające wpływ koronawirusa na nasze codzienne życie lub spostrzeżenia i pomysły, na co zwrócić uwagę w kolejnych tekstach, zapraszam do kontaktu przez formularz Interwencji, znajdujący się na samej górze głównej strony temi.pl.

5
Dodaj komentarz

3 Liczba komentarzy
2 Odpowiedzi
0 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
5 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
Rychi

Dobry artykuł poza jednym.Maski chronią i należy je stosować, nie tylko chorzy ale również zdrowi. Gdyby było inaczej służba zdrowia również by ich nie potrzebowała.

Eda

Tekst mi się nie podoba. Jeśli maski nie dają nic zdrowym, to dlaczego w szpitalach takie larum o maski?

BeataS

A co autor powie tym, którzy muszą chodzić do pracy ? Może pare słów otuchy dla nich . Narażają się dla nas sprzedając na chleb, wodę itd. Ci ludzie nie maja możliwości siedzenia w domu. A są tez tacy, którzy mogliby ale pracodawcy lekceważą sprawę i narażają swoich pracowników. Może ten temat należałoby tez poruszyć .