Polak kombinator

1
271
krakowski rynek
REKLAMA

Żyjemy w dziwnych czasach. Prawie cały świat stanął na głowie, wszędzie panuje strach przed złym wirusem, rządy państw nakładają na swoich obywateli kolejne ograniczenia pod pozorem walki z niewidzialnym wrogiem. Sytuacja trwa już tak długo, że nasze mózgi zaczynają po prostu wariować. Czy w takich czasach mamy jakiekolwiek szanse na choć odrobinę normalności?

REKLAMA

Okazuje się, że tak. Może nie jest to normalność znana nam sprzed marca 2020 roku, ale przynajmniej podobna. W sobotę miałem przyjemność wybrać się ze znajomymi na Andrzejki do Krakowa. Nie planowaliśmy niczego specjalnego, zwykłe domowe spotkanie i długi spacer po krakowskiej starówce. Wszelkie inne opcje spędzenia czasu z góry zostały przez nas odrzucone, bo co tu robić, skoro wszystkie lokale są zamknięte lub sprzedają wyłącznie na wynos. Zaczęliśmy klasycznie, po polsku, od krótkiego posiedzenia przy stole, po czym udaliśmy się na spacer.

Nigdy wcześniej nie widziałem tak pustego Krakowa w sobotę o godzinie 20. W sumie to nigdy tak pustego Krakowa nie widziałem o żadnej porze, nawet o 4-5 rano. Nawet w czasie potopu lejącego się z nieba w Krakowie zawsze był ruch i gwar. Tym razem przywitała nas wszechobecna pustka, która nijak się nie komponowała z pojawiającym się wystrojem świątecznym na krakowskim rynku. Mały Rynek – świecąca kostka brukowa i zero ludzi. Rynek Główny to samo. Od czasu do czasu ktoś szedł, ale ogólnie totalna i dołująca pustka pilnowana przez jeden pojazd Straży Miejskiej, która na widok osób bez masek najnormalniej w świecie postanowiła zrobić kółko dookoła rynku zapewne po to, by nic nie zrobić. Osobiście bardzo mi się taka postawa spodobała, pomachaliśmy strażnikom i poszliśmy dalej.

W czasie dość długiego spaceru nie spotkaliśmy na starym mieście ani jednego czynnego lokalu gastronomicznego, w którym można byłoby coś zjeść. Postanowiliśmy więc, że napełnimy żołądki w legendarnej nysce stacjonującej przed halą targową przy ul. Grzegórzeckiej, w końcu nyska zawsze tam jest i działa, serwując spragnionym pożywienia imprezowiczom od lat taką samą porcję kiełbasy z bułką i musztardą. Jakież było nasze zdziwienie, gdy jeszcze przed wiaduktem kolejowym nad ul. Dietla zobaczyliśmy przez szklane ściany… otwartą pizzerię! Musieliśmy to sprawdzić, gdyż od jakiegoś czasu nikt z nas nie miał okazji, by zjeść posiłek siedząc w restauracji jak cywilizowany człowiek – przy stole. Po zajęciu miejsca przy stoliku otrzymaliśmy od bardzo miłej kelnerki kilka druczków do wypełnienia, czyste kartki papieru oraz długopisy. Z zaciekawieniem zapoznałem się z treścią druków, które okazały się formularzami zgłoszeniowymi do kursu z podstaw rysunku związanego z możliwością zamówienia cateringu, oczywiście prosto do stolika, przy którym cała nasza czwórka zabrała się ochoczo do… rysowania.

zgłoszenie na kurs
Zgłoszenie na kurs rysunku z opcją cateringu do stolika. Kombinujemy rodacy, kombinujemy.

W lokalu tym spędziliśmy trochę czasu, ja z wrodzonej ciekawości poobserwowałem okolicznych kursantów i jedyne co zauważyłem, to wypisaną radość na wszystkich obecnych tam twarzach. Do czego to doszło, żeby wyjście do pizzerii traktować jako atrakcję, i coś, co powoduje w człowieku chęć do życia. Z wrażenia zjedliśmy tyle, że nyska niestety będzie musiała poczekać na swoją kolejkę. Po tym wieczorze naszła mnie jedna myśl. W Polsce od dawna panuje przekonanie, że bez kombinowania nic się nie osiągnie. Owo kombinowanie najbardziej kojarzy mi się z czasami komuny, kiedy obywatel chcąc choćby kupić paliwo do auta musiał kombinować kartki na to paliwo. Za komuny trzeba było kombinować dosłownie w każdej sferze naszego życia, albo to życie nie miało żadnych atrakcji, no może poza spacerami. Dlaczego teraz, 30 lat po upadku komuny, musimy znowu kombinować? Dlaczego musimy patrzeć na to, co PiS wyprawia z naszym krajem? Wygląda na to, że ten stan rzeczy jeszcze długo potrwa, a nasze skrzywione strachem mózgi będą łykać coraz bardziej absurdalne pomysły rządzących i zgadzać się na bezprawie, polegające na łamaniu naszych praw obywatelskich i destrukcji polskiej gospodarki budowanej od… czasu upadku komuny. To jest chore i mam szczerą nadzieję na to, że Polacy się obudzą z letargu. A jak się już obudzą, to trzeba będzie pomyśleć o rozwiązaniu problemu szkodników, które robią co mogą w celu zaprzepaszczenia ostatnich 30 lat rozwoju Polski.

dyplom i rysunek
dyplom i rysunek wykonany przez większość uczestników sobotniego kursu
REKLAMA

1
Dodaj komentarz

1 Liczba komentarzy
0 Odpowiedzi
0 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
1 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
Paweł

Czyli mówisz Pan, że wszystko co jest teraz w Polsce – zostało zbudowane po upadku komuny 30 lat temu ???
Przecież to żałosna nieprawda i powielanie PISowskiej propagandy o wstawaniu z kolan i żarłocznej i mrocznej komunie. Gdyby nie czasy komuny to Tarnów byłby dziś metropolią taką jak Brzesko czy Dąbrowa Tarn. o zakładach przemysłowych zbudowanych wtedy jak Tamel, Fructona, Z. Mechaniczne, Pralfa, Huta Laura i inne o szkołach czy osiedlach mieszkaniowych nie wspomnę.
Co zostało z tego przemysłowego Tarnowa 30 lat od upadku komuny, gdzie są te miody ????