Boom na dwa kółka

0
53
Straż Miejska w Tarnowie postawiła na rowery
Straż Miejska w Tarnowie postawiła na rowery
REKLAMA

Już tylko na przykładzie ponadstutysięcznego Tarnowa można się przekonać, jak dynamicznie rozwija się moda na mechaniczne jednoślady. W 2005 roku w mieście zarejestrowanych było 1 214 motocykli i 845 motorowerów i skuterów, na koniec ub. roku było to odpowiednio 2 104 i 1 853. Teraz, gdy motocyklem do 125 cm sześc. można kierować, mając tylko prawo jazdy kat. B, Wydział Komunikacji Urzędu Miasta Tarnowa przewiduje kolejny etap szybkiego wzrostu liczby rejestracji jednośladów.
Ale to nie jest radość urzędników, to jest radość producentów i sprzedawców.
– Spodziewamy się na rynku boomu, ale myślę, że jesteśmy dobrze do niego przygotowani – mówi Lidia Grabiec, dyrektorka marketingu spółki Arkus&Romet w Podgrodziu pod Dębicą.
Coś musi być na rzeczy, ponieważ z ogólnopolskich mediów dobiegają wieści, że sklepy i hurtownie gwałtownie zwiększają zamówienia na lekkie motocykle.

REKLAMA

Od „ukrainy” do Ukrainy
Przy okazji medialną karierę znów robi Arkus&Romet Group, której hale montażowe dobrze widać z szosy łączącej Tarnów z Dębicą. W niewielkiej miejscowości o nazwie Podgrodzie kilkanaście lat temu rozsiadła się całkiem duża fabryczka i mało kto przypuszczał, że wnet stanie się najbardziej znanym w kraju producentem wszelkiego rodzaju jednośladów. Dziś pisze się o niej w prestiżowych tygodnikach i na ogólnopolskich portalach internetowych. Rozgłosem stara się jej dorównać co najwyżej firma Kross z Przasnysza.
Pisze się, ponieważ zakład ma barwną historię, a zwłaszcza jego założyciel i prezes zarządu Wiesław Grzyb. Opowiada on mediom, jak zaczynał od skromnego sklepu z rowerami jeszcze u schyłku PRL. Były to rowery marki Romet, pochodzące z nieistniejących już zakładów w Bydgoszczy, z powodu deficytu towaru uzupełniane zagraniczną ofertą: sławnymi radzieckimi rowerami marki Ukraina. Kiedy Bydgoszcz pod ciosami reformy Balcerowicza ostatecznie padła, w latach 90. Wiesław Grzyb odkupił prawa do popularnej w minionej epoce marki i kilka kooperujących z nią niedużych zakładów rozsianych po kraju. Marka Romet miała rozbudzić pośród rodaków sentymenty i przywiązanie do tego, co polskie.
W końcu powstała też montownia rowerów w Podgrodziu. Oczywiście rowery pod marką Ukraina szybko przeszły do historii firmy, za to [email protected] Group uruchomił na Ukrainie swoją fabrykę. Historia zatoczyła krąg. Od kilku lat firma z okolic Dębicy należy do największych producentów rowerów w Europie.


Rzymskie wakacje
Rowery dość prędko przestały być jedyną specjalnością Rometu. Firma postanowiła wykorzystać fakt, że w Polsce już w 1985 roku zaprzestano produkcji motocykli, a kilka lat później także motorowerów. W Podgrodziu otwarto montownię tego typu jednośladów, nazwano ją Romet Motors.
– Kiedy kilka lat temu zaczęła docierać do nas moda na motorowery i skutery, polskim klientom, których nie zawsze było stać na markowe wyroby, zaoferowaliśmy jednoślady w cenie dwukrotnie niższej. Ale to także są solidne pojazdy – opowiada prezes Grzyb.
W szczytowym okresie, w pierwszej dekadzie XXI wieku, samych skuterów Romet Motors sprzedawał na tysiące sztuk rocznie. Przeważały, rzecz jasna, „pięćdziesiątki”. Nowa miejska moda w Polsce sprzyjała wysokiej koniunkturze, dopiero w ostatnich dwóch latach wytraciła ona dawne tempo rozkwitu. Dlatego coraz częściej poszukuje się nowych sposobów na przyciągnięcie klienta, także tego bardziej wymagającego, który szerokim łukiem omija skutery za niespełna 2 tys. zł, stojące w centrach handlowych.
W sklepie firmowym, który znajduje się na zapleczu fabryki w Podgrodziu, łatwo zauważyć powiew nowej elegancji. Skutery z nowej serii zwracają uwagę oryginalną sylwetką, wystrojem i wyposażeniem. Większość nawiązuje do słynnych stylowych włoskich pojazdów firmy Piaggio, znanych także z głośnych na świecie filmów fabularnych. Klasa premium w tej grupie pojazdów nie jest już czymś wyjątkowym.
– Wielu klientów zwiększa swoje wymagania, chcą się odróżnić od innych użytkowników skuterów, więc przygotowujemy dla nich coś na wzór motoryzacyjnej biżuterii, czyli coś wyjątkowego, niebanalnego, ozdobnego – wyjaśnia Lidia Grabiec. – Pojawiły się więc dodatkowe chromy, małe grille w nadwoziu, odpowiednio wykończona podłoga, ledowe oświetlenie, bogata kolorystyka i stylizacja, nawet czerwona nić jako obszycie na kanapie. To są kolekcje przeznaczone głównie dla indywidualistów.

Obiecujący „kaliber”: 125
Nie wiadomo jednak, w jaki sposób na popularność skuterów przełoży się rosnące zainteresowanie małymi motocyklami. Niektórzy specjaliści od rynku jednośladów przypuszczają, że złagodzenie obostrzeń związanych z wymaganymi uprawnieniami do kierowania motorami do 125 cm sześc. może skuterom zaszkodzić. Przewiduje się, że sprzedaż lekkich motocykli wzrośnie w Polsce co najmniej o 20 proc., a głównymi ich odbiorcami będą – tak jak dotychczas w przypadku skuterów – klienci z dużych miast; „stodwudziestkipiątki” staną się popularną alternatywą dla transportu miejskiego.
– Zmiana ustawy na pewno wpłynie na układ sprzedaży i relacje między skuterami o pojemnościach 50 i 125 cm sześc. – uważa Agnieszka Starzyk, dyrektorka Romet Motors. – Sprzedaż tych drugich wzrośnie, lecz naszym zdaniem „pięćdziesiątki” nadal będą dominujące i najbardziej uniwersalne, nie tylko dla młodych osób, które już w wieku 14 lat mogą mieć swój własny pojazd. Pamiętajmy, że wciąż jest sporo osób, które do 19 stycznia 2013 r. uzyskały pełnoletność, ale nie mają prawa jazdy kategorii B. Dla nich pozostaje skuter.
Romet Motors liczy na to, że rosnąca popularność „stodwudziestekpiątek” wyjdzie firmie na zdrowie. Już teraz klienci otrzymali do wyboru kilkanaście modeli motocykli tej pojemności w cenie od 3,5 do 6 tys. zł.
Rozwój spółki [email protected] Group wielu podziwia, zwłaszcza że 40 proc. produkcji idzie na eksport. Inna sprawa, że ciągle są trudności z opanowaniem na większa skalę rynków krajów zachodnioeuropejskich – być może rodzima marka nie ma dość siły przebicia? Ale niedługo Europa Zachodnia zacznie kupować samochodziki elektryczne Romet 4E.

Przewieziemy Chińczyków
Nie brakuje jednak klientów w kraju, którzy wolą wydać pieniądze na bardziej markowy motocykl czy skuter sprowadzony z Zachodu, najczęściej używany. Na forach motoryzacyjnych można spotkać opinie, że wyroby z Podgrodzia to zwykła chińszczyzna, a ta ma w Polsce ma złą opinię.
Producent się broni, twierdząc, że nie wszystko, co wschodnioazjatyckie, to złe. Zakład musi sprowadzać liczne komponenty z zagranicy, bo przecież w Polsce nie ma choćby ani jednej wytwórni silników motocyklowych, takiej jak kiedyś w Nowej Dębie.
– Nie można generalizować – uważa Lidia Grabiec. – Sprowadzane przez nas elementy do produkcji pochodzą od starannie wyselekcjonowanych producentów. Warto przypomnieć, że nawet tacy wytwórcy jak Yamaha czy Honda kupują komponenty od azjatyckich fabryk. Często trzeba się decydować na gotowe rozwiązania, żeby zaoszczędzić na cenie, my też nie możemy żyć w oderwaniu od rzeczywistości gospodarczej.
Chiny sprzedają Rometowi, ale ostatnio handel poszedł także w odwrotnym kierunku. Arkus&Romet przygotował dla Pekinu rewanż w postaci rowerów. Pierwsi Chińczycy już wyruszyli w podróż rowerami z Podgrodzia. Jeśli się zmęczą, być może wybiorą jeszcze inny produkt spod Dębicy: zwykły z pozoru skuter, ale wspomagany silniczkiem elektrycznym.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments