Brał na kolana, przytulał, całował…

0
923
REKLAMA

Nagle do jej uszu dochodzi szept mężczyzny. – Uważaj, żeby nikt cię nie zobaczył, leż spokojnie, nie ruszaj się, jak zobaczą będą się z ciebie śmiali – słyszy. Głos należy do jej wujka. Księdza.
Janina w tym roku świętować będzie 50. urodziny, jest mamą dwóch dorosłych synów. Od rozwodu minęło już ponad 10 lat, z byłym mężem się przyjaźni, coś tam czasem naprawi jej w domu, wypiją razem kawę. Kiedy wyprowadziła się z ich wspólnego mieszkania kupił dla niej malutki domek na wsi. Jest w nim perfekcyjnie czysto, na półkach, parapetach i podłodze mnóstwo kwiatów, na kanapie wylegują się dwie kotki. W osobnym pokoju stosy książek – filozofia, psychologia, biografie, uprawa roślin, jakiś kryminał. – To moje królestwo – mówi Janina. – Tu czuję się najlepiej, nikogo nie przyjmuję, nawet z synami umawiam się poza domem, a jak Krzysztof przyjeżdża naprawić kran, wychodzę na spacer. Po kilkudziesięciu latach bólu, lęku, samotności, wyrzutów sumienia i nieopisanego wstydu znalazłam wreszcie spokój i nie chcę, żeby ktoś mi go odbierał. Nie chcę też pielęgnować w sobie żadnych złych uczuć i myśli. Tylko pamięć płata czasem nieznośne figle, a wspomnienia przenoszą mnie do tamtych chwil i miejsc…

REKLAMA

Ksiądz w rodzinie był powodem do dumy
Urodziła się w małej wiosce, w domu były dwa pokoje, jeden z nich mała Janinka zajmowała z młodszą o rok siostrą. – Byliśmy zgodną rodziną, ojciec pracował na roli, mama zajmowała się domem. Nie pamiętam, by czegoś brakowało, dziecko nie zwraca uwagi na takie szczegóły. Byłam szczęśliwa, bo tato wybudował domek na drzewie, bawiłyśmy się tam, nawet jedzenie nam mama przynosiła. Wieczorami czytała nam bajki, albo opowiadała wymyślone przez siebie historyjki. Telewizor mieliśmy jako pierwsi we wsi, przez kilka pierwszych wieczorów sąsiedzi z krzesłami przychodzili, oglądali wszystko jak leciało, czasem obraz zanikał, trzeba było antenę poprawiać, ale nikomu to nie przeszkadzało – opowiada Janina.
Już na początku drugiej klasy Janinka zaczęła przygotowywać się do pierwszej komunii, częściej bywała w kościele, razem z kolegami chodziła na nauki do salki przy parafii, mama kupiła jej katechizm. – Znalazłam w nim mnóstwo cudownych opowieści, które potrafiłam czytać po wiele razy, znałam je na pamięć. Szczególnie zachwycał mnie Stary Testament, to były takie historie z dreszczykiem, chyba dlatego sięgam czasem po kryminały – śmieje się Janina. Całe przedkomunijne zamieszanie było tym przyjemniejsze, że Janinka pierwszy raz w życiu była u krawcowej. – Biały, ciepły w dotyku, mięciutki materiał na komunijną sukienkę kupił dla mnie wujek. Był bratem mojego ojca, czasem do nas przyjeżdżał na święta, ja i siostra lubiłyśmy go, bo przywoził nam słodycze, dawał jakieś drobne. Rodzice odnosili się do niego z wielkim szacunkiem, ksiądz w rodzinie był powodem do dumy, szczególnie wtedy, gdy odprawiał w naszym kościele mszę. To były czasy, gdy starsi ludzie całowali go w rękę. Gdy wujek do nas przyjeżdżał przenosiłyśmy się z siostrą do pokoju rodziców, którzy chcieli zapewnić mu wygodę – mówi Janina.

Brał na kolana, przytulał, całował…
Komunia zbliżała się wielkimi krokami, a wujek Michał coraz częściej odwiedzał rodzinę Janinki. Przepytywał dziewczynkę z katechizmu, uczył nowych modlitw i mówił, że z okazji komunii ma dla niej wspaniały prezent. Raz był z nią nawet na przymiarce sukienki, pomagał ubrać pospinaną szpilkami śnieżnobiałą kreację, mówił, że w kościele będzie najładniejsza. – Kiedy wróciliśmy z kościoła wujek przyprowadził niebieski rower, który nazywał się Krokus. Koleżanki mi zazdrościły, bo wtedy mało które dziecko z okazji komunii dostawało podarki – opowiada kobieta. Na zorganizowanym przez mamę przyjęciu było kilka osób z najbliższej rodziny, a wujek Michał grał na nim pierwsze skrzypce. – Używając rosołu i sernika próbowałam siostrze wyjaśnić, jak przyjmuje się komunię, ale wujek stale nam przeszkadzał, wołał mnie do siebie, brał na kolana, przytulał się do mnie, całował, mówił, że jest ze mnie dumny.
Kilka dni po komunii znowu przyjechał, uczył Janinkę jeździć na rowerze. – Słabo mi to szło, ale wreszcie do tylnego błotnika wujek zamocował taki drążek i w ten sposób utrzymywał mnie w równowadze. Było mnóstwo śmiechu, raz o mało nie wjechałam do rzeki, zniszczyłam sąsiadowi parę rządków ziemniaków. Lekcje zakończyły się sukcesem, a w nagrodę wuj zabrał mnie na lody, pojechaliśmy jego motorem, ubrał mi kask, który wpadał mi na oczy i kazał mocno objąć się w pasie, żebym nie spadła – wspomina 50‑latka. Wizyty wuja Michała stały się coraz częstsze, przywoził pudła pełne słodyczy, jeździł z Janinką na małe wycieczki, czuła się taka dumna, gdy koleżanki widziały ją w jego samochodzie albo na motorze. Zbliżało się lato i wuj oznajmił rodzicom dziewczynki, że zabiera ją na wakacje. – Byliśmy kilka dni nad morzem, byłam zachwycona, a wujek opiekował się mną jak swoim dzieckiem. Kąpał mnie, ubierał, spaliśmy w jednym łóżku przytuleni do siebie, kupował mi wszystko, co tylko mi się podobało. Kupił też prezenty dla mamy, taty i siostry. Wróciłam bardzo szczęśliwa, a kiedy wuj pojechał tęskniłam za nim. Bardzo się cieszyłam, kiedy specjalnie dla mnie przysłał pocztówkę w Rzymu.


Rozebrał mnie i położył na łóżku
Pod koniec wakacji wuj znowu zabrał ją na wycieczkę. – Byliśmy nad rzeką, wspominaliśmy wyjazd nad morze. Kiedy wieczorem wróciliśmy do hotelu zaczął się dziwnie zachowywać, dotykać mnie, tak stanowczo i mocno, bałam się, nie mogłam słowa wymówić. Rozebrał mnie i położył na łóżku, kazał mi patrzyć na siebie. On też się rozebrał, jego ciało było obrzydliwe, a twarz zmieniła mu się nie do poznania, była czerwona i nabrzmiała. Kiedy rozchylił mi nogi poczułam rozdzierający ból… Zanim odwiózł mnie do domu, wiele razy przypominał, żebym nikomu o niczym nie mówiła. To miała być nasza wielka tajemnica, za dochowanie której obiecywał mi prezenty. Pamiętam, że bardzo bolała mnie głowa, kilka razy wymiotowałam, a on mówił, że tak się właśnie dzieje, gdy dziewczyna zamienia się w kobietę – mówi Janina ze łzami w oczach.
Od tamtej pory w życiu Janinki nic już nie było takie samo, nie chodziła już do domku na drzewie, katechizm schowała do szuflady, nie bawiła się z siostrą, bała się, że ktoś się dowie o tym, co robiła w wujkiem. A ten przyjeżdżał regularnie, z ubraniami, słodyczami. – Ile to trwało? Pewnie trudno w to uwierzyć, ale tak naprawdę nie pamiętam. Były wspólne wycieczki, raz nawet do Rzymu, za każdym razem brutalne dotykanie, wstręt, ból, jego zniekształcona twarz… Czy próbowałam powiedzieć o tym rodzicom? Pewnie, ojca się wstydziłam, ale prosiłam mamę, żeby już nigdy nie pozwalała wujkowi Michałowi zabierać mnie z domu. Mówiłam, że dotyka mnie w różne miejsca, że mnie boli. Uderzyła mnie w twarz i krzyknęła, żebym nikomu nie ważyła się o tym opowiadać, bo i tak nikt w to nie uwierzy. Mama na pewno przekazała to ojcu, bo po raz pierwszy dostałam od niego lanie, mówił, że chce wybić mi z głowy te głupoty. To był większy ból od tego, który zadawał mi Michał – płacze Janina.

Nie chciała mieć córki
Rodzice rozbudowali dom, urządzili łazienkę, kupili nowe meble dziewczynkom, ojciec kupił auto. Matka Janinki nosiła wysoko uniesioną głowę. Ksiądz Michał bywał u nich często. – Teraz miał swój pokój, kazał mi tam przychodzić i robić z nim te straszne rzeczy, wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale on chciał, żebym zachowywała się jak dorosła kobieta. Żebym go dotykała, opowiadała mu o tym, co czuję. Myślę, że rodzice wiedzieli, co się dzieje. Nic nie zrobili, bo bali się, co powiedzą ludzie, a po drugie ksiądz dawał im pieniądze – wspomina Janina. Koszmar dziewczynki skończył się, gdy zaczęła miesiączkować. – Michał powiedział, że już mnie nie chce, bo mogę zajść w ciążę, ale przypomniał, że gdybym komuś coś o nas pisnęła, przyjedzie i policzy się ze mną.
Pustka i cierpienie nie opuściły jej jednak. – Kolejne lata życia mijały jak we śnie, ciągle bałam się, że ktoś dowie się czegoś o mnie. Moim marzeniem było, aby wyprowadzić się z domu, miałam dopiero 17 lat i wiedziałam, że z tego piekła może mnie wyrwać tylko mężczyzna. Zaczął kręcić się koło mnie blisko 30‑letni facet z sąsiedniej wsi, zorganizowany, miał własną budowlaną firmę. Nic do niego nie czułam, ale myślałam, że jego miłość sprawi jakiś cud. Pierwszy raz poszłam z nim do łóżka pół roku przed ślubem, zgasiłam światło, zamknęłam oczy i zapadłam się w jakiś niebyt, który na moje szczęście udawało mi się przywołać zawsze, gdy chciał się do mnie przytulać i całować mnie. Kiedy zaszłam w ciążę modliłam się, żeby to nie była dziewczynka, nie chciałam, żeby ktoś ją krzywdził i zadawał ten straszny ból – opowiada kobieta.
Urodziła dwóch synów, dzisiaj to już dorośli mężczyźni. Krzysztof wiele lat o nią walczył, pytał, prosił, płakał, chciał ich zapisywać na terapię. – To dobry i kochający człowiek, w małżeńskich obowiązkach wytrwałam może ze dwa lata, a młodemu mężczyźnie potrzeba ciepła i seksu, ja mu tego dać nie mogłam, mimo że bardzo się starałam. Przypłacałam to bólami głowy i żołądka, wymiotami, tygodniami nie jadłam, ważyłam 40 kilogramów. Wreszcie powiedziałam, że chcę rozwodu, Krzysztof nie powiedział słowa. Po kilku miesiącach związał się z kobietą, cały czas trzymam za niego kciuki, bo wiem, że zasługuje na szczęście. Z synami spotykam się w niedalekim miasteczku, trochę się ich boję, trochę wstydzę i na pewno nie mam do nich zaufania. To, co zrobił mi ksiądz sprawiło, że nigdy nie byłam ani dobrą matką, ani żoną. Pozbawił mnie możliwości pokochania własnych dzieci, sprawił, że od kilkudziesięciu lat jestem pusta w środku i wiem, że zostanie tak już do końca moich dni – mówi Janina.
Dopiero wieloletnia terapia postawiła ją na nogi. Tak jak życzył sobie wujek Michał nigdy nikomu nie wyjawiła ich tajemnicy, to dalej przynosi wstyd…

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments