Cierpliwe pieniądze komendanta

0
59
policjant-rysunek
REKLAMA

– Przechodziliśmy załamanie nerwowe, mieliśmy depresję, nadal się leczymy u specjalistów – twierdzą. – Jeden z nas jest już na emeryturze.
Wszystko zaczęło się w 2007 roku, gdy w związku z awansem na wyższy stopień służbowy czterech funkcjonariuszy z Wojnicza miało odebrać niewielkie gratyfikacje finansowe. Pieniądze z kasy Komendy Miejskiej w Tarnowie pobrał w ich imieniu – na ich upoważnienie – ówczesny komendant komisariatu w Wojniczu.
– Ponieważ mijał czas i komendant z nami się nie rozliczył, upominaliśmy się. On tłumaczył się, że pieniądze były mu potrzebne na naprawę jakiegoś sprzętu, ale w końcu zwrócił wszystkie należności – mówią policjanci.
Potem wydarzyła się inna historia. Przez policję w Wojniczu zatrzymany został za jazdę rowerem w stanie nietrzeźwym Tadeusz S. Podczas postępowania w komisariacie w ramach obowiązującej procedury nastąpiło tzw. tymczasowe zajęcie mienia ruchomego; Tadeusz S. pozostawił kwotę w wysokości 400 zł. Kiedy jego sprawa zakończyła się orzeczeniem sądowym, przyszedł do komisariatu, by odzyskać wpłacone pieniądze. Pieniędzy nie odzyskał, nie wiadomo było, co się z nimi stało. Mężczyzna wciąż interweniował u komendanta, słysząc różne wyjaśnienia – kiedy zaczął coraz bardziej zdecydowanie domagać się zwrotu gotówki, pieniądze powróciły. Było to w lutym 2011 roku.

REKLAMA

 

Podrobione podpisy
– Wtedy i potem działy się zastanawiające dla nas historie – kontynuują nasi rozmówcy. – Zdarzało się, że od kolegów, którzy pracowali w innych jednostkach, dowiadywaliśmy się, że były do odebrania przez nas różne pieniądze. A to z powodu awansów, nagród, a to z powodu zwrotu kosztów dojazdu do pracy. Nikt z nas nie wiedział o tych wypłatach. Pytaliśmy naszego komendanta, on twierdził, że też o niczym nie wie. Ponieważ mieliśmy poważne wątpliwości, postanowiliśmy dotrzeć do dokumentacji księgowej, która już znajdowała się w Komendzie Wojewódzkiej w Krakowie. Wynikało z niej, że należne nam kwoty pobierał za nas komendant, dysponując upoważnieniami, na których znajdowały się wielokrotnie podrobione nasze podpisy. Chcieliśmy wyjaśnić, kto i w jakim celu dopuszcza się fałszerstw.
Według policjantów, wkrótce potem komendant oddał należące do funkcjonariuszy pieniądze.
– Pamiętam też inną sytuację – dodaje Stefan Zawiślak. – Z pracy odchodziła nasza cywilna współpracowniczka. Koledzy złożyli się po 10 zł na prezent dla niej i przekazali tę kwotę komendantowi. Jednak ani prezent nie został zakupiony, ani nie było pożegnalnego poczęstunku…
Sprawa pieniędzy, które nie zawsze trafiały na czas do ich właścicieli, ujrzała światło dzienne w czerwcu 2011 roku, gdy pismo na ten temat otrzymało Biuro Spraw Wewnętrznych KGP. To był anonim.
– Nie myśmy go napisali – zarzekają się dziś Zawiślak i Konopka. – Ale podejrzenie padło na nas, bo byliśmy w tej sprawie najbardziej zdeterminowani. Do końca. Wtedy już wiedzieliśmy, że nie będziemy mieć życia…
Gęsta atmosfera zapanowała w komisariacie w Wojniczu. Załoga dzieliła się na zwolenników i przeciwników komendanta. Mnożyły się napięcia i nieporozumienia.
– Na temat komendanta i naszych podejrzeń rozmawialiśmy z jego zwierzchnikami w Tarnowie, lecz bez spodziewanego rezultatu – podkreślają byli policjanci z Wojnicza. Niekiedy przypuszczają, że być może nie bez znaczenia jest fakt, że komendant jest rodzinnie powiązany z pewną wpływową osobą z Tarnowa. Przyznają jednak, że nie ma jakichkolwiek na to dowodów.
– To my mieliśmy zostać kozłami ofiarnymi w tej sprawie i tak się stało. Z dobrych policjantów staliśmy się nagle złymi.


Dowie się o tym żona
Zawiślak opowiada, że jego życie stało się w tym czasie trudne do zniesienia.
– Cały czas w napięciu. Otrzymywaliśmy rozmaite SMS‑y. W moje urodziny dostałem SMS‑a, którego treść sugerowała, że jeśli nie wyluzuję, to „żona się dowie, kogo d… we wsi”. Inni koledzy mieli podobne przejścia. Do dziś nie wiemy, kto był autorem tych SMS‑ów.
Policyjni kontrolerzy, którzy zjawili się w Wojniczu, by zbadać sprawę pieniędzy, ostatecznie przekazali ją prokuraturze – trafiła ona do Prokuratury Rejonowej w Dąbrowie Tarnowskiej. W październiku 2011 roku komendant komisariatu w Wojniczu został przeniesiony do służby w Komendzie Miejskiej w Tarnowie. Jako fachowiec ma tutaj bardzo dobrą opinię.
Prokuratura w Dąbrowie umorzyła postępowanie przygotowawcze ze względu na „brak znamion czynu zabronionego” w czerwcu ub. roku. Zebrane dowody – według prokuratury – nie wykazują, by dochodziło do przywłaszczeń pieniędzy na szkodę policjantów, ponieważ ustalono, iż były one im zwracane w późniejszym terminie. Prokurator nie dał wiary, by policjant, w dodatku szef jednostki, mógł ryzykować swoją karierę dla niewielkich w sumie kwot, zachowywać się tak nieracjonalnie.
Z informacji, do których udało nam się dotrzeć, wynika, iż część przesłuchiwanych policjantów z Wojnicza broniła komendanta, twierdząc, że pieniądze pobierane w ich imieniu były przez niego wręczane im na bieżąco, a jeśli nie, to za ich wiedzą i zgodą przekazywane były później. Nie mieli o to do szefa pretensji. Z kolei inni świadkowie wskazywali, że podpisy na upoważnieniach do pobrania należności nie są ich autentycznymi podpisami. W wątku dotyczącym zwrotu kwoty – z tytułu tymczasowego zajęcia mienia ruchomego – należącej do nietrzeźwego rowerzysty prokurator rozważał trzy możliwe warianty zachowania się w tej kwestii komendanta z Wojnicza, by w końcu zgodnie z zasadą „in dubio pro reo” wątpliwości rozstrzygnąć na jego korzyść.

 

Nie przywłaszczałem…
Przesłuchiwany b. komendant, który w tym prokuratorskim postępowaniu był świadkiem, złą opinię wydał jednemu z dawnych podwładnych, który drążył sporny problem wypłat z policyjnej kasy. Komendant podał liczne przykłady na uchybienia popełniane przez funkcjonariusza podczas służby.
W swoich zeznaniach zaprzeczył, aby kiedykolwiek miał zamiar przywłaszczać czyjekolwiek pieniądze. Przyznał zaś, że zdarzyło się, że kiedyś nie zwrócił jednemu z policjantów gotówki w porę, ale nie pamięta, w jakiej sytuacji ją utracił. Wówczas przeprosił zainteresowanego i oddał mu pieniądze.
W kwestii dotyczącej wątpliwych podpisów na upoważnieniach do odbioru pieniędzy w kasie KMP komendant stwierdził, że nie jest w stanie powiedzieć, w jakich okolicznościach upoważnienia te były podpisywane przez jego policjantów.
– Rozmawialiśmy z prawnikami na ten temat – informują byli funkcjonariusze z Wojnicza. – Ich zdaniem prokurator, umarzając postępowanie przygotowawcze, nie zbadał wszystkich wątków, które miałyby wpływ na ocenę całego zdarzenia i rzeczywistego zamiaru byłego komendanta. Po pierwsze, najpierw należałoby skrupulatnie wyjaśnić sprawę sfałszowanych na upoważnieniach podpisów, po drugie, nie wiadomo, czy komendant jedynie z opóźnieniem oddawał pieniądze bez zamiaru przywłaszczenia, skoro nie ustalono nawet, kiedy te kwoty sam z kasy KMP pobrał. Pieniądze komendant oddał, to prawda, ale można rozważać, czy chodzi tylko o ich przetrzymywanie, czy w niektórych przypadkach o naprawienie szkód, gdy sprawa stała się już głośna.

 

Sprawiedliwość w zawieszeniu
Chcieliśmy porozmawiać z byłym komendantem z Wojnicza, aby mógł się odnieść do pewnych wątpliwości, ale odmówił. Poinformował, że w tej sprawie należy kontaktować się z rzecznikiem prasowym tarnowskiej komendy. Insp. Robert Biernat, komendant miejski policji w Tarnowie od lutego 2013 r., mówi, że w ramach kontroli wewnętrznej wyszło na jaw, że b. komendant komisariatu w Wojniczu nie przekazał w wymaganym przez przepisy terminie gotówki z tytułu tymczasowego zajęcia mienia ruchomego do kasy sądu, co skutkowało m.in. karą w postaci nagany i przeniesienia go na inne stanowisko w tarnowskiej komendzie.
– To jednak było tylko przewinienie. Innymi sprawami zajmowała się prokuratura. Dziś nic mi nie wiadomo, by policjant ten popełnił jakieś przestępstwo, dlatego nie ma przeszkód, by mógł u nas pracować – zaznacza komendant Biernat.
Zawiślak i Konopka wciąż uważają, że sprawiedliwości nie stało się zadość, a sprawa nie została gruntownie wyjaśniona.
To jednak nie koniec całej historii. Elżbieta Potoczek‑Bara, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Tarnowie, informuje, że zostało podjęte jeszcze postępowanie w innych zakresach; dotyczy gróźb karalnych, niedopełnienia obowiązków służbowych, przywłaszczenia mienia (lecz nie na szkodę funkcjonariuszy) oraz podpisów na upoważnieniach. Postępowanie wciąż prowadzone jest nie przeciw komuś, ale „w sprawie”.
– Problemem jest zbadanie sprawy z podpisami, ponieważ Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie ze względu na nawał obowiązków wyznaczył nam bardzo odległy termin – zaznacza rzeczniczka. – Kiedy chodzi o policjanta, tak jak w tym przypadku, nie możemy zlecić tej pracy np. laboratorium kryminalnemu Komendy Głównej Policji, by nie być potem posądzonym o stronniczość, ani prywatnym specjalistom z zakresu grafologii, gdyż często są to emerytowani funkcjonariusze szkoleni w należących do policji placówkach.
Kluczowe postępowanie w sprawie podpisów zostało przez prokuraturę zawieszone. Dziś jeszcze nikt nie wie na jak długo.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o