Co będzie ze stadniną w Klikowej

0
224
klikowa3
REKLAMA

Za czasów zlikwidowanej kilka lat temu stadniny było tu 150 koni – dziś około dwudziestu, w większości należących do członków klubu jeździeckiego. Hodowli nie ma. Klub, jako dzierżawca, usadowił się tu w 2010 roku i wiele wtedy wskazywało, że na dłużej, bo plany były bardzo ambitne. Klikowa miała stać się prężnym ośrodkiem hippiczno‑rekreacyjnym z wieloma atrakcjami. Jedną z nich miały być… woskowe figury koni i stangretów, z którymi turyści mogli się fotografować. Niewiele wyszło z tych planów. Z tych woskowych – nic.
Po trzech latach użytkowania obiektów LKJ postanowił zrezygnować.
– Wcześniej decydowaliśmy się na dzierżawę z obawy o losy Klikowej, z którą LKJ jest związany od chwili powstania, od 1956 r. – opowiada Mariola Dalczyńska – Wardzała. – Byliśmy pełni nadziei, lecz koszty dzierżawy przeliczane na cenę pszenicy wiele zmieniły. W ciągu roku czynsz ustalany przez właściciela, Agencję Nieruchomości Rolnych, wzrósł z 60 do 120 tys. zł. Może byśmy jakoś przetrwali, ale zrozumieliśmy, że byłoby to już trwanie bez perspektyw. Podjęliśmy decyzję o wycofaniu się z dzierżawy, ale mimo to stanęliśmy do kolejnego przetargu. Przypuszczaliśmy, że jeśli go wygramy, staniemy do nowych pertraktacji z Agencją w sprawie wysokości czynszu. Nie udało się.
Trwanie bez perspektyw oznaczało pogłębiającą się stagnację. Klub działał, organizował zawody i imprezy, lecz Klikowa wymagała coraz większych nakładów, ponieważ zaczęła się sypać. Pasjonaci koni związani z LKJ w czynie społecznym łatali dziury w dachach i rynnach, żeby obiekty mogły funkcjonować. Pomagali także więźniowie transportowani z Zakładu Karnego przy ul. Konarskiego. Ale jak długo można tylko łatać dziury?

REKLAMA

 

Powolny upadek
– Większość pieniędzy uzyskanych od sponsorów pakowaliśmy w doraźne naprawy, w media, ziemię i czynsz zamiast w rozwój sportu i rekreacji konnej. Kiedy na nasz monit Agencja wyremontowała dach jednego z obiektów, wkrótce potem podniesiono nam opłatę dzierżawną – dodaje szefowa LKJ. – I tak, chcąc ratować miejscową spuściznę, odkupiliśmy od Stada Ogierów w Białce, które kiedyś zarządzało Klikową, zabytkową unikatową uprząż, zadbaliśmy z pomocą miasta o cenną kolekcję powozów. Dla klubu sportowego to też jest duży wysiłek finansowy. Ale kultura i tradycja muszą się liczyć.
Majątek w Klikowej to kawałek lokalnej historii, jeszcze przedwojennej, gdy obiekty stąd należały do księcia Romana Sanguszki. Wchodziły one w skład słynnej w Europie hodowli koni arabskich czystej krwi, sprowadzanych prosto z ich ojczyzny: Arabii Saudyjskiej. W PRL majątek – stajnie i ponad 60 ha ziemi – znacjonalizowano i w 1955 r. utworzono Państwowe Stado Ogierów. Przez dziesiątki lat był to jeden z najważniejszych ośrodków hodowlanych w Polsce południowo‑wschodniej.
W latach 90. ubiegłego stulecia zaczęły się schody. Rynek koński w kraju przeżywał kryzys, rolnicy myśleli już wyłącznie o koniach mechanicznych. W 2000 r. właściciel stadniny – Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa (obecnie ANR) – rozważał możliwość likwidacji Klikowej, dwa lata później chciał ją sprywatyzować. W 2003 r. klikowskie PSO przejęło w zarządzanie PSO w Białce na Lubelszczyźnie. Wtedy Klikowa, pozbawiona osobowości prawnej, funduszy na remonty oraz modernizację, zaczęła upadać. Krążyły pogłoski, że część gruntu przejmie tajemniczy developer, który ma zamiar zbudować ekskluzywne osiedle.


Zawiedzione nadzieje
W późniejszych latach trwały starania Małopolskiej Izby Rolnej o przejęcie stadniny, a w 2007 roku miała trafić do marszałka woj. małopolskiego. Wydawało się wówczas, że Klikową czeka świetlana przyszłość. Pewności dodawał fakt, że po wyborach uformował się rząd koalicyjny PO‑PSL; tarnowski poseł PO, Aleksander Grad, został ministrem skarbu, zaś inny poseł z regionu, nieżyjący już Wiesław Woda, związany z PSL, łatwo porozumiewał się z ministrem rolnictwa, któremu podlega ANR. Już była gotowa uchwała sejmiku samorządowego w sprawie powołania spółki, która miałaby rządzić w Klikowej, a plany obejmowały utworzenie dużego centrum rekreacji hippicznej i ośrodka hodowlanego z nowoczesnym zapleczem laboratoryjnym. Miały tam być hotel, restauracja oraz inne atrakcje.
I znowu nic. ANR przekazał marszałkowi Małopolski informację, że w myśl przepisów Agencja może przekazać mu tylko 10 ha powierzchni Stada, bez koni i majątku ruchomego. Ponieważ marszałek zainteresowany był wyłącznie całością Klikowej, projekt wojewódzki przepadł.
Andrzej Goraus, wieloletni dyrektor PSO w Klikowej, powiedział wówczas: „Do takiego stanu prawnego (stadniny – przyp. W.Z.) doprowadzili samorządowcy, tarnowscy parlamentarzyści, ministrowie, i nie tylko oni, którzy na przestrzeni lat nie potrafili się odnieść do tego problemu jak do naszego narodowego skarbu”.
Niezależnie od tego, kto w tej sprawie zawinił, dodatkowo w 2009 r. pełnomocnicy potomka przedwojennych właścicieli Klikowej, rodziny Sanguszków, zgłosili względem majątku swoje roszczenia. Rok później na mocy decyzji ANR klikowskie ogiery zostały przetransportowane do różnych ośrodków w kraju. Stajnie opustoszały, życie w Klikowej zaczęło zamierać.

 

Zniszczyć Klikową
Również w tamtym okresie pojawiły się różne pogłoski. Byli tacy, którzy twierdzili, że komuś zależy na tym, żeby zniszczyć Klikową, gdyż na 15 hektarach należących do niej gruntów znajdują się udokumentowane złoża kruszywa naturalnego. Czekano tylko, kto i kiedy zajmie się tam wydobywaniem surowca.
– Podejrzenia były tak mocne, że kiedy chcieliśmy pozyskać dla Klikowej pewnego bardzo znanego biznesmena z okolic Tarnowa, odpowiedział, że woli się nie mieszać w tę sprawę. Nie chciał się narażać na różne przypuszczenia – przypomina sobie jeden z członków LKJ. Kruszywo nadal zalega pod ziemią…
Przetarg na dzierżawę majątku po Państwowym Stadzie Ogierów w Klikowej wygrał teraz Małopolski Związek Hodowców Koni. Mariola Dalczyńska – Wardzała nie wie jeszcze, jakie będą losy LKJ.
– Od początku jesteśmy związani z Klikową, ja osobiście mam duży sentyment do tego miejsca. To był mój klub, moja stajnia, w jego barwach startowałam w zawodach, potem trenowałam młodych zawodników. Niektórzy nasi zawodnicy wysoko zaszli w ogólnopolskich, a także europejskich imprezach. Z tych powodów nadal chcielibyśmy pozostać w Klikowej, ale nasza decyzja zależy od warunków, które nam przedstawi nowy dzierżawca.

 

Zatętni tu życie?
– Nie mamy zamiaru wyrzucać stąd LKJ – podkreśla Teresa Pracuch, dyrektorka biura MZHK w Krakowie. – Jestem przekonana, że im więcej nas będzie, tym łatwiej uratujemy Klikową. Pamiętam to miejsce z czasów dzieciństwa, gdy dyrektorował tutaj Adam Niedziałkowski. Wtedy to była perełka, teraz chcemy przywrócić jej dawny blask.
Andrzej Woda, prezes MZHK, brat posła Wiesława Wody, zapowiada, że związek jako nowy gospodarz Klikowej zechce się wzorować na ośrodku hippicznym w jednym z miast dawnej NRD.
– Niemcy na swój projekt wyciągnęli z unijnej kasy 40 mln euro! Dziś to miejsce tętni życiem, tłumnie zjeżdżają tam miłośnicy koni. Są sport, rekreacja, rozrywka, jest edukacja. Dlaczego nie miałoby być podobnie w Klikowej? My mamy jeszcze piękną kolekcję powozów, można utworzyć placówkę muzealną. Zamierzamy też przenieść do Klikowej nasze imprezy: wystawy, czempionaty, próby dzielności koni itp. Na początek chcielibyśmy założyć fundację, za pośrednictwem której można byłoby opracowywać projekty i czerpać unijne dotacje. Liczymy też na wsparcie innych związków hodowców koni w kraju i na współpracę z samorządami.
Problem w tym, że MZHK umowę dzierżawną ma tylko na dwa lata.
– Umowa jest do 31 grudnia 2015 roku z uwagi na fakt, że toczy się postępowanie w sprawie roszczeń spadkobierców rodziny Sanguszków względem majątku w Klikowej – wyjaśnia Leonard Pyrzyński z rzeszowskiego oddziału ANR. – Wprawdzie dotychczasowa praktyka orzecznictwa sądowego wskazuje, że jeśli dochodzi do zwrotu nieruchomości, to dotyczy to obiektów służących celom mieszkalnym, ale mogą się zdarzać wyjątki.
Aleksander Alex Jarmuła, hodowca koni w ośrodku w Starych Żukowicach:
– Obiekty w Klikowej z jednej strony mogą dużo dać, z drugiej wymagają poważnych inwestycji. Dziś warunki dyktuje ekonomia. Jeśli Polski Związek Hodowców Koni okaże się w swoich pomysłach tak elastyczny i otwarty… Rozrywka konna nie należy w Polsce do tanich, dlatego odpowiednia promocja oraz wprowadzenie nowych form byłyby bardzo pożądane.
Mariola Dalczyńska – Wardzała mówi, że dla Klikowej tragedią byłoby, gdyby nowym dzierżawcą okazał się ktoś zupełnie niezwiązany z branżą konną. Mógłby zaprzepaścić całe dziedzictwo tego miejsca.
– Jeśli tym razem nie uda się coś zrobić w Klikowej, to może właśnie tak się stać – oznajmia prezes Woda.
Możliwe więc, że jest to już ostatnia próba.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments