Czy pamiętamy o Żydach?

0
121
REKLAMA

 

REKLAMA

Wspólna historia
Historia Tarnowa jest nierozerwalnie związana z historią Żydów, którzy pojawili się w mieście już w XV wieku. Przez setki lat wzrastała ich liczebność, znaczenie i pozycja w lokalnej społeczności. Doszło nawet do tego, że Żydzi zaczęli zasiadać w Radzie Miejskiej, a wiceburmistrzem został Eliasz Goldhammer. Tuż przed wybuchem wojny stanowili już 45 procent ogółu mieszkańców.
– Trzeba jednoznacznie powiedzieć, że wpływ Żydów na rozwój Tarnowa był ewidentny – przyznaje Janusz Kozioł, historyk z Muzeum Okręgowego w Tarnowie. – Korzystnie wpływali na ekonomię i gospodarkę, dzięki swoim zdolnościom byli zresztą w tym celu wykorzystywani jako pewnego rodzaju narzędzie. Żydów kojarzymy stereotypowo z ich smykałką do handlu, ale jest to przecież uzasadnione. Nie ma co się dziwić, że zaczęli zasiadać też w strukturach administracyjnych miasta. Prowadzili wiele małych i dużych warsztatów, wpływali na samorządność finansową, wzmagali przedsiębiorczość.
Żydzi w XX wieku posiadali liczne synagogi i łaźnie, wspierali tarnowską oświatę i instytucje kulturalne. Jednym z pierwszych klubów sportowych był żydowski „Samson”. Z Tarnowa pochodził Mordechaj Dawid Brandstaetter – współtwórca współczesnej literatury hebrajskiej. I jego wnuk Roman Brandstaetter, znany do dzisiaj pisarz, dramaturg i poeta. Tarnowianami byli słynni niegdyś historycy, jak choćby Ignacy Schipper czy Salo Baron. To właśnie żydowscy krawcy z Tarnowa szyli przed wojną mundury dla polskiej armii.
9 lutego 1944 roku Niemcy ogłosili, że Tarnów jest „wolny od Żydów”. Wielu z nich zostało zamordowanych w mieście, inni trafiali do obozów w Bełżcu, Płaszowie i Oświęcimiu. Historycy szacują, że w wyniku wojny zginęło około 40 tysięcy Żydów, którzy albo mieszkali w Tarnowie, albo wcześniej przybyli tutaj przesiedleni. Niemcy sprawili też, że po wielu wiekach obecności wyznawców judaizmu w Tarnowie pozostało niewiele śladów, które dziś o nich świadczą.


Co udało się zrobić?
Jeszcze długo po wojnie nie mówiło się o żydowskiej historii miasta. Większe zainteresowanie pojawiło się dopiero w latach 80., kiedy Muzeum Okręgowe w Tarnowie rozpoczęło różne działania. W 1988 roku powstał Komitet Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej. Później niektórzy zarzucali nawet muzeum, że wciąż tylko zajmuje się Żydami i Romami. Ale do zrobienia było wiele.
– Pamiętam te odległe czasy, kiedy zaczęliśmy popularyzować tematykę żydowską – wspomina Adam Bartosz, wieloletni dyrektor Muzeum Okręgowego. – W 1982 roku właśnie w Tarnowie odbyła się pierwsza powojenna polska wystawa o Żydach. Wcześniej na terenie kraju nie było mowy o wystawie, która pokazywałaby ich kulturę. W tych czasach cmentarz żydowski w Tarnowie był buszem porośniętym krzakami, a o Żydach po prostu zapomniało się. Wieloletnie działania sprawiły, że dzisiaj jest inaczej. Mamy uporządkowany cmentarz i plac wokół Bimy, organizowane są różne wydarzenia, szkoły nawiązują kontakty z młodzieżą izraelską.
Odbywające się cyklicznie Dni Pamięci Żydów Galicyjskich, zorganizowana uroczystość chanukowa, dawno wyznaczony szlak żydowski, różne wydarzenia rocznicowe, publikacje naukowe – to przykłady inicjatyw, które mają zachować pamięć o tarnowskich Żydach. Oczywiście mogłoby być ich więcej, ale ich budżet jest na ogół bardzo skromny. I chociaż idąc ulicą, trudno jest mieć poczucie, że Tarnów był kiedyś miastem żydowskim, to jednak na przestrzeni ostatnich lat zaszła ogromna zmiana.
Z historią próbuje się docierać także do młodego pokolenia, choć akurat na dużą skalę z tym bywa trudno. Niektóre szkoły organizują jednak spotkania z młodzieżą izraelską, a młodzi mieszkańcy gminy przyjeżdżają do Buczyny w Zbylitowskiej Górze, gdzie przy pomniku ofiar organizowane są spotkania z potomkami tarnowskich Żydów. Świadomość historyczną zwiększają też bardzo ciekawe akcje, jak chociażby inscenizacja wesela żydowskiego w Bobowej, w której wzięli udział aktorzy tarnowskiego teatru.
Pojawiają się jednak głosy, że są to wszystko wydarzenia pojedyncze, a na dodatek sam Tarnów niedostatecznie wykorzystuje potencjał wynikający z możliwości rozwoju turystyki kulturowej w mieście. Zawsze można by zrobić więcej.

 

Szkoły nie mają czasu
O ile starsze pokolenie zna na ogół żydowską historię miasta, to z tym młodszym bywa już różnie. Spotkani przez nas na ulicach młodzi tarnowianie nie wiedzieli czasem, co to jest Bima. Z drugiej strony zdarzali się też ci, którzy brali udział w różnych wydarzeniach i wiedzą nieco o historii Żydów w Tarnowie. Z wypowiedzi młodych ludzi wynika jednak przede wszystkim, że ten temat niezbyt ich interesuje, a często nie mieli nawet okazji się z nim zetknąć. Nic dziwnego, skoro szkoły nie mają czasu na nauczenie historii, co na dodatek znacznie utrudniła ostatnia reforma.
– Mamy teraz jeszcze mniej godzin i dużo treści do przekazania. Cierpi na tym jakość kształcenia, bo na lekcjach w szkole nie ma czasu na historię lokalną – mówi Barbara Koprowska, nauczycielka historii w I LO w Tarnowie i radna miejska. – Wątki związane z Żydami porusza się przede wszystkim przy okazji lekcji o Holokauście, nad czym ubolewam. Staramy się jednak oprowadzać młodzież po Tarnowie i jego zabytkach, znaleźć czas na to, by opowiedzieć choć trochę o lokalnej historii Żydów. Ze strony młodzieży może nie ma wielkiej fascynacji, ale zainteresowanie się pojawia.
Problem jest więc złożony, bo skoro szkoła nie ma czasu na historię lokalną, a organizowane wydarzenia nie docierają do większości młodych, to na ogół ich wiedza jest niewielka. Młodzi przyznają też, że w niektórych szkołach o Żydach się mówi, ale inne często w ogóle nie podejmują żadnych działań. Samo zainteresowanie młodzieży także jest dwojakie – zdarzają się prawdziwi pasjonaci historii lokalnej, ale większość na ogół nic o niej nie wie.
– Często spotykam się z młodymi ludźmi, którzy chcą pisać na przykład prace magisterskie o żydowskiej historii Tarnowa, w ostatnich latach panuje nawet na to jakaś moda. Pozytywne jest też to, że tacy ludzie interesują się głębiej, mają ciekawe pomysły i refleksje, często zaskakują mnie pytaniami. Może to niewielka grupa, ale jednak cieszy – mówi Janusz Kozioł.
Pojawiają się jednak opinie, że kłopoty ze świadomością historyczną młodych nie dotyczą tylko tematyki żydowskiej, ale historii w ogóle. I nie jest to coś nowego, bo nie każdy historię po prostu lubi. Młodzież nie wie często, kim był Eliasz Goldhammer, podobnie jak nie zna sylwetki Ignacego Mościckiego. Z popularnego internetowego programu „Matura to bzdura” dowiadujemy się, że młodzi ludzie nie potrafią podać chociażby poprawnej daty wybuchu drugiej wojny światowej. I w tym sensie jest to już społeczny problem.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments