Czy Tarnów będzie kiedyś znany?

0
221
Nie ma co marzyć o zaproszeniu do miasta producenta popularnego serialu, żeby tarnowskie plenery posłużyły do filmowania | fot. Tadeusz Koniarz

Od dawna się mówi, że Tarnów zbyt mało wydaje pieniędzy na swoją promocję. Ale w przeszłości wcale nie było tak źle. Źle może być dopiero teraz, po kolejnych cięciach finansowych. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich kilku lat fundusz promocyjny w Tarnowie wyszczuplał o ok. 400 tys. zł. Na promocji, oczywiście, łatwo jest zaoszczędzić, ale także łatwo stracić. Tylko, że o tym drugim pamięta się już znacznie rzadziej.

Same określenia promocja albo marketing zdążyły zrobić już karierę, ale rzeczywiście kryją się pod nim ważne działania, które mogą przysporzyć miastom lub gminom sporo korzyści. Działania te nabierają mocy zwłaszcza teraz, gdy konkurencja szybko wzrasta i każdy chce skupić wokół siebie jak najwięcej uwagi. Pojawiają się więc w samorządach najróżniejsze pomysły, niekiedy dość unikatowe.
Pomysły, rzecz jasna, są bardzo istotne, od nich w zasadzie wszystko się zaczyna, ale bez pieniędzy nie ma pomysłów. Bez pieniędzy nie będą mogły realnie zaistnieć.

Biegun słabo grzeje
Od wielu już lat samorządy systematycznie, rok w rok, przeznaczają określone kwoty na promocję, zapisując je w swoich budżetach. Są to już stałe wydatki. Podobnie dzieje się w Tarnowie, na Polskim Biegunie Ciepła. Dotychczas każdego roku miasto przeznaczało na budowanie swojej marki średnio około miliona złotych. Już wtedy nie brakowało opinii, że to niewiele. Oczekiwania często były takie, że jeśli Tarnów ma zaistnieć w skali ogólnopolskiej i by przestał być mylony z Tarnobrzegiem lub Tarnowem Opolskim, konieczna jest – na przykład – organizacja cyklicznych imprez masowych o oryginalnym charakterze. To jedna z najprostszych, ale dość efektywnych form popularyzacji zalet wybranego miejsca. Tarnów powinien być kojarzony ze szczególnymi wydarzeniami, bo sam biegun ciepła to za mało.
Ci, którzy tak twierdzą, pewnie mają rację, ale wszystko kosztuje. Wielka masowa impreza, która odbiłaby się szerokim echem w kraju, to wydatek, na który Tarnów nie stać.
Albo inaczej: nie stać w ramach budżetu przeznaczonego na popularyzację walorów miasta. Już zrezygnowano z relacji telewizyjnych dotyczących zapowiedzi pogody, ale być może nie ma czego żałować. Zawsze mówiło się o tych programach, trochę złośliwie, że – ze względu na porę nadawania – przeznaczone są głównie dla porannych gospodyń domowych.

Filmu nie będzie
Teraz jednak zapowiada się jeszcze skromniej. Miasto, będąc w niełatwej sytuacji finansowej, tnie koszty, a więc również budżet promocyjny. W 2011 roku budżet ten wynosił 1 mln 78 tys. zł, w ub. roku 870 tys., w tym nieco ponad 700 tysięcy.
– Wszędzie są oszczędności, więc u nas też – mówi Maria Zawada – Bilik, szefowa Biura Promocji i Współpracy Zagranicznej, zastępczyni dyrektora Wydziału Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Tarnowa. – Mimo to nie zrezygnujemy z organizacji wielu przedsięwzięć realizowanych w ramach szerszych projektów. Mam na myśli niektóre imprezy, konkursy, związane choćby z rocznicą lokacji miasta. Na pewno mniej pieniędzy wydamy na gadżety czy kampanie ogólnopolskie, z pewnością będzie mniej rozmachu niż kiedyś, ale nie ma co narzekać, trzeba robić swoje.
W ubiegłych latach, gdy chodzi o kampanie ogólnopolskie, Tarnów reklamował się w jednym z najbardziej wziętych portali, a także emitował w kilku stacjach telewizyjnych króciutkie, ale udane spoty. Teraz nie ma co na to liczyć. Nie mówiąc już o zaproszeniu do miasta producenta popularnego serialu, żeby tarnowskie plenery posłużyły do filmowania.
Tu nie chodzi o próżność, ale o udokumentowaną skuteczność tego rodzaju promocji. Przykładem jest choćby Sandomierz wraz z kręconym tam Ojcem Mateuszem, ale nie tylko.
Anna Zbierska, odpowiadająca za marketing w Gdańsku, w prosty sposób to wyjaśnia: „Lokowanie produktu w filmach, literaturze to nie tylko znacznie bardziej wiarygodny wg badań, ale również bardziej efektywny marketing miejsc niż tradycyjna reklama prasowa, telewizyjna czy outdoor. Dostarcza mnóstwo emocji związanych z losami bohaterów na barwnym tle miasta, zachęca też do przyjazdu, przejścia ich śladami, poczucia klimatu miejsca”.
– Kiedyś staraliśmy się zorientować, ile kosztowałoby umiejscowienie Tarnowa w jakimś filmie, ale z tych informacji wynikało, że chodzi o kwotę, która na razie jest poza naszym zasięgiem – twierdzi Maria Zawada-Bilik.

Stawiamy na wino
Tarnowskie Centrum Informacji, które także zajmuje się marketingiem regionalnym i które co roku sięga po najwyższe ogólnopolskie laury, narzeka przede wszystkim na rosnące koszty funkcjonowania – zwyżkujące ceny energii elektrycznej i wzrost minimalnych płac. Jak mówi dyrektor Marcin Pałach, TCI stara się zwiększać potencjał funduszy na reklamę Tarnowa i okolic poprzez współpracę z Tarnowską Organizacją Turystyczną czy lokalnymi grupami działania, które mają swoje odrębne budżety. Przeważający kierunek współpracy to coraz bardziej popularna w kraju enoturystyka, czyli turystyka związana ze zwiedzaniem gospodarstw winiarskich i degustacją ich wyrobów.
– W tym roku podtrzymamy organizację dużych imprez winiarskich w Tuchowie, Pleśnej czy Tarnowie – zapowiada dyrektor Pałach. – Bardziej będziemy się koncentrować na bezpośrednim dotarciu z naszą ofertą do turysty, także zagranicznego. W większym stopniu będziemy korzystać z możliwości mediów społecznościowych, między innymi w przypadku ścieżek rowerowych Pogórza. Powstanie osobny portal, ale kompatybilny z portalem TCI, poświęcony trasom rowerowym, których w regionie przybywa z każdym rokiem.
Tarnów chciałby się też reklamować w Krakowie. Na bilbordy nie będzie pieniędzy, ale na reklamy umieszczane na pojazdach elektrycznych obsługujących turystów już tak.
Zmniejszy się liczba wyjazdów na międzynarodowe targi turystyczne, które stają się coraz droższe, a nie zawsze efektywne.
– Na pewno nie zrezygnujemy z wielkich, bardzo znanych targów w Berlinie – zaznacza Marcin Pałach.

Co jest do stracenia?
Warto przy okazji porównać, ile na swoją reklamę wydają inne miasta w Polsce, porównywalne do Tarnowa. Wg portalu Marketingmiejsca, Nowy Sącz na promocję przeznacza 870 tys., Oświęcim – 2,3 mln, Krosno n. Wisłokiem – 720 tys., Mielec – 1,8 mln, Rzeszów – 5,3 mln, Przemyśl – 228 tys. (!), Zamość – 918 tys., Gorzów Wielkopolski – 311 tys. Dane te pochodzą z 2018 roku, gdy Tarnów ze swoimi wydatkami zbliżał się do kwoty 900 tysięcy.
Marketing miasta czy gminy jest o tyle ważny, że przyciąga nie tylko turystów z pieniędzmi, ale i inwestorów. Dlatego oszczędzając na nim można więcej stracić niż zarobić. Generalnie jednak myślenie włodarzy miast i gmin jest takie: nic nie wiadomo, by któryś z prezydentów, burmistrzów czy wójtów przegrał wybory z powodu mniejszej liczby imprez promocyjnych, wiadomo natomiast, że niektórzy przegrali z powodu kiepskich dróg, nierównych chodników i wysokich opłat lokalnych.
I wszystko staje się jasne.
Do tematu powrócimy.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o