Dzikie dzieci

Gabinety psychologów i psychiatrów oblężone

0
70
depresja pocovidowa
Wystarczy zadzwonić do placówki mieszczącej się przy ul. Mostowej w Tarnowie i zarejestrować na tzw. teleporadę lub poradę w formie bezpośredniej
REKLAMA

– Gabrysia nie chce wychodzić z domu, jakby nie miała takiej potrzeby, albo bała się ludzi. Każda próba namówienia jej na spacer czy wyjazd to dla nas stres, bo ona odmawia. Nawet z rówieśnikami nie chce się spotykać – mówi pani Dominika, która jak wiele innych mam bezradnie rozkłada ręce na tego rodzaju antyspołeczne reakcje dzieci. Powód – epidemia i spowodowany nią lockdown oraz, od ponad roku, zdalne nauczanie. Wycofanie z bieżącego świata zaczyna mocno skutkować nie tylko znacznie obniżonym nastrojem, lecz także – dziecięcą depresją. Wiedzą o tym doskonale pracownicy jedynego w regionie tarnowskim Ośrodka Środowiskowej Opieki Psychologicznej i Psychoterapeutycznej dla Dzieci i Młodzieży przy Zespole Przychodni Specjalistycznych w Tarnowie. Ich gabinety są oblężone. – To jest moment kulminacyjny – przyznaje Jarosław Kolendo, prezes ZPS.
– Właściwie już od roku, od pierwszej fali epidemii, mamy zdecydowanie więcej pacjentów, a teraz jest szczyt. Dotyczy to zwłaszcza młodzieży, ona radzi sobie chyba z tym najgorzej. Mam na myśli przede wszystkim młodych ludzi, którzy mają przed sobą ważne egzaminy – zarówno ósmoklasistów, jak i maturzystów. Boją się, że z powodu zdalnego nauczania mogą mieć kłopoty. Nasza w tym rola – dorosłych – by im pomóc. Przede wszystkim pozytywnie motywować do pracy, stwarzać dobre do niej warunki, atmosferę spokoju, zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Nastolatkom warto też pokazać tymczasowość oraz celowość tych rozwiązań, wytłumaczyć, że dzieje się tak ze względu na nasze bezpieczeństwo – mówi Magdalena Mól, psycholog i psychoterapeuta, kierowniczka Ośrodka.

REKLAMA

I o ile z młodzieżą można przynajmniej próbować rozmawiać, to z maluchami jest znacznie gorzej. – Bo one jak gąbka pochłaniają emocje dorosłych. A w naszych domach od wielu miesięcy rozmawia się głównie o epidemii, prawda? Kilkulatkowie słysząc ciągłe informacje o chorobach, odejściach i rekordach zakażeń – po prostu się boją. I niech to będzie dla nas, dorosłych sygnał ostrzegawczy, bo tego rodzaju niepokój może być wspomnieniem silnego lęku także w przyszłości. Traumą, którą później trzeba będzie leczyć – dodaje.
Fachowcy przyznają, że nawet jeżeli jesteśmy zgraną rodziną i w warunkach domowej izolacji nieźle sobie radzimy, nasze pociechy są pozbawione jakże ważnego czynnika w ich prawidłowym rozwoju – rówieśniczych relacji społecznych. Izolacja dziecięca staje się jednak poważniejsza, gdy powiedzmy sobie wprost – zgraną rodziną nie do końca jesteśmy i w naszych domach dochodzi do zachowań przemocowych. Konieczność ciągłego przebywania w tych samych pomieszczeniach może budzić napięcie, nad którym nie wszyscy dorośli umieją zapanować. Specjaliści podają, że im bardziej rodzina jest odizolowana od otoczenia, tym skala zachowań przemocowych jest większa. Gdy w grę wchodzą jeszcze używki, sytuacja może być dramatyczna.

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze