Gdzie się podziały tamte pochody?

0
448
Przygotowania do pochodu członków Związku Młodzieży Polskiej, przy III Gimnazjum (LO) w Tarnowie
REKLAMA

Mobilizacja mas partyjnych
Robotnicze święto, istniejące od XIX wieku, zostało szybko zaadoptowane dla swoich potrzeb przez władze partyjno-państwowe PRL. Dlatego obchodzono je masowo zaraz po zakończeniu II wojny światowej. W latach stalinowskich wykorzystywano je do pokazania, że społeczeństwo popiera nową, socjalistyczną władzę oraz jej plany gospodarczo-społeczne, sojusz z ZSRR i innymi krajami tzw. „demokracji ludowej”. Stąd też przygotowania do manifestacji trwały długo, a pochodom towarzyszyły różne zobowiązania aktywistów, bicie rekordów produkcji i przedterminowe oddawanie inwestycji.
– Miesiąc kwiecień upływa pod znakiem wzmożonej pracy o pełne i przedterminowe wykonanie zobowiązań z okazji 60 rocznicy urodzin Prezydenta Bolesława Bieruta i Święta 1 Maja. Setki Wart Towarzysza Bieruta i komitetów obchodu tegorocznego Święta Pracy – to wspaniała mobilizacja najszerszych mas partyjnych i bezpartyjnych robotników wokół wielkich zadań chwili obecnej, wokół wykonania planów gospodarczych – pisała Gazeta Tarnowska w przeddzień święta w 1952 roku. Rok później ta sama gazeta donosiła o oddaniu z okazji 1 Maja, z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, dwóch obiektów w Niedomickich Zakładach Celulozy oraz barwnie opisywała przebieg pochodu w Tarnowie: Ulice miasta tonęły w powodzi dekoracji czerwonych i biało-czerwonych flag oraz zieleni. Od wczesnych godzin rannych przy dźwiękach orkiestr napływały na plac zbiórki nieprzerwaną falą zwarte szeregi robotników, sportowców, młodzieży szkolnej oraz delegacji chłopskich z okolicznych gromad. Wznosząc okrzyki na cześć partii i rządu ludowego oraz towarzysza Bieruta dziarsko kroczyła załoga Zakładów Mechanicznych. Na jej czele szli wybitni przodownicy, którzy wykonali już 6 norm rocznych.
Dekadę później Gazeta Krakowska donosiła, że tarnowskie społeczeństwo uczciło 1 Maja zobowiązaniami produkcyjnymi o wartości 2 milionów złotych, a w Zakładach Azotowych uruchomiono tzw. plazmotron przemysłowy do cięcia blach, dzieło naukowców z Instytutu Badań Jądrowych. W takie święto obowiązkowo trzeba było pochwalić się jakimś sukcesem.

REKLAMA

Barwna wstęga manifestacji
Uczestnicy pochodów zbierali się w uzgodnionych wcześniej miejscach, pierwszym punktem manifestacji było z reguły wysłuchanie radiowego przemówienia aktualnego I sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a następnie maszerowali według z góry ustalonego porządku. Zasadniczym momentem manifestacji było przejście przed trybuną główną, na której stali najważniejsi towarzysze partyjni, władze miasta oraz zaproszeni goście.
– Najgorzej mieli pracownicy Zakładów Azotowych, bo musieli dojść do centrum miasta z Mościc. Za mojej pamięci trybuny honorowe ustawiano w trzech miejscach: na ulicy Krakowskiej na skrzyżowaniu z ulicą Bandrowskiego, na placu Sobieskiego albo na ulicy Lwowskiej na wysokości placu, gdzie dziś wznosi się pomnik Witosa – wspomina tarnowski historyk Antoni Sypek. Pochody przyjmowały formę wielotysięcznych manifestacji. Według doniesień prasowych w 1957 roku w pochodzie w Tarnowie udział wzięło 30 tysięcy osób. Przejście przed trybuną główną trwało półtorej godziny. W 1962 roku miało być 35 tysięcy tarnowian, siedem lat później już 55 tysięcy. – Blisko trzy godziny płynęła barwną wstęgą potężna manifestacja czerwonego Tarnowa, jak zwą to miasto dla jego rewolucyjnych tradycji – opisywał obrazowo pochód reporter Gazety Krakowskiej. W relacjach podkreślano: nieskrępowaną, swobodną i szczerą atmosferę manifestacji ludzi pracy. Nieskrępowana swoboda była jednak oficjalnym, propagandowym hasłem, natomiast doniesienia o liczbie manifestujących, jeżeli nawet nieco przesadzone, to pewnie niewiele. Przez lata uczestnictwo w pochodzie było bowiem formalnym lub nieformalnym obowiązkiem. Nieobecność była niemile widziana i mogła dla nieobecnego źle się skończyć.
– Tak było – przyznaje Antoni Sypek. – Były różne formy nacisku na obecność na pochodzie, formalne i nieformalne. Mistrz z „Azotów”, jeśli nie przyszedł na pochód, na drugi dzień mógł już nie być mistrzem. Z czasem pojawiły się „legalne” możliwości opuszczenia manifestacji. Na przykład tarnowski oddział PTTK zaczął organizować rajdy górskie na przełomie kwietnia i maja. Kto szedł na rajd z oczywistych względów był zwolniony z obecności na pochodzie. Prasa niemal z roku na rok informowała o wzrastającej liczbie uczestników marszów w Tarnowie i innych miejscowościach regionu. Faktem jest, że władza miała dla „ludu pracującego miast i wsi” obok kija także marchewkę. W końcu święto, to święto. Pochody starano się różnymi sposobami uatrakcyjniać. Legitymizowali je znani tarnowianie w nich uczestniczący: sportowcy, artyści. W 1970 roku do udziału w pochodzie w Brzesku zaproszono grupę Tunezyjczyków. Manifestujący dbali o efekty wizualne. Sportowcy maszerowali w dresach, zespoły ludowe obowiązkowo w tradycyjnych strojach regionalnych. W 1966 roku uwagę widzów i uczestników przyciągały platformy z prasą, tokarką i agregatem chłodniczym, wyprodukowanymi w Zakładach Mechanicznych i nagrodzonymi na znanych Międzynarodowych Targach w Lipsku.
Organizatorzy bardzo dbali, aby pochody robiły wrażenie radosnych i budzących ciekawość zarówno osób czynnie w nich uczestniczących, jak i obserwatorów. W 1975 roku, czyli w szczycie tzw. gierkowskiej propagandy sukcesu „Dziennik Polski” wyliczył liczbę uczestników pochodu na 50 tysięcy: W domach ulic znajdujących się na trasie trudno było znaleźć wolne miejsce na balkonie czy w oknie. – A po oficjalnych uroczystościach organizowano zabawy, festyny, imprezy sportowe i rekreacyjne. Pojawiały się kiermasze z różnymi atrakcyjnymi towarami, które na co dzień były często niedostępne. 1 maja miał być dniem wyjątkowym- radosnym i niezapomnianym.

Sztandar wyprowadzić
Wszystko zmieniło się na początku lat 80. Powstanie „Solidarności”, napięcia pomiędzy niezależnym związkiem zawodowym a władzą okazały się początkiem końca pochodów w ich dotychczasowym kształcie. 1 maja 1981 roku ogłoszono w Tarnowie dniem odpoczynku. Na temat obchodów święta dyskutowano na specjalnym zebraniu z udziałem przedstawicieli partii i „Solidarności”. Pochodu nie było, zamiast niego władze zorganizowały spotkanie z weteranami ruchu robotniczego i akademię, podczas której koncertował zespół „Śląsk”. Rok później sytuacja społeczno-polityczna była już zupełnie inna. Od 13 grudnia 1981 w Polsce trwał stan wojenny. Władzy bardzo zależało na tym, aby uroczystości robotniczego święta pokazały, że społeczeństwo popiera jej politykę i akceptuje „postępującą normalizację”.
W Tarnowie zawiązał się Społeczny Komitet Obchodów 1 Maja, który wydał odezwę do mieszkańców miasta: Obchody 1 Maja uczyńmy okazją do zdobywania coraz szerszej akceptacji dla polityki partii i państwa, dla idei socjalistycznej odnowy i porozumienia patriotycznych sił narodu. Obchody w kolejnych latach nie miały już takiego „zadęcia” jak w poprzednich dekadach. Coraz mniej było w nich entuzjazmu, i szczerego, i udawanego. Ostatnie obchody w czasach Polski Ludowej odbyły się w Tarnowie 1 maja 1989 roku. Nie było pochodu, tylko wiec na Rynku. Frekwencja nie dopisała, podobnie jak aura. Zimno, przenikliwy wiatr i deszcz stanowiły smutne memento dla święta. We wrześniu 1989 roku pierwszym niekomunistycznym premierem po wojnie został Tadeusz Mazowiecki, a w styczniu 1990 roku z ust Mieczysława Rakowskiego podczas ostatniego Zjazdu PZPR padło słynne zdanie „sztandar PZPR wyprowadzić”. Trzy miesiące później TEMI odnotowało: W Tarnowie nie ma chętnych na organizację 1 Maja. Wydział Społeczno-Administracyjny Urzędu Miejskiego nie miał zgłoszenia takiej właśnie sytuacji. Monumentalne pochody w Polsce odeszły do historii wraz z epoką, które je wykreowała i kultywowała.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze