Gołębie serca

0
182
golebiarze
golebiarze
REKLAMA

Najważniejsze w tej pasji to czysty i zadbany gołębnik z dobrą wentylacją, odpowiedni materiał hodowlany oraz zdrowie i kondycja ptaków. Jeżeli w gołębniku znajdzie się zbyt duża ilość innych osobników, to gołąb nie zawsze będzie chciał tam przebywać. Jest to jeden z powodów, kiedy młode gołębie odlatują z hodowli, a dorosłe okazy nie uzyskują zadowalających wyników. – 50 lat zajmuję się gołębiami. Zacząłem, kiedy ukończyłem osiemnasty rok życia – chwali się Jan Stopkiewicz, hodowca z Tarnowa. – Gołębie w mojej rodzinie już od dawna były swego rodzaju pasją. Ja całą swoją wiedzę i gołębnik wraz z niezliczoną ilością tych pięknych ptaków odziedziczyłem po moim dziadku. Liczę na to, że i ja będę mógł za jakiś czas przekazać swoją hodowlę kolejnemu potomkowi w naszej rodzinie.
Gołąb, tak jak inne zwierzęta, powinien posiadać jak najlepsze geny. Dlatego też większość hodowców na samym początku decyduje się na zakup osobników od znajomych kolegów z Polskiego Związku Hodowli Gołębi Pocztowych, które w przeszłości osiągały już znaczące wyniki w lotach. Każdy chciałby mieć w swojej hodowli jak największą liczbę championów, jednak nie należy to do rzeczy łatwych. Konieczne jest posiadanie wzorca, czyli ustalonego przez federację sędziów wzoru gołębia. U gdańskich wysokolotnych ważna jest tzw. stójka, czyli postawa pozioma u ptaka. Bardzo ważną rolę odgrywa również struktura upierzenia, tzw. koronka, oraz oczy. Ogon powinien być daszkowaty, mieć dwa pióra więcej od szerokości tułowia, a skrzydła muszą być przylegające i zwarte. – Nigdy nie celowałem w championy, bo aby posiadać taki okaz w swojej hodowli potrzebna jest nie tylko ciężka praca, ale i masa szczęścia. Wyhodowanie championa zdarza się raz na tysiąc przypadków, więc ja raczej skupiałem się na tym, aby hodowla przynosiła mi radość. Tak było, jest i będzie już chyba do śmierci – dodaje Stopkiewicz.
Hodowla gołębi nie należy do tanich pasji. Zdarza się, że za dobrego gołębia trzeba zapłacić nawet 8 tys. zł. – Mam znajomego, który kupił gołębia w Anglii. Zapłacił za niego 5 tys. funtów! – mówi Andrzej Rusik. – Niektóre kwoty są kosmiczne i praktycznie nie ma możliwości, aby się zwróciły. Wygrywanie zawodów jest tak naprawdę prestiżem. Pieniędzy nie ma z tego praktycznie żadnych. Na ewentualnie większy zarobek można liczyć, sprzedając swoje najlepsze ptaki, tyle tylko, że nie każdy się na to decyduje. Dodatkowe koszty generuje także chociażby odpowiednia karma czy sposób przechowywania stada.
Aby osiągać dobre wyniki, trzeba najpierw sporo zainwestować. Wie o tym Aleksander Ścieżka, którego gołębie niejednokrotnie wygrywały różnego rodzaju konkursy w lotach. – Swoich najlepszych gołębi nigdy nie sprzedawałem i chyba nie ma nawet ceny, za jaką mógłbym je sprzedać. Moje ptaki brały udział w wielu zawodach. Najwięcej do pokonania miały ponad 1 500 km, kiedy to leciały z samego Rzymu! Dziś gołębie zdecydowanie różnią się od tych, które startowały w zawodach jeszcze 20 czy 30 lat temu. Trasę, którą kiedyś pokonywały w trzy dni, dziś pokonują w siedem godzin, a to wszystko zasługa witamin, suplementów diety i specjalnych odżywek. Dziś hodowla gołębi niewiele ma wspólnego z pasją. Stała się biznesem i główną rolę zaczęły odgrywać pieniądze. Smutne to, ale prawdziwe…
Dystanse, czyli kategorie lotów, są różne. A – od 100 km do 350 km, B – od 350 km do 550 km, C – powyżej 500 km i M – maratony powyżej 700 km. Średnia prędkość lotu to około 60 km/h, ale kiedy pojawia się silny wiatr z tyłu, potrafi być nawet dwa razy większa. Warto zauważyć, że gołąb wyróżniający się w kategorii A nie ma z reguły szans w maratonie i odwrotnie. Inną sylwetkę ma tzw. sprinter, a inną długodystansowiec. Na dłuższe dystanse puszcza się najczęściej te ptaki, które mają powyżej dwóch lat. Nie wszystkie wracają. Część ginie z wyczerpania, część dostaje się w ręce kłusowników, a inne w szpony jastrzębi.
– Straciłem kilka gołębi. Niestety, z tym trzeba się liczyć, decydując się na tego typu starty. Zdarza się jednak, że gołąb pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy już dawno straciło się wiarę w to, że wróci. Jeden z moich ptaków przyleciał do mnie po ponad dwóch latach! – cieszy się Jan Stopkiewicz.
Sen z powiek hodowców spędza fakt, że ciężko znaleźć w obecnych czasach osoby, które przejęłyby od nich pałeczkę i z tak wielką pasją jak oni sami poświęcili się tym wspaniałym ptakom. – Dziś średnia wieku hodowcy oscyluje w granicach 50‑60 lat. Nie ma następców, którym można byłoby przekazać całą wiedzę, ale i także swoją hodowlę. Na zawodach, od czasu do czasu, pojawi się ktoś młody, ale są to bardzo sporadyczne przypadki. Nie chcielibyśmy, aby ta część naszego życia umarła razem z nami. Zależy nam na tym, aby ktoś kontynuował nasze dzieło – nie ukrywa Andrzej Rusik, który na każdym kroku powtarza, że hodowca to nie podawca ziarna i wody, lecz bliski przyjaciel i trener tych wspaniałych stworzeń. I chyba trudno się z tym nie zgodzić…

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze