Hiszpanie zlekceważyli zagrożenie wirusem

0
254
Pochodząca z Ciężkowic Edyta Wilga opowiada o walce z koronawirusem
REKLAMA

Pochodząca z Ciężkowic Edyta Wilga od 17 lat mieszka niedaleko hiszpańskiej Malagi. Hiszpania jest drugim krajem w Europie, w którym stwierdzono najwięcej przypadków zachorowań na koronawirusa. Pani Edyta nie ukrywa, że Hiszpanie zlekceważyli pierwsze oznaki wirusa z Wuhan i dziś ponoszą tego spore konsekwencje.
Hiszpania jest po Włoszech drugim najbardziej dotkniętym koronawirusem krajem w Europie. Stwierdzono tam ponad 35 tys. zakażeń, a śmierć poniosło przeszło 2 tys. osób (stan na 24.03.2020).

REKLAMA

Turyści nadal przyjeżdżają
Swojego zaniepokojenia nie ukrywa Edyta Wilga, która 17 lat temu zamieszkała niedaleko hiszpańskiej Malagi. Twierdzi, że Hiszpania zlekceważyła pierwsze sygnały o pojawieniu się wirusa z Wuhan.
– Cały czas były organizowane rozgrywki sportowe i koncerty. Ludzie spotykali się na ulicach w dużych grupach. 8 marca w Madrycie obyła się manifestacja feministek, w której wzięło udział około 100 tys. osób! Pomimo fatalnych informacji napływających z różnych stron świata hiszpański rząd zdecydował o zamknięciu szkół dopiero 13 marca, czyli jeszcze później niż Polska. Wyglądało to tak, jakby koronawirus zaskoczył Hiszpanów, a przecież było wiadome, że jest bardzo niebezpieczny i będzie się rozprzestrzeniał – mówi pani Edyta. – Obecnie wszyscy jesteśmy pozamykani w domach. Policja patroluje ulice. Niestety wiele wskazuje na to, że na podjęcie tych kroków zdecydowano się zbyt późno, ponieważ wirus zbiera coraz większe żniwo. Samochodem może podróżować jedna osoba. Jeżeli przewozimy dziecko, musi znajdować się ono na tylnym siedzeniu i mieć założoną maseczkę. Pytanie jednak, co z tego, skoro lotnisko w Maladze… nadal funkcjonuje i przylatuje tutaj mnóstwo turystów! Czy to ma sens?
Wkrótce może pojawić się spory problem z dalszym funkcjonowaniem prywatnych przedsiębiorstw. Z racji tego, iż obywatele przebywają pozamykani w domach, większość działalności jest zawieszona. – W Maladze prowadzę firmę związaną z elektrycznością. Zatrudniam dziewięć osób, wszystkie zostały przeze mnie wysłane na przymusowy urlop. Nie wiem, co będzie dalej, kiedy dobiegnie on końca. Mąż prowadzi działalność związaną z wózkami widłowymi. Zajmuje się ich naprawą oraz wynajmem. W przeciwieństwie do mnie całkowicie musiał zawiesić działalność. Przyszłość maluje się w czarnych barwach – wzdycha pochodząca z Ciężkowic kobieta i dodaje, że większość Hiszpanów znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. – Wynika to z faktu, że mnóstwo ludzi pracuje „na czarno”. Nie płacą podatków, nie chcą być legalnie zatrudnieni i wolą żyć z zasiłków. Niestety, obecna sytuacja sprawiła, że wielu z nich wkrótce może nie mieć za co żyć. Zupełnie inaczej wychowani są mieszkający tutaj Polacy, Czesi czy Marokańczycy, którzy od początku wiedzą, że aby coś osiągnąć, należy poświecić się pracy.

Sklepy działają normalnie
Starsi mieszkańcy kraju z Półwyspu Iberyjskiego mają problem z przestrzeganiem zasad kwarantanny. Pomimo iż wirus z Wuhan jest groźniejszy dla seniorów niż młodych, to staruszków nie brakuje w sklepach czy na ulicach. – Starsi Hiszpanie lekceważą ten problem. Gdzieniegdzie słychać głosy, że jeżeli udało im się przeżyć słynną w latach 1918‑1920 „hiszpankę”, a następnie wojnę, to nic im nie grozi. Sklepy w Hiszpanii funkcjonują normalnie. Nie brakuje towaru, chociaż podobnie jak w Polsce przez pewien czas był problem z zakupem papieru toaletowego. Szpitale również działają. Jedyny problem, jaki się pojawił, dotyczy zbyt małej liczby łóżek szpitalnych.
W Hiszpanii, podobnie jak w Polsce, media zdominowane są przez doniesienia o walce z koronawirusem. – Czasami bywa to naprawdę męczące. Wiele programów telewizyjnych, które oferowały rozrywkę, np. plotki ze świata show‑biznesu, kompletnie zmieniły swoją ramówkę i informują jedynie o kolejnych ofiarach koronawirusa. Aby nie zwariować, staramy się oglądać jak najwięcej filmów i seriali na HBO czy Netflixie. Na programy informacyjne przeznaczamy codziennie maksymalnie 2 godziny. Zdarza się, że prezenterzy informują o sytuacjach w innych rejonach świata. Kilka razy pojawiał się przykład Polski jako kraju, który zareagował odpowiednio szybko i liczba zarażonych jest zdecydowanie mniejsza niż w Hiszpanii – opowiada mieszkanka Hiszpanii. – W rodzinnych stronach pojawiałam się nawet cztery razy w roku. Miałam przyjechać do Polski na Wielkanoc, ale już wiadomo, że tak się nie stanie. Mąż, który jest Hiszpanem, namawiał mnie, bym spakowała siebie i synów i pojechała do kraju. Nie zgodziłam się, ponieważ nie dość, że wiązałoby się to z 14‑dniową kwarantanną, to dodatkowo musiałabym pozbawić środków do życia wszystkich zatrudnionych u mnie pracowników. Nie chciałam tego robić, bo czuję się w pewnym sensie za nich odpowiedzialna. Jak na razie w mojej miejscowości, gdzie mieszka około 3 tys. ludzi, nie stwierdzono przypadku koronawirusa. Czujemy się względnie bezpieczni. Mam nadzieję, że ten koszmar wkrótce się skończy i nasze życie powróci do normalności. Utrzymuję kontakt z moją rodziną w Polsce i wierzę, że już za kilka miesięcy ponownie się zobaczymy…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o