Jabłko na złość Putinowi

0
66
jablka
REKLAMA

– Może od kilku dni sprzedaję więcej jabłek, ale nie wiem, czy to ma coś wspólnego z tą akcją – dość sceptycznie podchodzi do tematu właścicielka sklepu.
W nadzwyczajne skutki spożywania owoców z powodów politycznych nie bardzo wierzy Józef Chojecki, właściciel dużego gospodarstwa sadowniczego z certyfikatem w Leszczynie, gmina Trzciana.
– W ciągu roku Polak statystycznie zjada 15 kilo jabłek, dużo mniej na przykład od Niemca – mówi. – Już w przeszłości były różne akcje, które miały na celu zwiększenie spożycia jabłek w kraju, ale na niewiele się zdały. Wątpię, aby teraz było inaczej.

REKLAMA

Dostaniemy po tyłku
Polacy bardziej skazani byli na jabłka w epoce PRL‑u, gdyż cytrusy można było kupić najczęściej w okolicy Bożego Narodzenia, banany były tylko dla bogatych, a o kiwi w ogóle mało kto słyszał. Teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki, kusi zewsząd różnorodność smaków, pospolite jabłko niejednemu się opatrzyło i trudno będzie zmobilizować naród do zrobienia Putinowi na złość. Mimo rosnącej konkurencji Polska urosła do rangi światowego mocarstwa jabłkowego, lepsze są tylko Chiny i USA. Mocni byliśmy eksportem.Dziś jeśli nawet ktoś zechce jeść jabłka w porywie złości czy z powodów patriotycznych, to i tak pozostaną nadwyżki. Trzeba by dodatkowo skonsumować 20 proc. całej jabłkowej produkcji w Polsce, prawie 800 ton!Józef Chojecki myśli jak wielu jego kolegów sadowników:
– Podskoczyliśmy Rosji w sprawie Ukrainy, minister Sikorski swoje zrobił, a po tyłku oberwiemy my, sadownicy.
Chojecki wysyłał owoce do Rosji, ale najwięcej produkcji szło dotychczas na kraj, także na Słowację i na Węgry.
– Jeśli Rosjanie przestali brać, zapcha się rynek gdzie indziej, bo tam gwałtownie wzrośnie podaż. To nie jest tak, że po tyłku zbiorą tylko ci, którzy do tej pory z Rosji żyli. Już sam dostrzegam pierwsze oznaki zmian. Mam w sadzie także trochę śliw i z tymi śliwami wysłałem kilka dni temu pracownika na giełdę. To pierwszy mój świeży towar sprzedany w tym sezonie. Z całego samochodu udało się sprzedać „aż” 100 kilo, za złotówkę za każdy kilogram. Takie kokosy nas czekają.


Może być dramat
Wojciech Kurczak, na co dzień urzędnik z Urzędu Gminy w Trzcianie, razem z ojcem prowadzi niewielki sad i w przeszłości mieli już kontakt z odbiorcą rosyjskim.
– Może być dramat, gdy się słyszy, że przetwórnie biorą jabłka przemysłowe za 15 groszy – mówi. – Generalnie przyjmuje się, że wyprodukowanie jednego kilograma kosztuje około 1 zł. To jednak zależy od kilku przyczyn. Na terenie równinnym, jak np. w okolicach Sandomierza, sadownictwo ponosi mniejsze koszty, a u nas mamy górki, teren trudniej dostępny, ciągnik musi zużyć więcej paliwa.
Witold Prokop gospodaruje w 15‑hektarowym sadzie w okolicy Łysej Góry w pow. brzeskim. Mówi, że z sadem miał do czynienia od dziecka, ponieważ tą działalnością zajmował się również jego ojciec. Specjalizuje się w późniejszych odmianach jesienno‑zimowych. Robota w jego gospodarstwie zacznie się na dobre we wrześniu.
– Nie wiadomo, co to będzie. Jeśli słyszę w telewizji, że to, czego nie sprzeda się w Rosji, sprzeda się w innych krajach, to wydaje mi się, że ktoś uprawia propagandę. Z nowymi rynkami wcale nie będzie tak łatwo. Obawiam się, ponieważ eksport był dla mnie ważną częścią dochodów.

Jabłko, które nie gnije
Owoce z sadu Prokopa widziały już Rosję, ale i Rumunię. Dobrze znane są też w kraju. Podobnie jak Józef Chojecki, pan Witold ma w gospodarstwie chłodnię i przechowalnię owoców, bez których liczący się sadownik nie miałby szans. Ponieważ jabłko nie jest produktem o dużej trwałości, bój idzie o to, by jak najdłużej i w jak najlepszym stanie mogło przetrwać po zbiorze. Zbiór jest sezonowy, ale jabłka muszą być w sprzedaży przez cały rok. Przechowalnictwo jest już dobrze rozwiniętą sztuką techniczną; wybiera się wyłącznie najlepsze owoce bez zmian chorobowych i uszkodzeń, pakuje tylko do drewnianych skrzyń z otworami, okrywa folią polietylenową. Konieczny jest sprawny system wentylacyjny, który będzie usuwał z komory etylen (gaz). Etylen wydzielany jest przez dojrzewające jabłka i powoduje przyspieszenie dojrzewania owoców, a tym samym starzenie.
Zdolność przechowalnicza owoców, jak to określają fachowcy, zależna jest od poszczególnych odmian, ale także od sposobu i terminu zebrania, zawartości wapnia, azotu, potasu i magnezu w jabłkach, również od nawożenia i zabiegów zabezpieczających owoce przed wystąpieniem chorób w komorach chłodniczych.Chemia, którą traktowane są owoce, dość skutecznie zniechęca część konsumentów, którzy nieraz dzielą się swoimi spostrzeżeniami.– Jabłko kupione w sklepie nie gnije w ciepłym mieszkaniu nawet przez miesiąc. Ile musi być w nim chemii!
To może być jedna z przeszkód, by władcy Rosji pokazać tylko ogryzek. Dla sprawiedliwości należy jednak dodać, że również inne owoce, zwłaszcza z zagranicy, które trafiają do obrotu, są odpowiednio konserwowane.
– Nie ma produkcji owoców bez użycia chemii – stawia uczciwie sprawę Witold Prokop. – Klient, który kupuje u mnie skrzynkę owoców, miałby duże pretensje, gdyby w krótkim czasie 30 proc. towaru gniła i nie nadawała do spożycia. Sieci handlowe również wymagają towaru wysokiej jakości. Chcą, by jak najdłużej mógł być na półce nic nie tracąc ze swoich właściwości. Jabłko musi być odporne na obicie, na gnicie, musi zachować jędrność, smak. Ale nie wyolbrzymiałbym tego problemu. My podlegamy kontrolom na obecność w owocach pestycydów, specjalnemu nadzorowi, który sprawdza, kiedy ile i jakich środków używamy do produkcji owoców. Nic nie dzieje się na żywioł. Musimy przestrzegać określonych norm i ich przestrzegamy.

Grosiki pod drzewem
Rosja, wstrzymując import polskich jabłek, wydała oficjalny komunikat, iż stwierdzono w nich nadmierne ilości pestycydów. Wiadomo jednak, że była to polityczna reakcja na unijne restrykcje związane z konfliktem wywołanym przez Putina we wschodniej Ukrainie.
– Widzę jeszcze taką szansę, że polskie jabłko wyjedzie do Rosji pod przykryciem, z udziałem pośredników z różnych krajów – twierdzi jeden z podtarnowskich dostawców. – Miałem w przeszłości taką sytuację, że ciężarówka pełna moich owoców odjechała jako transport czeski. Mnie to nie przeszkadzało, bo co miałem za towar dostać, to dostałem. Kasa się zgadzała.
– My nie robiliśmy eksportu, ale to nie znaczy, że zakaz sprzedaży owoców w Rosji to nie nasz kłopot – słyszymy w rodzinnym sadzie Barbary Kubis przy ul. Klikowskiej w Tarnowie. – Nadwyżki niesprzedane za wschodnią granicą wywołają większą konkurencję w kraju i wpłyną na ceny skupu.
Obawy są tym większe, że sporo ubiegłorocznych owoców znajduje się jeszcze w chłodniach, a nowy, tegoroczny zbiór zapowiada się bardzo dobrze. Szacuje się, że ma być wyższy o ok. 3 proc. od ubiegłorocznego. Pogoda sprzyjała.
– Podejrzewam, że zerwane jesienią jabłko będzie w skupie góra za 60 groszy za kilogram – prognozuje Józef Chojecki.
– Wpływ na cenę jabłka konsumpcyjnego ma też cena spadu – mówi Witold Prokop. – A cena spadu w tym roku może wynieść od 12 do 15 groszy. Nie jest pewne nawet, czy opłaci się po te jabłka schylać.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments