Karp jaki jest…

0
77
karp2
REKLAMA

W tarnowskim supermarkecie karpie ruszają skrzelami w schludnym, białym pojemniku. Sprzedawca objaśnia pochylonemu nad rybami dziecku.
– Widzisz, ta rura z bąbelkami dostarcza tlen do wody. One tym oddychają.
Malec chce zabrać jedną z ryb do domu. Jego mama trochę się denerwuje.
– Nie, kochanie, tutaj rybkom jest lepiej!…
Chłopiec pewnie jeszcze w tym roku nie dowie się, co czeka ryby ze sklepowego basenu.
Sprzedawca na stoisku nie zabija ryb, waży je tylko i pakuje w specjalne torby z plastikową siatką, w których ryba może podobno podczas transportu oddychać przez skórę. Stoisko jest schludne, ryby żywotne, cena przystępna (9,99 zł za kilogram). Ale fakt, że trzeba kupić żywą rybę, zniechęca część klientów.
W innym supermarkecie obsługujący stoisko zabija ryby na miejscu,w specjalnie przygotowanym namiocie.
Niektóre z dużych sieciowych sklepów w ogóle zrezygnowały w tym roku ze sprzedaży ryby ze zbiorników, ograniczając się do oferty oprawionego już karpia w płatach lub dzwonkach. Z reguły zapewniano przy tym, że ryby były zabijane w humanitarny sposób. Cena martwej ryby jest znacząco wyższa niż żywej – od kilkunastu do ok. 20 zł za kilogram. Oprawione rybie tuszki cieszą się jednak zainteresowaniem kupujących, jako że taki zakup rozwiązuje dwa problemy naraz – pozwala uniknąć i zabijania ryby, i jej pracochłonnego oprawiania. Jest to też sposób zakupów zalecany przez ekologów, którzy od lat namawiają do rezygnacji z kupowania żywych ryb. W Tarnowie przeciw sprzedaży żywych karpi nikt nie protestował, choć nie zabrakło klientów podzielających przekonania ekologów.
Inni natomiast interesowali się pochodzeniem karpia.
– Podobno zalewa nas karp importowany z Czech, Litwy i Węgier – mówił starszy pan krytycznie przyglądający się tuszkom na zafoliowanych tackach. – Skąd ja niby mam wiedzieć, skąd ten tutaj pochodzi? Wolę kupić na ulicach i targowiskach, gdzie sprzedają ryby z miejscowych gospodarstw, przywiezione w samochodowych przyczepach z basenami. Takiej ryby nie można wozić kilometrami, więc przynajmniej wiadomo, że to nasza, podtarnowska, i że jeszcze niedawno pływała w stawie.Choć generalnie nie jesteśmy narodem rybożernym, ponad 95 procent Polaków deklaruje przywiązanie do tradycji jadania karpia w Wigilię.
Niemal taki sam procent uważa, że jak już karp, to najlepszy polski i to z regionalnych gospodarstw. Nic dziwnego, że dni przed Wigilią to dla hodowców ryb czas żniw.
– Sprzedajemy karpia od rana do wieczora, bo kupujących jest mnóstwo – mówią w Nadleśnictwie Dąbrowa Tarnowska, hodującego karpia w śródleśnych stawach.
Renata, tarnowianka, pokazuje kartkę świąteczną, którą dwa lata temu zrobił na zajęciach w szkole jej syn. Jest na niej uśmiechnięta ryba pod gwiazdką wigilijną i napis: „Ludziom – pokój, karpiom –woda”.
– Nigdy nie mogłam zrozumieć, czemu przed świętem pokoju i odkupienia uśmierca się miliony ryb. Odkąd sama zaczęłam przygotowywać rodzinną Wigilię, wyeliminowałam z menu karpia i inne ryby – mówi. – Zachowujemy wszelkie tradycje wigilijnego stołu, prócz tej jednej. Zamiast karpia są pierogi z grzybami i suszonymi śliwkami, gołąbki z kaszą i grzybami, kotleciki z sera, łazanki z makiem, kapusta z grochem. Dzieci nawet to wolą.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments