Karpia żywot poświąteczny

0
167
REKLAMA

Co się z nimi dalej dzieje, jak gospodarstwa rybackie przygotowują się do kolejnych „żniw” za rok, o co muszą zadbać, żeby żywy, dorodny karp znowu pojawił się w sprzedaży.
Nie wszystkie żywe ryby, które można było kupić na licznych stoiskach w Tarnowie, zostały przed Wigilią sprzedane. Zaraz po świętach część z nich była jeszcze w sprzedaży, ale już po niższych cenach. Potem karpie zniknęły z oferty. Co później dzieje się z tymi rybami?
W sklepie należącym do jednej z ogólnopolskich sieci poradzono nam, że aby otrzymać odpowiedź w tej sprawie, należy napisać maila do ich biura prasowego w stolicy i czekać. Nie wiadomo, jak długo. Z doświadczeń innych redakcji wiemy, że sieci zwykle odpowiadają, że przed świętami sprzedały dokładnie taką ilość ryb, jaką wcześniej zamówiły u dostawcy, a więc problemu nie ma. Ale pracownik jednego ze sklepów w prywatnej rozmowie zdradził nam, że niesprzedane podczas świąt gotowe płaty karpia, które szybko tracą świeżość, odbiera jakaś firma, żywe ryby też są zabierane.– Wiem, że zalegające półki tuszki czy płaty kierowane są do zakładów, które przerabiają je na różne produkty, pewne rodzaje tłuszczów, albo na składniki do innych wyrobów, może jakieś pasze. Ze sprzedawanych żywych ryb po świętach u nas prawie nic nie zostaje, ale te, których nie kupiono, są uśmiercane, patroszone i mrożone, odpowiednio przygotowywane do dalszej sprzedaży.
Nic się nie marnuje; według innego rozmówcy, liczne patrochy, czyli niejadalne wnętrzności, które pozostają po sprzedaży ryb, chętnie zagospodarowują hodowcy zwierząt futerkowych. Niedawno w prasie ukazała się też informacja, że niektórzy handlowcy niesprzedane w okresie świątecznym karpie transportują do leśnych stawów i – wspaniałomyślnie darując im życie‑ wypuszczają do wody. – Zdarza się, aczkolwiek sporadycznie, że ktoś z handlujących rybami chce po świętach zwrócić nam żywy towar, który im pozostał. Teraz mieliśmy dwa takie sygnały, ale z zasady nie przyjmujemy tego rodzaju ofert – mówi Damian Kosierb, kierownik gospodarstwa rybackiego Nadleśnictwa Lasów Państwowych w Dąbrowie Tarnowskiej, z wykształcenia ichtiolog. Gospodarstwo w Lasach Wierzchosławicko – Radłowskich dysponuje kilkoma stawami hodowlanymi o łącznej powierzchni ponad 100 ha.
Wiadomo na pewno, że część ryb, które należą do hodowców, a których nie udało się sprzedać, przezimuje i pojawi się w ofercie za rok. Jak twierdzą znawcy lokalnego rynku, w czasie ostatnich świąt jedna z firm z okolic Tarnowa sprzedawała właśnie wyrośnięte „czterolatki”, czyli karpie, które liczą cztery lata i które nie znalazły nabywców wcześniej. Najokazalsze mogły ważyć do 3 kilogramów. A że cena była atrakcyjna, towar prędko znikał, budząc wśród konkurencji zaniepokojenie. Klienci nie byli zorientowani w temacie, choć – trzeba to przyznać – nieznacznie starszy karp wcale nie musi być gorszy smakowo od młodszego. – Najlepszy towar to karp około trzyletni, taki do dwóch kilogramów – twierdzi Damian Kosierb.
Ten przyszły „najlepszy towar”, który ujawni się w grudniu, przygotowywany jest dzisiaj w tak zwanych zimochowach, czyli w wybranym stawie pełniącym rolę magazynu zimowego w wierzchosławickim gospodarstwie. Tu zgromadzone są kroczki – dwuletnie, małe ryby hodowlane o wadze do 30‑35 dag. O tej porze są w letargu, nie żerują, a pracownicy gospodarstwa muszą czuwać nad ich spokojem aż do wiosny.
– To bardzo ważne – podkreśla kierownik gospodarstwa. – Musimy przestrzegać wszelkich standardów, pilnować odpowiedniego przepływu wody, natlenienia, parametrów środowiskowych. Gdyby w tym okresie ryba się przebudziła, bo na przykład szukałaby tlenu, to narażona zostałaby na poważny wydatek energetyczny. Jak wiadomo, w tym czasie ona się nie odżywia, dlatego straty hodowlane byłyby oczywiste. Musimy więc dbać o komfort zimowego snu ryby.
Chroni się ją również przed innymi niebezpieczeństwami. Nad stawami w Lasach Wierzchosławickich wciąż polują kormorany i czaple. Ryby to ich przysmak. Od dłuższego czasu gospodarstwo kontynuuje akcję płoszenia gromadzących się tu drapieżników, używając w tym celu specjalnych armatek hukowych.
Od wiosny karpie będą przybierać na wadze, a od późnej jesieni będą przygotowywane do świątecznej sprzedaży. Kiedyś gospodarstwo sprzedawało po 50‑60 ton, ale ostatnio jest już gorzej. – Coraz częstsze akcje w kraju, zmierzające do bojkotu sprzedaży żywej ryby, w które włączają się celebryci, także robią swoje – mówi Damian Kosierb. – Ale ja na tę sprawę nie zmieniam poglądu nie tylko z racji zatrudnienia. Przecież żywy karp to najlepsza gwarancja świeżości. Czyżby ktoś wolał żywność mniej świeżą?…
Poza tym rośnie konkurencja. Czasem szybciej od ryb.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o