Kłopoty ze szkolną… spódniczką

0
83

Niektórzy dyrektorzy niechętnie się na ten temat wypowiadali, nie chcieli zdradzić szczegółów, widać, że chcieliby, aby te sprawy pozostawić tylko im samym.
Czy uczennica może przyjść na lekcje do szkoły w rozpuszczonych włosach? Czy pozwalać się jej malować? Czy nie narazi się na kłopoty, występując w stroju uznanym za „nieskromny”? Pytania te przetaczają się niczym ciężki walec przez cały kraj. Powód jest oczywisty. W związku z przeprowadzoną reformą szkolną, wchłonięciem klas gimnazjalnych przez podstawówki i nowelizacją prawa oświatowego szkoły podstawowe musiały zadbać o nowe statuty. Do tej pory uczyły się w nich dzieci, teraz przychodzi młodzież. Potrzebne są więc zmiany.
Do opinii publicznej dochodzą najróżniejsze informacje na ten temat. Także taka, że w jednej ze szkół w Małopolsce padła propozycja, by mierzyć długość spódniczek uczennic. Propozycja jednak nie przeszła. Jak się przekonaliśmy, w Tarnowie i okolicy tak emocjonujących pomysłów nie było, ale mimo to niektórzy dyrektorzy szkół niechętnie rozmawiali o statutowo‑regulaminowych szczegółach.

REKLAMA

Delikatna sprawa
– Dlaczego pan pyta o tę sprawę akurat nas? – denerwował się jeden z dyrektorów placówek. Wokół tematu długo krążył, odpowiadał ogólnikami. Także w kilku innych przypadkach dało się wyczuć w rozmowie daleko posuniętą ostrożność, jakby mowa była nie o uczniowskim wyglądzie, ale o sprawach mających wpływ na dalszą karierę. W jednej ze szkół dyrektorka prosi: Proszę nie podawać szkoły ani mojego nazwiska. Gdzie indziej proszeni jesteśmy o autoryzację wypowiedzi, czasem składającej się z trzech niewiele znaczących zdań…
– To jest delikatna sprawa – przyznaje pani pedagog z długoletnim stażem, zatrudniona w jednej z tarnowskich szkół. – Atmosfera w oświacie jest ciężka, część nauczycieli po likwidacji gimnazjów straci albo już straciła pracę. Wszyscy się boją, co będzie dalej. No i dyrektorzy, przynajmniej niektórzy, myślą tak: po co wywlekać na zewnątrz takie sprawy, jak to, że uczennicy nie wolno u nas się pomalować albo pofarbować włosów. Takie zapowiedzi kojarzone są przez młodych ludzi jako przejaw nadmiernej dyscypliny albo wręcz ograniczania wolności. A kto lubi dyscyplinę? Dlatego dyrektorzy mogą wzbraniać się przed nagłaśnianiem tego tematu, oni walczą o uczniów, o pracę dla siebie i nauczycieli i nie chcą nikogo zniechęcać do swojej szkoły.
Wydaje się jednak, że obawy są znacznie na wyrost. Większość szkół, z którymi nawiązaliśmy kontakt, ma podobne regulaminowe wymagania wobec uczniów. Trudno byłoby komuś znaleźć placówkę szczególnie „liberalną”, w której wolno dużo więcej niż w pozostałych, może z wyjątkiem jednej ze szkół społecznych. We wszystkich zwraca się uwagę, by ktoś nie przyszedł do szkoły w stroju „nielicującym z powagą ucznia i szkoły”. Oczywiście, chodzi przede wszystkim o dziewczyny. Spódniczka nie może być za krótka, odpada koszulka na ramiączkach czy jakakolwiek odzież odsłaniająca brzuch. Z makijażem bywa różnie – czasem zabrania się go całkowicie, a czasem dopuszcza tylko w delikatnej postaci. Dredy, irokezy? Broń boże. Malowanie paznokci – albo wcale, albo tylko bezbarwnym lakierem. Tak zwane hybrydy odpadają. Fryzury? W Tarnowie i okolicy nie spotkaliśmy się z przypadkiem, by długie włosy trzeba było obowiązkowo związywać. Podobno w Polsce ten zapis, jeśli gdzieś się pojawiał, wzbudzał najwięcej oporu.

Molestują wzrokiem…
– Nie, u nas to nie wchodzi w grę – uspokaja Stanisława Siemek, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 1 w Szynwałdzie. – Pamiętam, że moja mama powtarzała, że dłuższe włosy, jeśli są zadbane, zawsze są ozdobą dziewczyny i nie trzeba ich ukrywać.
– Można mieć u nas rozpuszczone włosy, ale w interesie ucznia dbamy o to, by długie grzywki podczas pisania czy czytania nie przysłaniały oczu – informuje Anna Mach, dyrektorka Zespołu Szkół Niepublicznych Stowarzyszenia „Siódemka” w Tarnowie. Nie ma mowy jednak o malowaniu twarzy i farbowaniu włosów.
W szkole tej – podobnie jak w innych – trzeba się wystrzegać ramiączek, dekoltów, a spódniczki nie mogą być krótsze niż przed kolano.
– Myślę, że stosowny strój i cały wygląd mogą zapobiegać takim sytuacjom, z jaką mieliśmy kiedyś do czynienia, gdy jedna z uczennic z gimnazjum skarżyła się, że ktoś ją „molestuje wzrokiem”.
– Zapis o konieczności spinania włosów uważałbym za absurdalny, włosy mają być czyste, schludne i nie przeszkadzać uczniowi w trakcje zajęć. W kwestii malowania paznokci i makijażu wspólnie ustaliliśmy, że nie mogą być nachalne i wyzywające. I nie mamy z tym większych problemów. Wszyscy uznali nasze wspólne ustalenia za sensowne i się do nich stosują – mówi Robert Wadycki, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Skrzyszowie.
Paznokcie mogą sobie pomalować uczennice także w Szkole Podstawowej nr 8 w Tarnowie, pod warunkiem że lakier będzie bezbarwny. Dopuszczalny lekki makijaż.
– Moim zdaniem, wszelkie zapisy o tym charakterze powinny mieścić się w granicach rozsądku, gdyż w przeciwnym razie łatwo przekroczyć granice śmieszności – podkreśla Dorota Zaleśny, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 8 w Tarnowie. – Nie mogą istnieć zakazy dla samych zakazów, ale trzeba pokazywać uczniom ich sens, muszą wiedzieć, czemu one służą. Nie powinny to być puste treści.


Ma być dyscyplina
Kiedy Magdalenę Szybilską, dyrektorkę Szkoły Podstawowej w Wierzchosławicach, pytamy, czy tego rodzaju regulacje, odnoszące się do wyglądu ucznia, będą możliwe do wyegzekwowania, odpowiada: Statut szkoły w tym zakresie zawiera ogólne zalecenia. Trudno jest tam jednoznacznie określić, co będziemy rozumieć przez niestosowny ubiór czy sposób uczesania. Rozmawiamy o sprawach nie przez wszystkich rozumianych jednoznacznie. Uważam, że w razie jakichś rozbieżności zdań najlepszym rozwiązaniem będzie rozmowa z uczniem czy jego rodzicami. Jestem przekonana, że przy dobrej woli wszystkich stron uda się znaleźć optymalne wyjście z sytuacji.
Dyrektorka Siemek po spotkaniach z rodzicami nabrała przekonania, że większość jest za ścisłymi uregulowaniami, za porządkiem i dyscypliną.
– Są zdania, że uczniowie powinni wiedzieć, jak się ubrać i zachować w szkole, choć w naszym spokojnym środowisku nie było do tej pory z tym problemów. Ich zdaniem, szkoła jest szkołą, ma ona dzieci oraz młodzież wychowywać i ja ten pogląd również podzielam.
– Przed uchwaleniem statutu szkoły wszystkie kwestie związane z naszymi oczekiwaniami odnoszącymi się do wyglądu i zachowania uczniów zostały przedyskutowane między nauczycielami, rodzicami i samorządem uczniowskim – informuje dyrektor Wadycki.

Usta jak u celebrytki
Wiktoria, która uczęszcza do oddziału gimnazjalnego w jednej ze szkół podstawowych w Tarnowie, opowiada o koleżance z klasy, która pewnego dnia przyszła w tak ostrym makijażu, że wychowawczyni kazała jej pójść do łazienki i zrobić z tym porządek.
– Wyglądała jak Kylie Jenner [amerykańska celebrytka], te oczy, czerwone usta. Rozumiem, że była to przesada, ale żeby mając 15 lat, nie można było farbować włosów? Co w tym gorszącego? A mocne makijaże przestają być modne…
Mama Wiktorii sprzeciwia się szczegółowym instrukcjom w sprawie wyglądu. – Mamy XXI wiek, ludzie chcą się od siebie jakoś odróżniać, zwłaszcza młodzi. Niektórzy mają naturę indywidualistów, więc trudno ich wcisnąć w jeden schemat. Zresztą, czy te instrukcje są potrzebne? Chyba sami rodzice są już na tyle życiowo doświadczeni, że wiedzą, że czym innym jest szkoła, a czym innym bal.
Janusz Foszcz, dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej nr 2 z oddziałami gimnazjalnymi w Tarnowie, mówi, że nie przywiązuje się u nich nadmiernej wagi do wyglądu ucznia.
– Można mieć bardzo „poprawną” fryzurę i robić w życiu różne złe rzeczy. Fryzura czy strój nie świadczą o wszystkim. Oczywiście, uczennica nie może zjawić się w spódniczce ledwie zakrywającej pośladki, ale jeśli ktoś będzie miał w uchu cztery kolczyki, to nie zrobimy z tego powodu problemu. Rodzice naszych uczniów pod tym względem od początku byli podzieleni. Kiedy rozważaliśmy wprowadzenie jednolitego uczniowskiego stroju, połowa rodziców była za, połowa przeciw. Osobiście wychodzę z założenia, że mniej istotne jest to, jak się młodzi ludzie ubierają i jakie noszą fryzury, bardziej to, co mają w głowie, jak się zachowują, jakimi są ludźmi.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o