Kto nas kantuje przy zakupach?

0
81
zakupowe-naciaganie
REKLAMA

 

REKLAMA

Maślane zagadki
Popularna ostatnio sztuczka handlowców to downsizing. Dobrze: już samo słowo może wystraszyć. Chodzi jednak o coś w gruncie rzeczy prostego – „down” znaczy w dół, „size” to rozmiar. Czyli zmniejszenie wagi czy pojemności produktu w opakowaniach, których wielkość i wygląd zwykle się nie zmienia. Cena zwykle też – choć bywa, że jest nieznacznie, wręcz symbolicznie niższa. Dziewiętnaście groszy na jogurcie, 45 gr na maśle, 89 gr. na kawie.
– Oglądam te masła i już mi się w głowie kręci – wzdycha starsza pani na zakupach w supermarkecie. – Nie dość, że każde inaczej się nazywa i każde ma trochę inną cenę – o 15, 20, 29 groszy, bo tak poza tym i tak tanie nie są – to jeszcze trzeba każde poodwracać i poczytać, żeby sprawdzić, które jest większe albo mniejsze. Dawniej masła było wszystkiego dwa rodzaje, ale każde ważyło 25 dkg, jak masłu przystało. A tu, proszę popatrzyć – 240, 220, 200 gramów, albo nawet 198 gramów…
Nieopodal leżą czekolady – ta po 4,49 zł, tamta po 3,99 zł. Jest nawet większa – na oko. Dopiero po lekturze nadruków na opakowaniu (drobny druk) można się dowiedzieć, że ta pierwsza waży 140 g, druga – tylko 100 g. Zawiera o prawie 50 proc. mniej „czekolady w czekoladzie”. Ale jest 50 gr (!) tańsza.
– Tak robią teraz ze wszystkim, od maślanki do wczasów zagranicznych – rozkłada ręce tarnowianka w średnim wieku. – Kupuje się tak samo wyglądający kubek maślanki albo paczkę kawy, czasem w nieco niższej, „promocyjnej” cenie, i okazuje się, że jest o dwa, trzy albo pięć deko mniej. Jeśli to odkryję, jako klientka mam w wrażenie, że ktoś uważa mnie za idiotkę i próbuje mnie oszukiwać w sposób obrażający moją inteligencję. A niedawno zaproponowano nam wczasy w korzystniejszej – podobno – niż w ubiegłym roku cenie. Jakieś czterdzieści złotych mniej od osoby! Dopiero po przestudiowaniu całej oferty wychodziło, że te „tańsze” wczasy są de facto o dwa dni z posiłkami i o jeden nocleg krótsze…


Taniej czy drożej?
W zasadzie na opakowaniu o „odchudzonej” zawartości jest podana gramatura zgodna z tą prawdziwą – czyli mniejszą. W gorączce zakupów „kurczenie się” towarów w opakowaniach trudno jednak dostrzec. Po pierwsze – podobno prawie 40 proc. dorosłych Polaków nie czyta etykiet, a co najmniej 20 proc. „czasem czyta, ale nie rozumie”. Po drugie – kto dokładnie pamięta, ile dekagramów masła, jogurtu, kawy, proszku, czekoladek było w podobnie wyglądającym opakowaniu, które kupiliśmy w zeszłym miesiącu? I kto jest w stanie w pamięci przeliczyć, czy 2,5 dekagrama mniej z cen o 29 groszy niższą to taniej czy drożej? W ocenie powinny pomóc umieszczone na metkach przy półkach informacje o cenie 1 kg towaru (obecnie obowiązkowe), ale kto się w nie wczytuje – szczególnie, że też są drobnym drukiem! – i przelicza? Znów błąd. Na zakupach trzeba czytać, jeszcze raz czytać i liczyć.
Producenci nie ułatwiają życia klientom, nie zmieniając wyglądu opakowania (poza dyskretnym nadrukiem informującym o gramaturze) lub – przeciwnie – zmieniając je radykalnie.Kupując nowy, ładniej pakowany jogurt czy „lepszy” rodzaj kawy w ramach promocji, z reguły nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie kupiliśmy mniej za tę samą lub nieznacznie obniżoną cenę.Jeszcze rzadziej to dostrzegamy, gdy sięgamy na półkę po dobrze znaną kawę, kaszę, proszek do prania, masło czy śmietanę. Brzydko brzmiący downsizing jest bowiem pułapką przede wszystkim na stałych i wiernych klientów (!).

 

Gramy na miliony
Podnoszenie ceny jest niepopularne i z reguły odbija się na ogólnej sprzedaży. Ale można przecież zapakować troszkę mniej towaru i utrzymać cenę albo nawet symbolicznie ją obniżyć. Kto to zauważy? A w razie czego na opakowaniu jest podana prawdziwa waga, więc wszystko jest w porządku. Oferowanie mniejszych opakowań produktu nie jest niczym nielegalnym.
– Każdą taką sprawę trzeba rozpatrywać indywidualnie – mówi Krzysztof Podgórski, Miejski Rzecznik Praw Konsumentów w Tarnowie. – Samo sprzedawanie w mniejszych porcjach – np. po 200 czy 220 g – trudno uznać za nieuczciwość. Sytuacja się zmienia, jeśli klient kupuje w przekonaniu, że nabywa towar o większej gramaturze, a jeśli producent utrudnia weryfikację tego przekonania – np. drukując wagę bardzo drobną czcionką – to już wchodzimy na obszar nieuczciwych praktyk rynkowych i wprowadzania w błąd konsumenta. Oczywiście, zawsze pozostaje strefa wątpliwości –na ile świadomy był klient, kupując produkt, czym się kierował producent, zmieniając wagę lub opakowanie, czy niższa cena przekłada się na mniejszą wagę, czy ostateczna cena jest ceną producenta, wreszcie jak umieszczono towar na półce, czy mogło to sugerować, że opakowania zawierają więcej itp.
Już jeden gram mniej w opakowaniu może przynieść producentowi ogromne oszczędności – dowodzi Fundacja Pro‑Test. Na przykład: producent dziennie wypuszcza na rynek 2,5 mln tabliczek czekolady, odejmując od każdej po jednym gramie każdego z 200 roboczych dni w roku. Jeśli tabliczka kosztuje nas, konsumentów, 2,20 zł, to znaczy, że łącznie w ciągu roku wszyscy zapłacimy za czekoladę aż o ponad 11 mln zł za dużo. Dla konsumenta jeden gram różnicy to niewiele. Dla producenta – czysty zysk!
„Odchudzonych” opakowań na rynku przybywa więc z każdym dniem, co więcej – są popularne wśród klientów.Na listy „oszukanych” opakowań” Fundacji Pro‑Test z powodu kurczącej się gramatury trafiło m.in. kilka popularnych jogurtów, opakowania lodów, chipsów, czekolady i batoniki, ryż i kasze, sporo kosmetyków, proszki do prania.Co najmniej dwukrotny „spadek wagi” w ciągu ostatnich lat odnotowano np. w przypadku dobrze znanego wedlowskiego „Ptasiego mleczka” – którego pudełko zawierało najpierw 450g, potem 420, dziś – 380 g.
A opakowania o mniejszej gramaturze to przecież tylko jeden z wielu trików handlowych. Są jeszcze np. pozorne promocje z podnoszeniem ceny produktu tuż przed jej… obniżeniem, przesadnie duże opakowania zawierające w większości powietrze, oferowanie obok siebie dwóch podobnych produktów różniących się jednak składem i jakością itd.
– Pamiętam taki przypadek: na jednym z opakowań płynów było napisane „Plus 0,5 l gratis”, na drugim – „Plus 50 proc. gratis”. Oba opakowania zawierały tę samą ilość płynu, ceny natomiast były różne. Majstersztyk, jeśli chodzi o zamieszanie kupującym w głowie – opowiada Krzysztof Podgórski.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments