Kto oprowadzi turystę

0
135
przewodnik
REKLAMA

Chcąc oprowadzać turystów po Tarnowie, trzeba mieć uprawnienia przewodnika beskidzkiego, turystycznego lub miejskiego. Z ewidencji ministerstwa wynika, że po mieście i jego okolicach może prowadzać wycieczki 189 osób, ale szkolenia na przewodników turystycznych organizowano już od lat 50. ubiegłego stulecia, więc dane te mogą być nieścisłe. W samym Kole Przewodników „Leliwa”, działającym przy tarnowskim oddziale PTTK, jest zarejestrowanych blisko 60 osób, które oprowadzają wycieczki po Tarnowie. Natomiast w bazie Tarnowskiego Centrum Informacji widnieją 33 takie osoby, ale nie wszystkie są mieszkańcami miasta.
Tarnowscy przewodnicy nie zarabiają tyle, co ich koledzy z dużych miast. W Krakowie zarobki przewodników sięgają nawet 5‑8 tys. zł, u nas za trzy godziny oprowadzania po mieście i opowiadania o atrakcjach w języku polskim przewodnik dostaje 120‑150 zł, gdy cały dzień jeździ z wycieczką po regionie, otrzymuje 400‑500 złotych. Jeśli musi wykorzystać swoją znajomość angielskiego, stawki wzrastają o 20‑30 proc.
Do tej pory przyjeżdżający do Tarnowa turyści często wynajmowali lokalnego przewodnika, który oprowadzał po mieście. Wycieczki organizowane przez biura podróży wręcz miały taki obowiązek. Od stycznia tego roku po zabytkach mogą oprowadzać turystów praktycznie wszyscy, jednak na deregulacji zawodów miejscy przewodnicy nie stracili wiele.
– Wciąż sporo osób szuka przewodnika dla swoich grup. Turyści chcą poznać historię miasta i jego najbliższej okolicy, korzystając z usług profesjonalisty – mówi Marcin Pałach, dyrektor Tarnowskiego Centrum Informacji, który sam jest przewodnikiem.
Grupy turystyczne chętnie korzystają z przewodników i to nie tylko do oprowadzania po Tarnowie. Np. grupy Japończyków zwiedzają Zalipie z wynajętym tarnowskim przewodnikiem znającym angielski.
Profesjonalnych przewodników zaczyna w mieście brakować. Ostatnio nie można było znaleźć przewodników znających angielski, ale jeszcze większe problemy są z przewodnikami mówiącymi po niemiecku, francusku czy włosku. I to nie dlatego, że nie znają języków. Problem tkwi w czym innym.
– W Tarnowie nie ma osób, które są zawodowymi przewodnikami i traktują to jako sposób zarabiania na życie. Dla naszych przewodników oprowadzanie wycieczek jest zajęciem dorywczym, dlatego z pewnym wyprzedzeniem trzeba szukać przewodnika znającego języki obce. W minionym roku mieliśmy poważne problemy, kiedy kilka grup rodzinnych spędzało czas w tarnowskich hotelach i bez uprzedzenia chciały wynająć przewodnika na konkretną godzinę – zaznacza dyrektor Pałach.
Deregulacja zawodów sytuacji nie zmieniła.
– Można się zgodzić z nowym rozwiązaniem, ale pod warunkiem, że podobna deregulacja będzie obowiązywać w całej Europie, tymczasem są państwa, jak chociażby Włochy, gdzie nie można oprowadzać wycieczek, nie mając tamtejszych uprawnień. Jeżeli nasi przewodnicy nie mogą oprowadzać po Włoszech, to dlaczego włoski przewodnik może chodzić po Polsce z wycieczką i opowiadać o naszym kraju. W Krakowie często zdarza się, że studenci z Hiszpanii czy Włoch dorabiają sobie, oprowadzając po mieście turystów z własnych krajów. Na tym tracą polscy przewodnicy, którzy żyli z tego zajęcia – zauważa szef TCI.
Jednak Marcin Pałach przyznaje, że mimo minusów spowodowanych wprowadzeniem deregulacji są też pewne ułatwienia.
– Jadąc przykładowo do Krakowa, nie trzeba tam szukać przewodnika, tylko ktoś z tarnowskich przewodników może jechać z grupą i poprowadzić ją po krakowskich zabytkach.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments