Kurze jajko i chęci, czyli napiszmy ikonę

0
228
Witold Argasiński podczas przygotowania ikony do złocenia...
REKLAMA

Pisanie ikon – obrazów sakralnych powstałych w kręgu kultury bizantyjskiej, prezentujących postaci świętych, sceny biblijne lub liturgiczno-symboliczne stało się w ostatnim czasie bardzo popularne. Początkowo ikony pisano najczęściej na specjalnie przygotowanym drewnie cedrowym lub cyprysowym. Najstarsze ikony były malowane przy zastosowaniu techniki enkaustycznej (połączenie spoiwa na bazie wosku pszczelego z pigmentem). Od VI wieku farby te zaczęto zastępować temperą, w której spoiwem jest wino, ocet lub woda zmieszane z żółtkiem jajka kurzego. Ta technika zachowała się do dziś.
– Ikony ułatwiają ludziom modlitwę. Nie musimy patrzeć w niebo, lecz na obraz świętego – mówi ikonograf, Grzegorz Tomasiak. – Tworzenie ikony to żmudny i trudny proces, jednak może to robić każdy, o ile się temu poświęci. Na pewno łatwiej przyjdzie to osobom, niebojącym się ciężkiej pracy, bo w pisaniu ikon najważniejsze są systematyczne ćwiczenia, dzięki którym rozwijamy nasz warsztat. Predyspozycje manualne również są istotne, ale o wiele ważniejsze jest znalezienie mentora, który nauczy nas podstaw pisania. Dzięki temu będziemy wiedzieć, jak tworzyć ikony opierając je na przyjętym przed laty wzorem.
Na podstawowe elementy ikonopisarskiego warsztatu składają się: podobrazie, grunt, pozłota, farby temperowe i stosowny werniks. Do wykonania podobrazia wykorzystujemy klejone deski, następnie należy przystąpić do gruntowania deski roztworem z kleju króliczego, a po wyschnięciu kleju – do naklejenia gazy lub płótna. Takie działanie ma na celu zabezpieczenie powstałego obrazu przed pęknięciami. Ostatnim etapem jest nałożenie lewkasu z kleju króliczego i kredy pozłotniczej. Przygotowanie odpowiednio zagruntowanej deski może zająć nawet kilkanaście dni! Musimy opracować też szkic, który przeniesiemy na deskę, a także wykonać temprę.

REKLAMA

Tarnowska szkoła ikon
– Przy przygotowywaniu się do pisania ikony pracy jest mnóstwo, jednak chętnych coraz więcej. Malowidła skrywają bowiem ogromną tajemnicę – przekonuje Beata Olszewska, która w tarnowskim Pałacu Młodzieży prowadzi pracownię ikony. – Na moich zajęciach pojawia się około 40 dzieci. Jeżeli ktoś nie zrazi się po napisaniu pierwszej ikony, pozostaje z tą pasją na długie lata. Zajęcie może zająć nawet 100 godzin, dlatego jest to sztuka dla ludzi cierpliwych. I co ważne – ikonę napiszą tylko… dobrzy ludzie. Najpierw należy w życiu poukładać wszystkie sprawy, pogodzić się ze wszystkimi, także z samym Bogiem i dopiero wtedy przystąpić do pracy. Wiem to z doświadczenia. W pewien sposób obcujemy z osobami świętymi, więc również sami powinniśmy okazywać im szacunek. Napisałam już mnóstwo ikon, nie sposób ich nawet zliczyć. Nie mam swoich ulubionych. Były takie, które przedstawiały ukrzyżowanie, Matkę Boską Częstochowską, Krzyż z San Damiano oraz naszą Matkę Boską Tuchowską. Każda kolejna ikona jest dla mnie wyzwaniem.
Pani Beata tłumaczy, dlaczego mówimy o „pisaniu ikon”, a nie ich „malowaniu”. – Ikona to z języka greckiego określenie obrazu sakralnego. Mówi się, że się ją pisze, bo z rosyjskiego „pisać” oznacza „malować”. Dodatkowo trzeba pamiętać o tym, że w ikonach zawarta jest treść, posiadająca bardzo bogatą symbolikę.
Ikony coraz częściej można spotkać na różnego rodzaju aukcjach, bowiem artyści, którzy zdecydowali się na taką sztukę, mogą sporo zarobić. Nie od dziś wiadomo, że rękodzieło jest w cenie. Ikona pisana ręcznie ze srebrzonej miedzi, dodatkowo złocona i zabezpieczona przed naturalnym czernieniem srebra musi mieć swoją wartość. Ceny najczęściej wahają się od 200 do 800 zł. Na ikony mające setki lat stać już tylko nielicznych. W 2012 roku głośno było o zdarzeniu, które miało miejsce na moskiewskim lotnisku Domodiedowo. Zatrzymano wówczas dyrektora jednego ze stołecznych muzeów, który próbował przemycić do Rosji ikonę z 1690 roku, mającą wartość miliona dolarów!


Jeden szablon, dwie twarze
– Nie sprzedałem dotąd żadnej ikony, natomiast kilkakrotnie miałem przyjemność podarować je członkom mojej rodziny, np. wnuczce z okazji I Komunii Świętej – mówi Witold Argasiński, pasjonat i pisarz ikon, który zainicjował sprowadzenie do Tuchowa fotograficznej repliki tuchowskiego Tryptyku. – Początkowo próbowałem malować techniką akrylową, jednak kompletnie mi to nie wychodziło. Dopiero później, kiedy zacząłem stosować temperę jajową, nagle poczułem satysfakcję z tego, co robię.
Pan Witold trzy lata temu trafił do „Tarnowskiej grupy malarzy ikon”. Przez kilkanaście miesięcy był wprowadzany w tajniki sztuki, później skorzystał z kursu prowadzonego u krakowskich jezuitów. To wówczas uświadomił sobie, że jeżeli ikony powstają na zasadzie przekopiowania z pierwowzoru, nie trzeba być wybitnym artystą, by je tworzyć. – W moim odczuciu może robić to każdy. Wystarczą chęci. Wykonanie jednej ikony zajmuje mi 2‑3 miesiące. Ktoś pomyśli, że to bardzo długo, ale jest to standardowy czas od momentu przygotowania deski do ostatniego pociągnięcia pędzla. Najczęściej spotykanymi ikonami są te o formacie A4 i A3. Zdarzają się jednak i miniaturowe egzemplarze, które mieszczą się na dłoni. Co ciekawe, nie wszystkie ikony są identyczne, pomimo że wykonujemy je, stosując ten sam szablon. Najlepszym tego przykładem są zrobione przeze mnie dwie ikony św. Michała Archanioła. Pomimo, że prace wykonywałem używając tego samego szkicu, to jedna z ikon przedstawia postać o groźnym spojrzeniu, natomiast druga o zdecydowanie pogodniejszym i łagodniejszym wzroku. Pisanie ikon może więc być także świetną zabawą, która nie raz potrafi zaskoczyć.
Podobno pisana przez nas ikona nie może być smutna. – Nauczono mnie tego podczas kursu w Krakowie. Nie możemy używać zbyt ciemnych kolorów, a już nigdy czerni. Wyjątkiem są jedynie sceny, gdy Chrystus zstępuje do otchłani. Obecnie pracuję nad dwiema ikonami: jedna przedstawia Jana Chrzciciela z natchnioną twarzą, rozwichrzonymi włosami i rękami symbolicznie wskazującymi na Boga, a druga – św. Piotra, który przygnębiony siedzi przy ognisku i wsłuchuje się w piejącego koguta, przypominającego mu, że trzykrotnie zaparł się Jezusa. Zadaniem osoby, która wykonuje malowidło jest oddanie uczuć, jakie w danym momencie przepełniają świętego – mówi nasz rozmówca, i dodaje – Proponuję, by każdy chociaż raz w swoim życiu spróbował wykonać ikonę. Jest to stosunkowo tanie hobby, a z czasem może okazać się całym naszym światem. Widzę to chociażby po dzieciach, które siadają przy nas na zajęciach i próbują samodzielnie wykonać malowidło. Jeżeli ktoś złapie bakcyla, to zaczyna zajmować się tym na poważnie. Pisanie ikon to przyjemność zdobywania wiedzy nie tylko dotyczącej ich wykonywania, ale również świętych, którzy chcieli nam coś przekazać…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o