Strona główna Publicystyka Lepszą starość trzeba sobie kupić. Ile to dzisiaj kosztuje?

Lepszą starość trzeba sobie kupić. Ile to dzisiaj kosztuje?

0
Lepszą starość trzeba sobie kupić
Fot. depositphotos.com
REKLAMA

Za przeciętną polską emeryturę nie tylko trudno przeżyć od miesiąca do miesiąca, ale jeszcze trudniej zapewnić sobie godną starość w oczekiwanym standardzie, wyższym niż gwarantuje to pobyt w ZOL. Poza tym polski emeryt w wielu sytuacjach nie tylko wyręcza w obowiązkach państwo, w którym przyszło mu żyć, ale bywa również, że jest z tego powodu solidnie… karany.
O sytuacji swojej 91-letniej matki, emerytki Rzeczypospolitej Polskiej, opowiada nam jej córka, pani Zofia. Jej mama od lat choruje, z ledwością – i to przy wsparciu drugiej osoby – może poruszać się za pomocą tak zwanego balkonika (chodzika). Domu nie opuszcza od czterech lat, ponieważ mieszka w czteropiętrowym bloku, w którym nie ma windy. Stała się więźniem swojego mieszkania na trzecim piętrze.

– Dla każdego człowieka jest to dramat, ale w przypadku mojej mamy największe nieszczęście jest wtedy, gdy zaczyna jej coś dolegać. Są sytuacje, w których przychodzi do niej lekarz rodzinny, żeby ją zbadać i określić chorobę, ale poważny problem jest wówczas, gdy zachodzi konieczność wizyty u specjalisty. Albo gdy boli ją ząb. Wiadomo, że nie da się przywieźć do domu mamy odpowiedniego sprzętu i trzeba mamę przetransportować do przychodni.

Ponieważ nie jest w stanie samodzielnie zejść ani wyjść po schodach, potrzeba dwóch mężczyzn, którzy przeniosą ją na krzesełku. Pół biedy, gdy w grę wchodzi wizyta u specjalisty w ramach NFZ i lekarz rodzinny napisze zlecenie na transport sanitarny – darmowy. Gorzej, gdy wizyta lekarska ma się odbyć w gabinecie prywatnym.

REKLAMA (2)

Oko poczeka

– Przykład z ostatnich tygodni. Mama narzekała, że od pewnego czasu pobolewa ją oko, nie pomagały żadne krople, niezbędna stała się konsultacja u okulisty. Zadzwoniłam do przychodni. Pierwszy wolny termin to… jesień 2025! Tłumaczę w rejestracji, że chodzi o pacjentkę, która ma 91 lat i nawet może nie doczekać tej wizyty. Ale pani odpowiedziała, że to nie jest argument. Trudno. Postanowiłam umówić mamę na wizytę w jednym z dwóch gabinetów prywatnych, które działają w naszej miejscowości. Okazuje się, że tu trzeba czekać po dwa miesiące, ale obawiałam się, że to zdecydowanie za długo dla chorego oka. Życzliwa asystentka z jednego z tych gabinetów podpowiedziała mi, że w mieście odległym o 40 km kolejka do okulisty jest zdecydowanie krótsza, żebym spróbowała.
Pani Zofii udało się załatwić szybką wizytę w pobliskim mieście, ale wcześniej musiała ubłagać lekarkę, by termin był pilny. Pozostał jednak problem przewiezienia matki. Ponieważ NFZ odmówił tego świadczenia, trzeba było skorzystać z usług prywatnej karetki transportowej. Koszt usługi wyniósł 600 złotych plus 300 zł za konsultację i badania lekarskie.

– W jakim państwie żyjemy? Przecież jest tak, że my, pacjenci, udając się do prywatnego gabinetu lekarskiego i płacąc ciężkie pieniądze za wizytę, zastępujemy niewydolną publiczną ochronę zdrowia, wyręczamy państwo w jego konstytucyjnych obowiązkach. W dodatku jesteśmy jeszcze za to karani! Nie dość, że z konieczności, bo przecież nie z wyboru, musiałam zawieźć mamę na prywatną wizytę, to jeszcze dodatkowo zapłacić za transport, gdyż darmowy dotyczy tylko wizyt w ramach NFZ. Świetnie, tylko że te wizyty dla wielu pacjentów stały się praktycznie niedostępne. Podobnie było pół roku temu, gdy ze względu na odległe terminy w poradni kardiologicznej musiałam mamę przewieźć do przychodni prywatnej. I oczywiście znów zapłacić za zamówiony przeze mnie transport. I będzie tak za każdym razem, gdy mama poczuje się źle i będzie musiała udać się do jakiegoś prywatnego gabinetu. Renta wdowia? Przepisy zostały tak skonstruowane, że mamie ona nie przysługuje. Postarałam się dla niej o świadczenie wspierające. Trzy miesiące minęły, nim zapadła decyzja. Tysiąc złotych z groszami na miesiąc. Dobre i to, ale mam wrażenie, że liczba punktów, od których zależy wysokość tego świadczenia, została zaniżona w taki sposób, aby pacjentka dostała mniej, a nie więcej. I jeszcze to: obieg dokumentów w ZUS, mimo że chodzi o seniorów, jest w tym przypadku tylko cyfrowy. Trzeba prosić kogoś młodszego, żeby dać sobie z tym radę.

Trzeba dokładać

W przypadku starszej niedołężnej osoby dopłacać trzeba do wszystkiego. Gminny ośrodek pomocy społecznej chronicznie cierpi na brak rąk do pracy. Ze względu na niskie pensje opiekunki często się zwalniają, a chętnych na ich miejsce brak. Mimo że mama pani Zofii ma już ponad 90 lat, jest osobą niesprawną ruchowo, co potwierdzone jest w oficjalnym orzeczeniu, ze strony gminy może liczyć tylko na dwie godziny opieki dziennie.
– Od trzech lat dopłacamy do codziennej opieki nad mamą. Kiedy była jeszcze trochę sprawniejsza, przychodziły do niej w ciągu dnia panie, biorąc po 20‒30 zł za godzinę. Pomagałam i ja, ale mam już siedemdziesiątkę, kilka chorób, na które się leczę i nie jestem w stanie zrobić wszystkiego. Od pewnego czasu mama ma opiekę całodobową.

REKLAMA (3)

Zatrudniamy Ukrainki za pośrednictwem agencji. Usługi te bardzo zdrożały. Jeszcze trzy lata temu miesięczne wynagrodzenie takiej opiekunki wynosiło 2,4 tys. zł plus co miesiąc 400 zł prowizji dla agencji. Teraz jest to 4,4 tys. i 500 zł prowizji. Oczywiście trzeba jeszcze doliczyć utrzymanie mieszkającej z mamą pani. W ciągu roku jest to wydatek rzędu 70 tys. złotych! Rehabilitację ma za darmo z NFZ, ale to skromna liczba godzin. Niedawno mama upadła, doznała stłuczenia, to ją położyło do łóżka. Lekarz specjalista w skierowaniu napisał, że należą się jej zabiegi rehabilitacyjne natychmiast, w ramach NFZ. Ale kogo to obchodzi. W miejscowości, w której mieszkam, wszyscy rehabilitanci są już zajęci, nie mają nawet czasu przyjść prywatnie…
Dojeżdżający z innego ośrodka prywatny rehabilitant bierze 150 zł za godzinę. Całe szczęście, że mamie pani Zofii pozostały jeszcze oszczędności z całego życia – jej i jego nieżyjącego już męża.
– Czasami ja jeszcze się dołożę, ale też jestem skromną emerytką i jedynym dzieckiem moich rodziców.

Polska niegotowa

Mama pani Zofii ma emeryturę w wysokości 3,2 tys. zł netto, a więc i tak jeszcze nie najniższą (w Polsce świadczenie tego rodzaju w przypadku kobiet wynosi średnio ok. 2,8 tys. na rękę).
– Polska zupełnie nie jest przygotowana do opieki nad seniorami. Zaniedbania są wręcz już kilkudziesięcioletnie. Długość życia się wydłuża, seniorów ciągle przybywa, a władza myśli, że jak da im trzynastkę i czternastkę, to wystarczy. Bardzo niskie emerytury i renty, brak lekarzy specjalistów, publiczna ochrona zdrowia w kompletnej rozsypce, drogie leki, niedostatek odpowiednich placówek, źle wynagradzany personel GOPS-ów, za mało pieniędzy na świadczenia opiekuńcze i rehabilitacyjne. Kiedy chciałam, żeby mama miała aparat dla niedosłyszących, usłyszałam w centrum pomocy rodzinie, że wyczerpał się limit dopłat i przyjdzie poczekać z pół roku. Można, rzecz jasna, kupić aparat samemu, za 4,5 tys. zł. Tak obecnie wygląda sytuacja starego schorowanego człowieka w Polsce, który w codziennych czynnościach przestał być samodzielny. Wielu, jeżeli nie ma dość pieniędzy – swoich lub rodziny – by do wszystkiego dopłacać, musi na koniec swego życia wybrać zakłady opiekuńczo-lecznicze, które zresztą też nie są za darmo.
Osoba przebywająca w ZOL ponosi koszty wyżywienia i zakwaterowania. Miesięczną opłatę ustala się w wysokości odpowiadającej 250 proc. najniższej emerytury, z tym, że opłata nie może być wyższa niż kwota odpowiadająca 70 proc. miesięcznego dochodu.

Pospieszcie się…

– Moja mama za nic nie chciałaby pójść do ZOL-u, choć na pewno poziom opieki w tych placówkach jest nieporównywalnie wyższy niż w PRL-u. Nie wszyscy jednak są w stanie tam funkcjonować.
Pani Zofia dodaje, że niewykluczone, że jeśli możliwości domowej opieki nad mamą już się wyczerpią, łącznie z zapasem gotówki, namówi ją na pobyt w bardziej przyjaznym od ZOL-ów prywatnym domu seniora. Ceny? Od 6‒7 tys. zł miesięcznie, pokój jednoosobowy – ponad 7 tys.

– To kolejna alternatywa dla zamożnych. Cóż, sprzeda się mieszkanie mamy i będą na to pieniądze. Nie ma innego wyjścia. Zadzwoniłam kiedyś do jednego z domów seniora, w którym ceny pobytu są niższe. Dowiedziałam się, że w kolejce jest już zapisanych ponad 80 osób. Niektóre jeszcze w całkiem dobrym zdrowiu, ale zapisały się lub ktoś z rodziny je zapisał już teraz, na wszelki wypadek. Nigdy nie wiadomo, jak długo będziemy w miarę sprawni. No i nie wiadomo, mówiąc brutalnie, jak długo zejdzie, nim w placówce umrze odpowiednia liczba staruszków, robiąc miejsce żywym. Warto więc się pospieszyć…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
0
Napisz komentarzx