Magia zamiast świąt?

0
90
Ksiądz Andrzej Augustyński
Ks. Andrzej Augustyński, założyciel Stowarzyszenia Siemacha i Fundacji Demos
REKLAMA

Rozmowa z ks. Andrzejem Augustyńskim, założycielem Stowarzyszenia Siemacha i Fundacji Demos

– Bóg się rodzi, ale moc już podobno nie truchleje…
Skąd taka sugestia? Ja bym tego tak nie ujął.

REKLAMA

– W ostatnich dekadach święta Bożego Narodzenia coraz mocniej ulegają komercjalizacji i desakralizacji. Kojarzą się głównie z konsumpcją i prezentami, słabnie natomiast ich charakter religijny i w tym kontekście moja uwaga o „mocy”, która nie truchleje.
Istotnie, mamy tu do czynienia z konfliktem między wiarą w przyjście Jezusa na świat, a powierzchowną tradycją świąteczną, którą niestety większość kultywuje. Osobiście jestem przeciwnikiem tradycji bożonarodzeniowej w jej współczesnym wydaniu. Nie zgadzam się na… przykrywanie świąt stroikami, bombkami i prezentami pod choinkę. Zamiast obsypywać się podarunkami daleko ważniejsze są próby odpowiedzenia sobie na pytanie, kim jestem w kontekście narodzenia Jezusa. A prezenty są głównym winowajcą tworząc tzw. magię świąt. Słowo „magiczny” odmieniane jest dziś przez wszystkie przypadki i zastanawiam się, czy aby nie żyjemy w krainie jakichś czarów. Tymczasem z naszego chrześcijańskiego punktu widzenia, kwestia wiary, czyli świadomego wyboru, jest w grudniowe święto najważniejsza. Tu widzę istotną sprzeczność ze zwyczajami i świątecznymi dekoracjami.

– Ubywa też symboli bożonarodzeniowych w publicznej przestrzeni, jest ich mniej w domach. Wspólne śpiewanie kolęd i pastorałek, czy wystawianie jasełek to coraz rzadsze zjawiska. Przez wielu traktowane są już obojętnie, niczym… religijny folklor.
Moim zdaniem symboli nie ubywa. Jeśli już to ulegają zubożeniu, stają się cukierkowe, nie odwołują się do istoty święta. Jego przeżywanie i kolędowanie straciły też wymiar wspólnotowy. Wspólnie to robimy najczęściej świąteczne zakupy, skutecznie do tego zachęcani. Boże Narodzenie obecne jest w każdej reklamie, w każdym sklepie, czyha za każdym rogiem. Jest wykorzystywane bezczelnie instrumentalnie do robienia kasy. Można odnieść wrażenie, że te święta dedykowane są smartfonom, czy innym luksusowym gadżetom. Dzisiaj o Chrystusie, który narodził się dla zbawienia ludzkości, mało kto chce rozmawiać, chociaż otrzymał pakiet darmowych minut. Dominuje konsumpcja i infantylne traktowanie ważnych religijnych treści.

– No właśnie, wierzymy nieco naiwnie, że parodniowe święta mogą wiele spraw rozwiązać, doprowadzić do rodzinnej zgody, odwrócić zły bieg zdarzeń, przynieść szczęście itd. Czy aby nie są to pobożne życzenia?
To prawda, w dzień Bożego Narodzenia chcielibyśmy za jednym zamachem załatwić wiele spraw i pogodzić się z innymi, jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej. W końcu od czego jest „magia świąt”. Kibice Wisły i Cracovii pojednali się w chwili śmierci papieża Jana Pawła II, a niedługo potem wróciła „święta wojna”. Magiczne myślenie jest groźne, bo prowadzi do iluzji, że po przełamaniu się opłatkiem i spożyciu karpia wstaniemy od stołu lepsi. To przekonanie jest wręcz szkodliwe, bo czujemy się zwolnieni od codziennych starań. Wielu wydaje się, że w wigilię, w ten „magiczny czas” załatwimy w ekspresowym tempie to, czego nie załatwiliśmy przez cały rok.

– Wspomniał ksiądz o pięknym polskim zwyczaju dzielenia się opłatkiem. Nie brak opinii, że organizowane przez instytucje tzw. spotkania opłatkowe wypaczają jego sens i czynią go nieco groteskowym…
Mam podobne zdanie. Najbardziej pokraczną formę przybrał na dużych korporacyjnych imprezach, które z Bożym Narodzeniem nie mają nic wspólnego. Karykaturalni parlamentarzyści przełamujący się opłatkiem są symbolem upadku tego obyczaju. W polskiej tradycji opłatek przypomina hostię, między świątecznym stołem, a eucharystią istnieje bowiem ścisły związek. Tymczasem często ten piękny zwyczaj sprowadza się do „obskoczenia” członków rodziny – bo barszczyk stygnie, wódeczka czeka i prezenty trzeba rozpakować. Na końcu zjada się resztki opłatków, popijając kompotem z suszu.

– Jednym słowem, zeświecczona kultura skutecznie wypacza świąteczną obrzędowość, jej istotę i sens. Czy tak?
Za wszystkim stoi skłonność do zarabiania, pogoń za kasą. Wszyscy w tym jakoś uczestniczymy. Nierzadko jesteśmy równocześnie konsumentami i sprzedawcami. W konsekwencji napędzamy tę karuzelę, gdyż chcemy, aby kręciła się w naszym wspólnym interesie. W tym roku zaśpiewam z Anną Marią Jopek: „Ja wysiadam…”. Dosyć tego! Już dziękuję. Powszechne jest przekonanie, że jak mamy pieniądze możemy niemal wszystko – taki przejaw pychy. Gubi nas też naiwna wiara w dobre uczynki, które mają wystarczyć do zbawienia. Nic bardziej mylnego, tylko z łaski Boga możemy otrzymać tę nagrodę. Wiara w uczynki to pułapka, w ten sposób nie zagwarantujemy sobie życia wiecznego. To oczywiście bardzo ważne czynić dobrze w życiu, ale to nie wystarczy. Dostrzegam tu winę wielu kościelnych kaznodziejów, którzy w swym nauczaniu wyolbrzymiają rolę dobrych uczynków w oderwaniu od wiary w Boga.

– Rozmawiamy w przeddzień Świąt Bożego Narodzenia. Rygory sanitarne każą nam trzymać dystans społeczny, ograniczyć modlitwę w kościołach i grono spotykających się osób. Jak zatem wyglądać ma wigilijny stół i jak ten świąteczny czas powinna przeżywać katolicka rodzina?
Najkrócej rzecz ujmując, święta to czas rodzinnych spotkań i wzajemnych odwiedzin, co tym razem ogranicza nam boleśnie epidemia. Co ważne, święta nie powinny być skrępowane tradycją i tylko do niej sprowadzone. Najlepiej, żeby każdego roku stanowiły kolejny, nowy etap rozwoju osobistego i wspólnotowego. Nie ulegajmy zgubnej rutynie. Boże Narodzenie powinno co roku być inne. Nie ma np. powodu, aby domowników, szczególnie dzieci „katować” karpiem, który notabene nie jest „tradycyjną” potrawą wigilijną, bo upowszechnił się na polskich stołach w okresie PRL-u.

– Czego powinniśmy życzyć sobie w ten świąteczno-pandemiczny czas?
Proponuję rok bez życzeń, chociaż będzie ich i tak bardzo wiele, a większość skupi się na pandemii. Na jednomyślność specjalnie bym nie liczył. Jedni bowiem będą sobie życzyć ustąpienia koronawirusa, inni propagandy na temat jego istnienia. Jednym słowem życzeń uniwersalnych nie ma i nie podejmę się ich sformułowania. Mam inną propozycję dla chrześcijan, dla których istnieje jeszcze coś poza zakupami. W dzień Bożego Narodzenia pomyślcie, że jesteście w dobrych rękach. Tyle wystarczy!

– Dziękuję za rozmowę.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o