Małżeństwo, którego nie było

0
192
malzenstwo

Wkrótce doszło do rozwodu cywilnego i wydawało się, że dość krótka historia małżeństwa Barbary i Wojtka została ostatecznie zakończona. Ale stało się inaczej.
– Wyszłam za mąż po raz drugi. Urodziłam córeczkę. Nie zabiegałam o unieważnienie ślubu kościelnego, ciągle inne problemy wydawały mi się ważniejsze – opowiada. – Dopiero niedawno otrzymałam z Kurii wiadomość, że mój były mąż, który po naszym rozwodzie ożenił się ponownie, o to unieważnienie właśnie się stara. Myślę, że jego nowej żonie, którą wcześniej znałam, bardzo zależy na tym, by w przyszłości mogli wziąć ślub kościelny, Wojtek nigdy do tej pory nie był specjalnie religijny. Mój były małżonek rozpoczął w Kurii starania, o niczym mnie nie informując. O całej sprawie dowiedziałam się dopiero z pisma przesłanego mi przez diecezję.
Z tego, co mówi Barbara wynika, że Wojtek musiał najpierw złożyć w swojej diecezji tak zwaną skargę powodową, na mocy której – po dopełnieniu wcześniejszych formalności – wszczynany jest proces. Strona, która taką skargę wnosi, poddaje w wątpliwość ważność swojego byłego małżeństwa i zwraca się z prośbą do sądu kościelnego o przeprowadzenie postępowania w tej sprawie.

Fatalna żona
– Z dostarczonego pisma poznałam argumenty Wojtka, które, jego zdaniem, przemawiają za unieważnieniem ślubu. W zasadzie całą winę zwalił na mnie, w złożonym w sądzie kościelnym piśmie opisuje, jak fatalną byłam żoną, jak zaniedbywałam jego i nasze dziecko, jak lekkie, jego zdaniem, miałam podejście do życia i wielu problemów, w ogóle mam być niedojrzała emocjonalnie. Prawie same kalumnie. Byłam zszokowana także dlatego, że niektóre podawane przez eksmałżonka fakty były nieprawdziwe, zmyślone, stawiały mnie w fatalnym świetle. Głównym autorem pisma na pewno jest jakiś prawnik z kancelarii, który dobrze zna kościelną procedurę i wie, co należy napisać, żeby łatwiej było osiągnąć cel. Ale cóż, po pewnym wahaniu podjęłam tę grę. Stawiłam się w sądzie u biskupa, chcę bronić swojego dobrego imienia, reszta interesuje mnie mniej. Administracja kościelna poinformowała mnie, że będę mogła odnieść się do argumentów podnoszonych przez byłego męża, że mogę powołać swoich świadków, choć zaznaczono, że sąd kościelny nie jest od tego, by orzekać o czyjejś winie, by kogoś oceniać. Jest tylko od tego, jak mi tłumaczono, by na podstawie zgromadzonych informacji ustalić, czy zaistniały powody do stwierdzenia nieważności małżeństwa. Cała droga dopiero przede mną, boję się tylko, że będę musiała odpowiadać w sądzie na jakieś intymne pytania…
Prawo kanoniczne wymienia 12 podstawowych przyczyn, m.in. natury psychicznej, które mogą zadecydować o nieważności ślubu kościelnego. Mowa jest także o „braku wystarczającego używania rozumu”, „poważnym braku rozeznania oceniającego co do praw i obowiązków małżeńskich, braku „minimum małżeńskiego poznania” itp.


Związek był, ale nieważny
Proces unieważniania ślubu to skomplikowana procedura, złożona z kilku etapów, wyrok wydany przez sąd kościelny zapada po dłuższym czasie, w skrajnych przypadkach nawet po latach, po skrupulatnym rozpoznaniu sprawy. Mimo to dość sporo osób, które wcześniej jako małżeństwa rozstały się ze sobą, decyduje się wejść na tę drogę. Co roku do sądu kościelnego w diecezji tarnowskiej wpływa około 200 tego rodzaju spraw.
– Postępowanie sądowe ma na celu dotarcie do prawdy o zaskarżonym małżeństwie poprzez udzielenie odpowiedzi na pytanie: czy w danym przypadku strony zawarły ważny związek małżeński? Tak więc wyroki sądów kościelnych nigdy nie rozwiązują małżeństwa, lecz – w przypadku sentencji pozytywnej – stwierdzają jedynie, że ono nigdy nie zaistniało, mają charakter deklaratywny – informuje ks. dr Rafał Wierzchanowski, oficjał Sądu Diecezjalnego w Tarnowie.
Interesująca może się wydać statystyka obejmująca 2017 rok. Według niej w tym czasie w diecezji tarnowskiej liczba orzeczeń stwierdzających nieważność małżeństwa wynosiła 115, w diecezji krakowskiej 101, a w przemyskiej 193. W najmniejszej – spośród wymienionych – diecezji rzeszowskiej były to 53 orzeczenia. Dla porównania w dość sporych diecezjach szczecińsko‑kamieńskiej oraz zielonogórsko‑gorzowskiej liczby te wynosiły odpowiednio 24 i 26. Różnica więc jest zdecydowana.

Dogadać się z panem Bogiem
– Nie dziwią mnie te różnice – mówi jeden z księży z okolic Tarnowa. – Zachód Polski jest mniej religijny, wystarczy porównać dane dotyczące regularnego uczestnictwa wiernych w nabożeństwach niedzielnych. W naszym regionie jest dużo więcej osób wierzących i praktykujących, sprawy wiary są dla nich bardzo istotne, dlatego niektórzy rozwodnicy zabiegają w sądach kościelnych o unieważnienie małżeństwa, by mieć otwartą drogę do zawarcia ślubu w kościele z nowym partnerem, by mogli dostępować zaszczytu przyjmowania Eucharysti, by nie tkwić na marginesie Kościoła.
W diecezji tarnowskiej funkcjonują trzy poradnie prawno‑kanonicze – w Tarnowie, Nowym Sączu i Mielcu – w których co roku prawie tysiąc osób korzysta z bezpłatnej pomocy udzielanej przez pracowników sądu diecezjalnego. Doktryna kościelna stanowi, że osoby, które zerwały więzy małżeńskie w sądzie okręgowym rozstrzygającym kwestie rozwodowe, nie zerwały ich w obliczu Boga. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela…
Ks. dr Rafał Wierzchanowski: – Z jednej strony duża liczba procesów kościelnych koreluje z liczbą rozwodów i jest wskaźnikiem słabszej duchowej kondycji małżeństw i rodzin. Doświadczenie pokazuje, że tam, gdzie słabnie wiara i korzystanie z sakramentów obniża się również zdolność do miłości ofiarnej. A bez niej trudno o udany związek. Jednak z drugiej strony – co paradoksalne – wielość procesów świadczy także o tym, że ludziom zależy na sprawach wiary, że chcą poukładać sobie relacje z Bogiem, a często także zawrzeć nowy związek sakramentalny. Ponadto ludzie dzisiaj wiedzą, czym zajmują się sądy kościelne i pragną poznać prawdę o ważności swojego małżeństwa.

Ślub po raz drugi
Wprawdzie coraz częściej mówi się o tym, że Kościół katolicki rozważa zliberalizowanie swojego fundamentalnego stanowiska w kwestii rozwodników i ich dopuszczenia do sakramentów, ale droga do tego wciąż wydaje się daleka. Barbara mówi, że jeśli sąd diecezjalny stwierdzi nieważność jej małżeństwa z Wojtkiem, to będzie z tego powodu zadowolona.
– Jestem katoliczką, niezbyt gorliwą w praktykach, ale jestem. W katolickim duchu wychowuję swoje dzieci. Jeżeli moje dawne małżeństwo zostanie unieważnione, to z pewnością zechcemy z moim obecnym mężem, także katolikiem, wziąć w przyszłości ślub kościelny, który do tej pory z przyczyn formalnych nie był możliwy.
W skali kraju 60‑70 proc. spraw dotyczących unieważnienia ślubu kościelnego kończy się po myśli wnioskodawców.PS Imiona bohaterów artykułu zostały zmienione.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o