Maturzyści ruszyli w tany…

0
112
studniowka

Koszty jak na sylwestrowy bal
W „Brzozowym Dworku” w Woli Rzędzińskiej odbędzie się studniówka II LO. Koszt – 340 zł od pary. W tej kwocie mieści się prawie wszystko, opłata za lokal, wyżywienie, orkiestrę, didżeja, zaproszenia, kotyliony, a nawet ubezpieczenie na poczet ewentualnych zniszczeń. Jeśli nic nie ulegnie rozbiciu, poplamieniu itp., to uczniowie odzyskają ok. 20 zł na osobę. Dodatkowo klasy mają swoich fotografów – za zdjęcia chętni musieli wpłacić 25 zł. Koszt całego balu, wliczając opłaty, studniówkową kreację, wizytę u fryzjera, kosmetyczki i manikiurzystki, sięga, licząc skromnie, 700 zł, ale sposobów na powiększenie tej kwoty jest nieskończenie wiele.
– Szpilki zostały mi z półmetka, ale i tak kupiłam już baleriny. Mój partner jest mojego wzrostu i nie chcę być od niego wyższa – tłumaczy Oliwia Świętochowska. – Sukienki szukałam w Tarnowie, Krakowie i Rzeszowie. Nie znalazłam żadnej, która by mi się spodobała. Wymarzyłam sobie czerwoną, wzór podpatrzyłam u Dawida Wolińskiego i zaniosłam krawcowej. Góra prosta, ramiona odkryte, na dole dwie falbanki. Do tego czarny naszyjnik i czarna kopertówka na złotym łańcuszku. Koszty nie są duże, bo sukienkę szyje koleżanka mojej mamy, makijażem również zajmie się znajoma, a manicure zrobię sobie sama. Chłopaka poprosiłam, żeby założył czerwoną muszkę, bo będzie pasowała do mojej sukienki.

Suknia, fryzjer, stylistka…
Anka Łątka na razie ma tylko kremowe szpilki kupione specjalnie na studniówkę. – Bardzo długo szukałam odpowiednich butów. Przeszłam wszystkie sklepy w Krakowie i Tarnowie, te idealne znalazłam w ostatnim, do którego weszłam. Kosztowały 80 złotych. Sukienkę przywiozę sobie z Indii – mówiła dzień przed wylotem licealistka z II LO. – To moja druga wycieczka do tego kraju, w którym jestem zakochana po uszy. Wrócę dzień przed studniówką, już mam umówionego fryzjera, włosy albo wyprostuje, albo skręcę w delikatne fale i zepnę z przodu, żeby nie przeszkadzały w tańcu.
Co do koloru i długości studniówkowych kreacji dzisiaj nie obowiązują już żelazne zasady. Wyznawczynie najnowszych trendów zakładają mocno rozkloszowane, czarne sukienki do kolan. Ciekawą alternatywą są dopasowane, ołówkowe kreacje na ramiączkach. Na parkietach dominuje czerń, ale nie brakuje turkusu, czerwieni, koloru chabrowego i łososiowego, zdarza się szmaragdowa zieleń i śliwkowy fiolet.
Chłopcy zachowują stoicki spokój, choć bywa, że przed balem częściej pojawią się na basenie czy siłowni. Co niektórzy pod względem opalenizny nie chcą wyglądać gorzej od swoich partnerek i odwiedzają solarium. Są w dobrej sytuacji, bo na egzamin maturalny mogą przyjść w tym samym stroju, w którym wystąpili na studniówce. Dziewczęta mogą sobie pozwolić co najwyżej na założenie, zgodnie z przesądem, tej samej bielizny.
– Jakoś specjalnie do studniówki się nie przygotowuję – mówi Igor Włodek. – Pod koniec drugiej klasy kupiłem granatowy garnitur, więc teraz będzie jak znalazł. Całą resztę: białą koszulę, krawat i buty też mam, więc na żadne zakupy się nie wybieram. W podobnym tonie wypowiada się Kacper Barabasz. – Właśnie zauważyłem, że wyrosłem ze swojego garnituru, ale okazało się, że idealnie pasuje na mnie nowo kupiony, czarny garnitur taty. Ominie mnie więc chodzenie po sklepach. Pewnie pójdę do fryzjera, ale to będzie tylko zwykłe strzyżenie. Na bal idę sam, ale nie ja jeden. Tylko z dwóch klas zebrało się nas około 10 osób. I wszyscy zamierzamy dobrze się bawić.


Wspomnienia o gimnastycznej sali
Hotel Cristal Park gościł w ostatnią sobotę pięć maturalnych klas Zespołu Szkół Technicznych w Tarnowie. Cena od pary – 360 zł. – Wybór miejsca to wyłącznie decyzja uczniów i ich rodziców. Gdy kończyłem szkołę średnią, studniówki odbywały się w szkolnych budynkach. Bawiliśmy się w auli, a stoły z poczęstunkiem przygotowanym przez rodziców rozstawiono wzdłuż korytarza – wspomina Krzysztof Kołaciński, dyrektor ZST. – My również posiadamy aulę, największą i najlepiej wyposażoną spośród tarnowskich szkół. Mamy sprzęt audiowizualny, dobre nagłośnienie, scenę, a nawet własną ekipę akustyków – naszych uczniów. I co z tego, skoro młodzież woli bawić się poza szkołą. A przecież wystarczyłoby zamówić catering i przystroić salę.
Uczniowie Zespołu Szkół Ekonomiczno‑Ogrodniczych płacili po 440 zł od pary. Było bardzo dostatnio. Wynajęto dom weselny firmy Taurus w Ładnej. – To już czwarta studniówka zorganizowana poza szkołą. Ubolewamy nad tym. Zwłaszcza że posiadamy własną salę balową – przypomina wicedyrektor Alicja Czerwińska‑Franek. ZSEO mieści się w pałacu Sanguszków, jest tam m.in. duża sala balowa z kolumnami, dekoracją stiukową, parkietem i kryształowymi żyrandolami. – Każdego roku rozmawiamy z maturzystami, przekonujemy, pokazujemy zdjęcia ze starych studniówek i nic. Wolą zapłacić, wynająć, mieć wszystko gotowe.
Chociaż nie wszyscy. W tym roku, w Radłowie, po raz pierwszy w historii szkoły – studniówki nie będzie. Ostatnio nie udało się przeprowadzić naboru do liceum, a w technikum jest tylko jedna klasa maturalna, której na balu nie zależy. W Tuchowie jeszcze pięć lat temu maturzyści zamawiali catering, a tydzień przed zabawą wspólnie dekorowali salę gimnastyczną. Teraz wolą bawić się w wynajętym lokalu. Wszystkie trzy klasy zdecydowały się na studniówkę w restauracji Agawa. Koszt – 250 zł od pary. Młodzież z Wojnicza składała się po 200 zł od pary (nie licząc fotografa, kamerzysty, orkiestry) i wybrała salę bankietową Grecja w Brzesku.

Można też pod ziemią
23 stycznia uczniowie I LO z Bochni zatańczą poloneza w Folwarku Zalesie koło Wieliczki. – Składaliśmy się po 500 złotych od pary, w tej kwocie jest wszystko, łącznie z zamówionym autokarem. Zastanawialiśmy się jeszcze nad zamkiem w Niepołomicach i bocheńską Kopalnią Soli, było głosowanie i wygrał Folwark Zalesie – mówi maturzystka Adrianna Stachura. Zdradza, że tego dnia wystąpi w czerwonej, rozkloszowanej sukience, za którą zapłaciła 240 zł, i czarnych, skórzanych, dziesięciocentymetrowych szpilkach za 370 zł, całość dopełni bransoletka i naszyjnik z kamienia Swarovskiego – prezent od chłopaka.
Miejscowa kopalnia wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO rzeczywiście nie cieszy się wśród maturzystów większym zainteresowaniem. Ostatnio na zabawę 250 metrów pod ziemią zdecydowali się uczniowie bocheńskiego „ekonomika”. W wykutej w soli komorze Ważyn panuje stała temperatura wynosząca około 15 stopni. Zabawę na dwóch parkietach jednocześnie zapewniła Ola Pieczara z zespołem The Freaks oraz didżej. – Płaciliśmy po 400 złotych od dwóch osób, było fajnie, ale nie wszyscy byli zadowoleni – relacjonuje licealistka Sylwia Korba. – Niektórzy obawiali się, że zmarzną i jedzenie szybko wystygnie, ale nic takiego się nie stało. Uczniowie mówili, że w podziemnej komorze telefony komórkowe nie działają, nie można więc było relacjonować na żywo tego, co dzieje się na parkiecie.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o