Elegancka, szczupła, zadbana, wykształcona. Dobija pięćdziesiątki, ale wygląda co najmniej o dziesięć lat młodziej. To Beata. Dawno po rozwodzie, dzieci dorosłe, wyprowadziły się z domu, na wnuki żadnych widoków. Więc postanowiła znaleźć kogoś na długie samotne wieczory. Dość siedzenia w domu i doglądania kwiatów w ogrodzie. Założyła konta na dwóch portalach randkowych.
Chętnych na pęczki
– Znacznie się odmłodziłam, nie podałam swojego prawdziwego miejsca zamieszkania, ale zdjęcie zamieściłam swoje. Wypełniłam kilkunastostronicowe ankiety, napisałam, że szukam przygody, seksu i miłości – opowiada Beata.
Już następnego dnia miała kilkudziesięciu chętnych do wypicia z nią kawy, kilku do spędzenia upojnej nocy.
– Zaczęłam grzebać w ich profilach, wszyscy przystojni, w większości z wyższym wykształceniem, a w mailach błędy ortograficzne. Tych z błędami odstawiłam w pierwszej kolejności, potem zbyt nachalnych. W większości pisali bardzo młodzi mężczyźni, nawet osiemnastoletni chłopcy. Przekonywali mnie, że uwielbiają dojrzałe kobiety, bo te wiedzą, czego chcą, i są doświadczone w łóżku. Z żadnym z nich nie weszłam w kontakt, bo byli dużo młodsi od mojego syna – śmieje się Beata.
Najbardziej wytrwałym adoratorom, tym, którzy i jej się podobali, podawała adres mailowy, z czasem także numer telefonu. Po tygodniu była już w kilku związkach (tak wynikało z ankiety dopasowania), miała kilkanaście numerów telefonów od zainteresowanych panów z całej Polski, jednego polskojęzycznego Włocha i lekarza, który był na kontrakcie w Norwegii.
– Każdego z panów dokładnie sobie opisałam nazwą miasta i nickiem, którym posługiwał się na portalu. Korespondencja była coraz bardziej wciągająca – relacjonuje Beata.
Szybki seks… w samochodzie
Najbardziej dopasowany miał być Janek44 z dolnośląskiego. Trochę daleko, ale autostradą był gotów przyjechać w każdej chwili. Właściciel firmy reklamowej, tak mówił. Profil bez zdjęcia, ale fotki podesłał na maila. Przystojny, listy bez błędów, ale trochę natarczywy. Zaproponował spotkanie w Tarnowie o drugiej w nocy. Taka pora mu odpowiadała, bo akurat o tej porze przejeżdżał. W czasie rozmowy telefonicznej dowiedziała się, że najbardziej interesuje go szybki seks w samochodzie. Odpisała, że seks owszem, ale ona lubi nastrojowo. Odpowiedział, że nie ma czasu, bo jest… żonaty i na takie fanaberie nie ma po prostu czasu.
Bardziej interesujący i mniej nachalny, prawdopodobnie ze względu na odległość, był Enrico. Uroczy, ciemna karnacja, miłośnik makaronów i dobrych win. Bardzo żałował, że tak daleko, stale podsyła Beacie przepisy na włoskie dania i słodkie całuski. Pisze i mówi łamaną polszczyzną, nie wszystko rozumie. Zaproponował wspólny wyjazd do Egiptu, ma tam kuzyna, więc nie trzeba byłoby płacić za hotel.
Jerzy, lekarz w Norwegii, (prosił, żeby mówić do niego Dżordż) sam wychowuje syna. Ma 39 lat i chce się ożenić z kobietą, która pomoże mu przy dziecku.
– Trochę mnie to ostudziło, ale na spotkanie się zgodziłam. Z Oslo przyleciał samolotem do Krakowa, bardzo przystojny, zadbany, trochę nieśmiały. Syn ma osiem lat, Dżordż mówił, że dobrze zarabia, więc nie musiałabym pracować. Wystarczy, że zajmę się dzieckiem i domem. Miłość nie jest ważna, nawet nie musiałabym z nim sypiać – mówi Beata. Obiecała, że będzie pisać i dzwonić, po powrocie do domu wykreśliła go z listy.
Pożycz 20 tysięcy…
Marek69 reklamował się jako domator ceniący smak domowego ciasta, nic w tym dziwnego, bo był cukiernikiem. Na swoim profilu napisał, że ma 40 lat (na tyle wyglądał), w rzeczywistości był o kilkanaście lat młodszy.
– Był cudowny – wspomina Beata. – Byłam nim zauroczona i zupełnie przestałam zważać na to, ile ma lat. Przyjeżdżał do mnie do domu, piekł ciasta, rozczesywał mi włosy. Spotykałam się z nim pół roku do czasu, gdy zaczął mieć pretensje, że nigdzie razem nie wychodzimy, że nie przedstawiłam go znajomym. Musiałam to przerwać.
Spotkania z Markiem nie przeszkadzały jej w kolejnych podbojach. Kamil121 był być może tym, na którego czekała. Nie był może zbyt urodziwy, ale inteligentny, dowcipny i wrażliwy. Godzinami rozmawiali przez telefon. Beata czuła, jakby znała go od zawsze. Po kilku tygodniach porywających konwersacji zapytał ją, czy nie pożyczyłaby mu dwudziestu tysięcy.
Kajdanki i pejcz
Kiedy zawiodły ją testy dopasowania, postanowiła przyjrzeć się dokładniej, co panowie mają do zaoferowania w sferze seksu. Przeglądała profile pod kątem wyglądu.
– Kilku wpadło mi w oko. Zaczęłam pisać, że nie lubię sama spać i że nigdy nie uprawiałam seksu na plaży. Skrzynka mailowa pękała w szwach. Co ciekawe, odzywali się głównie żonaci, uznali, że skoro chodzi mi tylko o jedno, to nie będą tego ukrywać. Chcieli umawiać się głównie w hotelach, ale niektórzy proponowali seks w sklepowej przymierzalni, na ławce w parku, w samochodzie, byli tacy, którzy zapraszali do siebie do domu – mówi kobieta.
Jeden z panów życzył sobie, żeby ubierała się tylko w pończochy i buty na wysokim obcasie. Inny mówił coś o smarowaniu ciała nutellą, ApetycznyKazik23 przysłał fotki, na których ubrany był w skórzane wysokie buty, a w rękach trzymał pejcz i kajdanki.
– Wszyscy oczywiście przysyłali swoje rozbierane fotki – opowiada Beata. – W różnych pozycjach, z przodu, z tyłu, z boku. Wszyscy opisywali, po ile mają centymetrów i jakich cudów potrafią dokonać przy ich pomocy.
Poznała co najmniej kilkudziesięciu mężczyzn, była na kilkunastu spotkaniach, dwa razy o mało się nie zakochała. Z kilkoma z poznanych panów jest w stałym kontakcie, chociaż nie ma nadziei na jakiś poważniejszy związek.
– Randkowanie na portalach jest uzależniające, w kilka dni zyskałam rzesze adoratorów, mogłam przebierać do woli. Uzależniłam się trochę od tego… Teraz profile zlikwidowałam, ale chyba założę znowu, bo brakuje mi tego dreszczyku. W czasie wirtualnych spotkań raz jestem słodką idiotką, innym razem poważną nauczycielką. Tak samo udają faceci. Ale może o to właśnie w tym wszystkim chodzi..?













![Weekend pełen smaku. Tak tarnowianie bawili się na Gastromajówce [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/05/Gastromajowka-14-218x150.jpg)









