Motocykl jest wszędzie…

0
116
wypadek-na-motocyklu
REKLAMA

W ostatni lipcowy weekend doszło do dwóch wypadków, w których brali udział motocykliści – w Tarnowie i Niwce. Obydwaj ze skomplikowanymi złamaniami trafili do szpitala. Poważnie ranna została także pasażerka jednego z motorów. W Tarnowie i okolicy już dochodziło do drastycznych wypadków z udziałem motocyklistów. Rok temu na jednym ze skrzyżowań w mieście 25‑latek kierujący motorem stracił w wypadku rękę. W tym przypadku winę ponosił kierowca samochodu osobowego, który wymusił pierwszeństwo przejazdu. Tłumaczył potem, że nie zauważył jadącego na wprost motocyklisty, ponieważ oślepiło go słońce. Wiosną tego roku w Brniu kierowca motocykla nagle zjechał na przeciwny pas ruchu i zderzył się z audi. Doznał poważnych obrażeń ciała. Wcześniej zginął motocyklista na zjeździe z węzła obwodnicy tarnowskiej, uderzając w barierę energochłonną – dziś w tym miejscu znajduje się pamiątkowy krzyż. Śmierć poniósł również kierujący motocyklem w Brzeźnicy, który wypadł z drogi i uderzył w drzewo. Mężczyzna miał 24 lata, objęty był sądowym zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych, a suzuki, którym jechał, nie był zarejestrowany.

REKLAMA

Pojawia się nagle…
Jak jeżdżą niektórzy motocykliści – wiedzą wszyscy, którzy poruszają się po drogach. Ryzykowne wyprzedzanie, omijanie, nadmierna prędkość, przekraczanie linii ciągłych. Pod tym względem prawdopodobnie nie są oni gorsi od wielu kierowców samochodów, ale skutki ich błędów lub brawury zwykle są dla nich znacznie poważniejsze. Przeważa też opinia, że najwięcej szaleńców jest wśród młodych.
– Aby wysnuć taki wniosek i był on wiarygodny, należałoby oprzeć się na analizach ogólnopolskich – mówi nadkom. Zofia Kukla, zastępczyni naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego KM Policji w Tarnowie. – Wiadomo na pewno, że wśród użytkowników tzw. ścigaczy przeważa grupa wiekowa od 20 do 40 lat.
Pani naczelnik zwraca uwagę na jedną z głównych przyczyn wypadków z udziałem motocyklistów.
– Wydaje się, że niektórzy motocykliści nie biorą pod uwagę faktu, że ich pojazd jest mniejszy od wielu innych znajdujących się na drogach, a więc mniej widoczny. Jeżeli do tego poruszają się oni z dużą prędkością, możliwości dostrzeżenia ich w lusterkach wstecznych w odpowiednim czasie są ograniczone. Zdarza się więc, że dochodzi do zderzenia motocykli z samochodami podczas wyprzedzania bądź omijania przez te pierwsze. Wtedy kierowcy samochodów, którzy w tym czasie skręcali w lewo bądź włączali się do ruchu, często tłumaczą, że przed wykonaniem manewrów spoglądali w lusterko i nie widzieli nadjeżdżającego motocykla. Nie widzieli, ponieważ być może pojawił się on nagle.


W spodenkach na autostradę
W podobnych okolicznościach doszło do jednego z najsłynniejszych wypadków motocyklowych w Polsce w 2011 roku, w którym brał udział kierujący motorem Jarosław Wałęsa, europoseł i syn byłego prezydenta RP. Oskarżonemu w tej sprawie kierowcy toyoty zarzucano, iż włączając się do ruchu, źle ocenił odległość dzielącą jego pojazd i nadjeżdżający z tyłu motocykl. Obrońcy kierowcy wskazywali, że Jarosław Wałęsa jechał wtedy zbyt szybko.
– Więcej wyobraźni muszą mieć obydwie strony: motocykliści i kierowcy pozostałych pojazdów – podkreśla nadkom. Zofia Kukla. – Pierwsi powinni pamiętać, że niewielkie w stosunku do innych pojazdów rozmiary motocykla, połączone z dużą mocą silników i dużą prędkością, mogą stanowić zagrożenie, ponieważ te cechy skracają czas obserwacji u pozostałych kierowców. Ci zaś powinni do samego końca, przed wykonaniem jakiegokolwiek manewru, obserwować drogę w lusterkach wstecznych, aby na 100 procent się upewnić, że nie mają za sobą pędzącego motocykla. Nie bez powodu właściciele motorów stosują niekiedy naklejki z napisem: „Motocykl jest wszędzie”.
Ryszard Porębski, z zawodu inżynier, właściciel prywatnej firmy, należy do Tarnowskiej Konfederacji Motocyklistów „Wataha”. W garażu trzyma nietuzinkowy pojazd: hondę goldwing GL 1800. Sześć cylindrów, 116 koni, prawie 200 kilometrów na godzinę. Takim motorem można szaleć, ale pasjonaci motorów tego nie robią.
– Jesteśmy świadomi zagrożeń, które łączą się z jazdą na motocyklu – mówi Ryszard Porębski. – W tym przypadku nawet banalna wywrotka może się źle skończyć. To nie jest samochód, który ma karoserię, kontrolowane strefy zgniotu czy poduszki powietrzne. Dziwię się bardzo, gdy na autostradach latem widuję motocyklistów, którzy jadą w krótkich spodenkach albo mają na nogach adidasy. Nie ulega wątpliwości, że powinni być ubrani w ochronny kombinezon.

Cierpnie skóra
Członkowie TKM „Wataha” odbywają szkolenia, które mają na celu podnieść bezpieczeństwo jazdy; chodzi o to, jak jeździć w grupie, jak indywidualnie, jakich zachowań na drodze się wystrzegać.
– Podróżuję motocyklem i samochodem, więc muszę przyznać, że czasem skóra mi cierpnie, jak obserwuję, co wyprawiają na szosie niektórzy kierowcy – dodaje Ryszard Porębski. – Niestety, często to dotyczy także motocyklistów. Denerwuję się choćby, gdy widzę wieczorami, jak na ul. Słowackiego urządza się wyścigi z podniesionym przednim kołem. Od pewnej grupki szaleńców, którzy robią fatalną opinię miłośnikom jednośladów, my jako stowarzyszenie zdecydowanie się odcinamy.Do wypadków motocyklowych będzie dochodzić częściej także dlatego, że trwa moda na jednoślady i szybko ich przybywa. Przykładowo w 2005 r. w Tarnowie zarejestrowanych było 1214 motocykli, a rok temu już 2104.Za niedługo w świetle nowych przepisów motocyklem o pojemności silnika do 125 cm sześc. będzie mógł kierować każdy, kto co najmniej od 3 lat dysponuje prawem jazdy kat. B. To niektórych niepokoi, ponieważ jednoślady o tej pojemności mogą rozwijać prędkość 100 km na godz. i wyższą.
– Myślę, że kierowanie motocyklem to jednak coś innego niż kierowanie samochodem – twierdzi Ryszard Porębski.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments