Nie jesteś ich ojcem…

0
259
ojciec
REKLAMA

– Nie zwracałem uwagi na, jak mi się wydawało, żarty mojej matki, że żadne z dzieci nie jest do mnie podobne. Mama się śmiała, że pewnie sąsiadowe, bo żadne z nich nie miało mojego koloru włosów ani oczu – opowiada dzisiaj Tadeusz. Jest przystojnym, postawnym mężczyzną, czarne jak smoła włosy przeplatają już pierwsze nitki siwizny. Ze smutkiem pokazuje zdjęcie trójki roześmianych dzieci z blond fryzurami. – Do głowy by mi nie przyszło, że jak nie są do mnie podobne, to nie są moje – córka jest pomniejszoną wersją mojej żony. Synowie po niej mają niebieskie oczy i jasne włosy – ze łzami w oczach opowiada mężczyzna. Kiedy w sekrecie przed żoną zrobił badania DNA najstarszego syna i okazało się, że nie jest jego ojcem, poczuł się, jakby dostał obuchem po głowie.
Gośkę poznał w dyskotece, był już po studiach, miał świetną pracę i za sobą kilka burzliwych związków. Przyszła żona ujęła go skromnością i delikatnością, nie była piękna i przebojowa, ale zakochał się w niej, jak mówi, od ręki. W łóżku wylądowali już na drugiej randce.
– Kilka tygodni później dowiedziałem się, że zostanę ojcem. Cieszyłem się, bo byłem zakochany, szybko zaplanowaliśmy ślub, zamieszkaliśmy z moimi rodzicami, mieli ogromny dom – wspomina Tadeusz. – Ciąża Gosi przebiegała spokojnie, dopiero na początku ósmego miesiąca pojawiły się komplikacje i okazało się, że dziecko przyjdzie na świat wcześniej. Kiedy mały się urodził, byłem najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Moi rodzice też zwariowali na punkcie pierwszego wnuka. Byliśmy szczęśliwą rodziną.
Dwa lata później Tadeusz razem ze swoim bratem założyli firmę transportową. Pracy było mnóstwo i wiązała się z częstymi wyjazdami za granicę, ale pieniądze były z tego duże. Mieszkanie u rodziców było wygodne, ale Gosia marzyła, żeby mieć swój dom. Zakochany mąż rozpoczął budowę, kiedy Gosia powiadomiła go, że jest w ciąży. Urodziła piękną córeczkę. Na piątą rocznicę ślubu szczęśliwi małżonkowie wprowadzili się do nowego, komfortowego domu. Tadeusz zatrudnił w firmie pracownika od zarządzania, a sam zajął się żoną, dziećmi i domem.
– Z wielką radością kupowaliśmy meble i firanki, urządzaliśmy pokoje dla dzieci. Kochałem żonę jak wariat, chciałem spełniać wszystkie jej zachcianki, rzucić jej świat do nóg.
Jednak po urodzeniu córki między małżonkami coś się zaczęło psuć.

REKLAMA

– Gosia nigdy nie miała wybujałego temperamentu, ale wtedy całkiem straciła ochotę na seks. Trochę mnie to bolało, ale wierzyłem, że to się zmieni. Ale jednak do łóżka chodziliśmy coraz rzadziej, a Gosia była jakby nieobecna.
Po kilkumiesięcznym urlopie Tadeusz musiał wrócić do pracy. I znowu były wyjazdy i tysiące spraw do załatwienia. Gosia znowu była w ciąży.
– Fakt, trzecie dziecko nie było planowane, ale wiadomość przyjąłem z radością. Mieliśmy pieniądze, dom, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby rodzina się powiększyła. Na świat przyszedł kolejny syn. Wtedy żona całkiem się ode mnie odsunęła. Myślałem, że boi się kolejnej ciąży, proponowałem, aby pomyślała o antykoncepcji.
Firma Tadeusza stale się rozrastała i pochłaniała coraz więcej czasu. Miał wyrzuty sumienia, że nie zajmuje się już jak dawniej żoną i dziećmi, ale Gosi pomagali jego rodzice, więc był spokojny. Pieniędzy miał już tyle, że postanowił popracować jeszcze tylko ze dwa lata i przekazać prowadzenie firmy bratu.
– Byłem w Wiedniu, kiedy zadzwoniła do mnie mama. Powiedziała mi, że Gosia wyprowadziła się z domu, zabrała dzieci i zamieszkała u swojej matki. Nic z tego nie rozumiałem, bo rozmawiałem z nią poprzedniego wieczoru i nie wspomniała o tym ani słowem. Wracałem na złamanie karku, zastałem pusty dom, pojechałem do żony, ale nie chciała się ze mną widzieć, jej rodzice poinformowali mnie, że ma zamiar rozwieść się ze mną. Byłem przekonany, że to dlatego, że nie poświęcałem jej wystarczająco dużo czasu, że praca była ważniejsza od rodziny – opowiada mężczyzna.
Jeździł do żony codziennie, ale ona odmawiała spotkania z nim, nie chciała także, aby widywał dzieci. Wystąpił do sądu o możliwość spotykania się z nimi, żona złożyła pozew o rozwód.
– Na pierwszej rozprawie zauważyłem, że Gosia jest w ciąży i nie mogłem w to uwierzyć. Dziecko nie było moje, to wiedziałem na pewno. W głowie mi się nie mieściło, że moja ukochana tak szybko znalazła kogoś na moje miejsce – wspomina Tadeusz.
Zgodził się na rozwód bez orzekania o winie i na wysokie alimenty. Sąd orzekł, że może z dziećmi spędzać weekendy i święta.
– Dzieci były nieszczęśliwe, nie rozumiały tej sytuacji, a ja winiłem się za to. Przywoziłem je do domu, a one pytały, dlaczego mama nie może tu z nimi być. Moi rodzice byli kompletnie załamani, kochali wnuki nad życie, a tu nagle okazało się, że mogą widywać je raz w tygodniu.
Mama Tadeusza już w czasie procesu rozwodowego zwróciła mu uwagę na to, że dzieci mogą być nie jego. Mężczyzna początkowo nie dopuszczał nawet do siebie takiej myśli, ale matka przypomniała mu, że najstarszy syn nie urodził się w wyznaczonym terminie. Mówiła także, że w czasie jego nieobecności w domu, Gosia często wyjeżdżała.
– W czasie kolejnej wizyty dzieci postanowiłem pobrać próbkę do badań DNA najstarszego syna, czułem się jak złodziej. Czas oczekiwania na wynik był torturą. Kiedy dostał pismo, przez kilka dni nosił je w kieszeni i bał się otworzyć. – Nie było wątpliwości, nie byłem biologicznym ojcem najstarszego syna, a to znaczyło, że żona mnie okłamała, że kiedy poznaliśmy, się była już w ciąży. Okazało się, że wspólnie spędzone lata to jedno wielkie kłamstwo.
Rodzice namówili Tadeusza do zrobienia badań młodszych dzieci. Spełnił się największy koszmar, one także nie były jego.
– Pojechałem do Krakowa do prywatnej kliniki i poprosiłem, żeby sprawdzili, czy w ogóle mogę mieć dzieci, bo nagle w to zwątpiłem. Badania wykazały, że jestem płodny. Gośka oszukiwała mnie i zdradzała przez cały czas, po tysiąckroć zadawałem sobie pytanie: dlaczego? Przecież mogła wcześniej się ze mną rozwieść i przestać kłamać. Nie docierało do mnie, że robiła to z wygody. Miała wszystko, czego dusza zapragnie, mnie często nie było, więc korzystała ze swobody i pieniędzy.
Eksżona Tadeusza wystąpiła do sądu o pozbawienie go praw rodzicielskich, argumentowała, że jest złym ojcem i ona sama lepiej wychowa dzieci.
– Nie byłem ich biologicznym ojcem, ale nie zmieniło to moich uczuć do nich. Wynająłem dobrego prawnika i ten udowodnił, że wszystkie zarzuty mojej byłej żony są pozbawione sensu, sprawę wygrałem. Potem Gośka chciała jeszcze ograniczyć mi prawo do widywania się z nimi, ale i z tym sobie poradziłem. Złamała mi życie, w dalszym ciągu nie rozumiem motywów jej postępowania, wielokrotnie prosiłem ją, aby mi to wyjaśniła, ale ona nie chce na ten temat rozmawiać. Wszystko robiłem dla niej i dla dzieci. Minęło już wiele czasu, a ja dalej nie mogę pogodzić się z krzywdą, jaką mi wyrządziła. Urodziła syna, sama go wychowuje, więc nawet nie wiem, z kim mnie zdradziła. Czy ona w ogóle kiedykolwiek mnie kochała, skoro tyle razy mnie oszukała?
Dzieci o niczym jeszcze nie wiedzą.
– Muszę im o tym powiedzieć, ale ciągle to odkładam, nie wiem, jak to zrobić i kiedy, boję się ich reakcji, nie wiem, czy one to zrozumieją. Czy przestaną mnie kochać i ufać mi, czy nie odwrócą się ode mnie? Chcę je wychowywać, być z nimi, patrzeć, jak dorastają, czy nie przeszkodzi mi w tym to, że nie jestem ich prawdziwym tatą? – zastanawia się Tadeusz.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments