Pałac jak wyrzut sumienia

0
93

O cenny obiekt już nikt się nie upomina, z wyjątkiem dziennikarzy. Niszczejący od lat pałac tkwi na środku placu Sobieskiego jak wyrzut sumienia. Czy został już spisany na straty?
O sprawie pisaliśmy w przeszłości, więc przypomnijmy tylko, że chodzi o dawny pałac Sanguszków z XVII – XIX wieku, do którego w czasach zaborów wprowadził się urząd austriackiego cyrkułu. Po wojnie obiekt spełniał różne funkcje, ostatnio – do 2005 r. – także był siedzibą starostwa powiatowego. Potem starostwo sprzedało pałac prywatnemu przedsiębiorcy z woj. świętokrzyskiego i… tak zrodził się problem. Problem nierozwiązany do dzisiaj.
Od 12 lat w dawnym pałacu i w jego najbliższym otoczeniu nic się nie dzieje. Obiekt nie jest użytkowany i niszczeje. Swego czasu nowy właściciel, Adam Skrzeszewski, biznesmen z Buska Zdroju, właściciel sieci sklepów z odzieżą, przedstawił projekt remontu i zagospodarowania pałacu, ale plan został odrzucony przez urząd konserwatorski. Skrzeszewski planował uruchomić w pałacu działalność komercyjną, głównie handlowo ‑gastronomiczną.

Zapał i optymizm
– To były propozycje, które w razie realizacji doprowadziłyby do utraty przez obiekt walorów zabytkowych – tłumaczy Andrzej Cetera, kierownik tarnowskiej Delegatury Woj. Urzędu Ochrony Zabytków w Krakowie. – Nigdy nie będzie na to zgody. Tym sposobem w sprawie przyszłości pałacu Sanguszków nastąpił wieloletni impas. Z czasem pogłębia się on coraz bardziej.
Trzy lata temu nawiązaliśmy kontakt z przedsiębiorcą z Buska Zdroju, który wtedy odpowiedział: „Moim osobistym celem jest doprowadzenie tego obiektu do swojej świetności i tak się stanie”. Wspominał wtedy też o niemal gotowej już koncepcji odnowy i urządzenia pałacu, zapewniając, że wciąż jest „pełen optymizmu i zapału w tej sprawie”.
Ale potem znowu zapanowała cisza.
Teraz ponownie zapytaliśmy Adama Skrzeszewskiego o jego plany związane z pałacem Sanguszków. Tym razem nie odpowiedział.
Konserwator zabytków zapewnia, że regularnie wysyła pisma w tej sprawie do właściciela, ale skutku nie ma. Konserwator sam mógłby zająć się niszczejącym zabytkiem w ramach tzw. wykonawstwa zastępczego, obciążając w przyszłości kosztami właściciela, lecz urząd nie ma pieniędzy na ten cel, a i chyba też nie ma chęci do podjęcia dość skomplikowanej z powodów formalnych operacji.


Czy mury runą?
Pytanie, jak długo jeszcze stare mury pałacu wytrzymają tę sytuację, pozostaje bez odpowiedzi. Inżynier budownictwa, z którym rozmawialiśmy, jest zdania, że w nieogrzewanych i nieużytkowanych przez tyle lat pomieszczeniach może dochodzić do przemarzania ścian, tworzenia się wilgoci, rozwoju grzyba.
– Nie wiem, w jakim stanie są drenaże, które odprowadzają wody opadowe, i na ile skuteczne izolacje poziome i pionowe. To od tego zależy również, jak długo jeszcze pałac przetrwa w obecnej postaci – mówi fachowiec.
Adam Skrzeszewski, kiedy jeszcze mieliśmy z nim kontakt, zapewniał, że stan obiektu jest pod kontrolą, budynek zabezpieczony i nie zagraża licznym w tym miejscu przechodniom.

Jaka piękna rudera…
Zaskakujące może być to, że o obiekt, który pod względem wartości zabytkowej znajduje się na piątej pozycji w Tarnowie, nie upomina się nikt. Wprawdzie z formalnego punktu widzenia magistrat i radni nie mogą prawnie przymusić właściciela do określonych działań, ale mogą dać wyraz, że obserwują sytuację, że są nią zaniepokojeni i że oczekują rozwiązania problemu. Nikt nie zabiega o spotkanie z właścicielem i próbę poszukania porozumienia. Milczą w tej sprawie tzw. miłośnicy miasta, którzy w wielu innych sprawach związanych z wyglądem Tarnowa ślą w różne miejsca petycje. Cisza. Pałac umiera na oczach przedstawicieli władz samorządowych, pasjonatów dziejów miasta oraz zwykłych mieszkańców. Tylko goście, którzy zjawiają się na placu Sobieskiego, nie mogą się nadziwić, że w centrum miasta trwa tak niezwykle okazała rudera.
Radny Jacek Łabno, członek Komisji Kultury Rady Miejskiej Tarnowa, zapewnia, że los pałacu nie jest mu obojętny. Kiedyś proponował, by zachęcić właściciela do zamiany obiektów; chciał, aby przedsiębiorca oddał miastu pałac, a w zamian przejął mniej zabytkową kamienicę, w której znajduje się Miejska Biblioteka Publiczna i która dawałaby większe możliwości przekształceń. Właściciel nie był jednak tym zainteresowany.

Samorząd ubolewa i… nic
– Myślę, że zdaje sobie on już sprawę z impasu, który powstał, z faktu, że obiekt, który kupił w Tarnowie, jest na tyle zabytkowy, że bardziej radykalne zmiany nie będą możliwe. Dlatego, moim zdaniem, warto ponowić naszą propozycję, a w każdym razie zaprosić właściciela do nas na rozmowy. Trzeba zacząć rozmawiać i szukać kompromisowego, mądrego rozwiązania problemu – mówi radny Łabno.
Radna Anna Krakowska przyznaje, że rada nie powinna być wobec problemu obojętna. Obiecuje podjąć działania. Jednocześnie zwraca uwagę na inny szerszy problem.
– Komisja kultury rady wielokrotnie poruszała temat zabytkowych budynków, które są własnością prywatną i są zdegradowane. Próby zapewnienia pieniędzy na ewentualne wykupy, wobec presji zadań dotyczących np. poprawy infrastruktury albo bieżących potrzeb edukacji, służby zdrowia, pomocy społecznej itp., okazują się tylko zbożnym życzeniem – twierdzi radna.
Zapytaliśmy w Urzędzie Miasta Tarnowa, czy władze zamierzają cokolwiek zrobić, aby problem niszczejącego cennego zabytku nie zniknął całkiem z pola widzenia. Z przekazanej nam informacji wynika, że miasto z powodu złego stanu pałacu… nadal będzie tylko ubolewać.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o