Pogrzeb w czasie pandemii

0
342
Pogrzeb w czasie pandemii koronawirusa
REKLAMA

Wydawać by się mogło, że w czasie koronawirusa zakłady pogrzebowe będą miały ręce pełne roboty. Nic bardziej mylnego! Liczba zgonów jest niemal identyczna, jak w latach poprzednich, a w niektórych miesiącach nawet mniejsza. Właściciele zakładów pogrzebowych nie ukrywają, że funkcjonują jakby koronawirusa nie było.

Do tej pory w Polsce śmierć z powodu koronawirusa poniosło nieco ponad 1910 osób (stan na 19 sierpnia), choć podobno nie wszystkie dane są uwzględniane w statystykach. Mając to na uwadze, zakłady pogrzebowe nie powinny narzekać na brak pracy. Rzeczywistość jednak pokazuje, że tegoroczna liczba zgonów w kraju jest praktycznie identyczna, jak ta w latach poprzednich.

REKLAMA

Liczba zgonów nie wzrosła
W Polsce od 5 marca do 13 maja zmarło 80 324 osób – to łączna liczba zgonów spowodowanych wszelkimi chorobami (nie tylko COVID-19), wypadkami i innymi możliwymi przyczynami. Gdyby nie pandemia koronawirusa, szacowana liczba zgonów w tym samym okresie wynosiłaby od 74 491 do 87 259 zgonów – wynika z analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Paradoksalnie więc pandemia nie doprowadziła do nadmiernej śmiertelności.
Zauważyli to właściciele zakładów pogrzebowych, którzy uważają, że koronawirus wcale nie spowodował, iż mają więcej pracy. – Nie zanotowaliśmy spadku, ani też wzrostu liczby uroczystości pogrzebowych. Jest ona na porównywalnym do lat poprzednich poziomie – zauważa Piotr Piątek, właściciel zakładu pogrzebowego „Requiem” w Tarnowie. – To, że działamy w czasie koronawirusa uzmysławiają nam absurdalne – moim zdaniem – przepisy o pochówku zwłok. Zabezpieczenia w przypadku śmierci osoby ze stwierdzonym COVID19 są nieporównywalne do tych, kiedy umiera człowiek bez stwierdzonego wirusa. Do tej pory zanotowaliśmy tylko jeden przypadek pochówku osoby zmarłej na COVID19. Ciało zostało skremowane, aby uroczystość mogła odbyć się przy udziale najbliższych oraz w kościele. Trzeba bowiem pamiętać, że w sytuacji, kiedy ciało zmarłego z powodu COVID19 nie jest poddane kremacji, uroczystość pogrzebowa odbywa się na cmentarzu, a dopiero później ma miejsce nabożeństwo w świątyni. Co ciekawe, w naszym zakładzie podobne procedury mamy w sytuacji, gdyby śmierć spotkała osobę przebywającą na kwarantannie. Dla własnego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa postronnych osób procedury są takie same jak przy osobie zmarłej na koronawirusa. Nie wiemy bowiem, czy osoba przebywająca na kwarantannie była chora, czy też nie, bez przeprowadzenia jej odpowiedniego testu. Procedury znacznie utrudniają pracę, zwłaszcza że ludzie umierają nie tylko na koronawirusa, ale na różnego rodzaju choroby zakaźne, w tym AIDS.

Koszty utrzymania poszły w górę
Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia, zwłoki osoby zmarłej na chorobę wywołaną wirusem SARS-CoV-2 należy umieścić w ochronnym, szczelnym worku, wraz z ubraniem lub okryciem szpitalnym, a w przypadku przekazania zwłok do spopielenia włożyć pierwszy worek ze zwłokami do drugiego. W przypadku, gdy zwłoki będą przekazywane do krematorium, uwzględniono konieczność umieszczenia ich wraz z ubraniem lub okryciem szpitalnym w worku, który następnie należy zdezynfekować przez spryskanie płynem odkażającym oraz włożyć do drugiego worka i powtórzyć tę czynność.
Michał Kopek z zakładu pogrzebowego „Salwation” w Tuchowie przekonuje, że koronawirus nie wywołuje w nim, ani w pracownikach jego zakładu większego lęku. – Przyzwyczailiśmy się do wirusa. Nie mamy obaw, przygotowując kolejne ciała do uroczystości pogrzebowych. Uciążliwe stało się jednak to, że wiele spraw załatwiamy teraz telefonicznie z klientami, ponieważ ludzie boją się osobiście odwiedzać zakład pogrzebowy. Koronawirus odbija się również czkawką na kosztach utrzymania, które znacznie poszybowały w górę. Ceny środków do dezynfekcji, czy rękawiczek biją rekordy. Przed pandemią za rękawiczki płaciliśmy 15 zł, a teraz nawet 60 zł i, co ciekawe, coraz trudniej kupić je na rynku.
Inny właściciel zakładu pogrzebowego z naszego regionu, który chce pozostać anonimowy, mówi nam, że mniejsza liczba pogrzebów i osób w nich uczestniczących sprawiła, że również straciły związane z branżą firmy. – Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych już w kwietniu alarmowała, że sytuacja ogrodników, ale głównie producentów kwiatów jest katastrofalna. Na początku maja Polski Związek Ogrodniczy skierował na ręce ministra rolnictwa list, w którym wskazywał ogromne zagrożenie przede wszystkim dla producentów roślin ozdobnych. Mówiło się o spadku sprzedaży nawet na poziomie 80‒90 proc. Cała nasza branża dosyć ostrożnie traktuje przypadki zgonów osób ze stwierdzeniem obecności COVID-19 jako głównej przyczyny śmierci. Skoro od początku pandemii w całym powiecie tarnowskim zmarło 5 osób, u których stwierdzono koronawirusa, to czy naprawdę mówimy o niewyobrażalnie śmiercionośnym wirusie?

Wrócić do normalności
Krzysztof Wolicki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego mówi, że mniejsza liczba zgonów wynika z faktu, iż ludzie zawzięli się w sobie i zostali w domach.
– W efekcie jest mniejszy ruch na drogach i mniej wypadków śmiertelnych. Do tego dochodzą zamknięte szpitale. Nie ma planowych operacji, które czasem kończyły się śmiercią pacjenta. W mediach podaje się statystyki, ile osób zmarło na koronawirusa, ale nie podaje się, ile osób dziennie umiera w Polsce na inne choroby. Gdyby takie dane były podawane do opinii publicznej, ludzie sami oceniliby, z jakim wirusem mają do czynienia. Wygodniej jest straszyć ludzi i mieć ich w jakiś sposób w garści. Społeczeństwo jednak coraz częściej zaczyna podejrzewać spisek, a to ze względu na dziwne decyzje rządzących – podkreśla Krzysztof Wolicki.
Jego zdaniem przedsiębiorcy pogrzebowi tak naprawdę nie otrzymali żadnych procedur dotyczących odbioru osób zmarłych z domów objętych kwarantanną. Ich wątpliwości budzi też nieprecyzyjnie określony stan „zaistnienia konieczności” mycia zwłok osoby zmarłej, wobec generalnego uchylenia przez rozporządzenie takiego obowiązku, czy konieczność umieszczania zwłok i ubrań osoby zmarłej w dwóch osobnych workach przed kremacją, a także brak podmiotu zobowiązanego do dezynfekcji mieszkania lub pomieszczenia poza szpitalem, w którym zmarła osoba zarażona koronawirusem.
– Wiele osób zastanawia się, kiedy wrócimy do normalności. Wydaje mi się, że stanie się to w momencie pojawienia się szczepionki. Wówczas część osób się zaszczepi, a część tego nie zrobi. Mimo wszystko powinniśmy powoli wracać do normalnego życia sprzed pandemii. Ludzie będą umierać, bo umierali od zawsze. Musimy sobie to uświadomić i po prostu żyć dalej… – dodaje nasz rozmówca.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o