Przygodne romanse bywają kosztowne…

0
139
Najpierw zapewniają o gorących uczuciach, wierności i oddaniu, a potem bez skrupułów okradają – tak działają matrymonialni oszuści | fot. depositphotos
REKLAMA

Najpierw zapewniają o gorących uczuciach, wierności i oddaniu, a potem bez skrupułów okradają – tak działają matrymonialni oszuści. Mimo że stosowane przez nich metody są od lat takie same, to jednak wciąż wiele kobiet i … mężczyzn daje się oszukać. Ofiarami padają osoby w różnym wieku, niekoniecznie młode, czasami nawet po osiemdziesiątce.

REKLAMA

Miała być wielka miłość…
– Był przystojny, inteligentny, błyskotliwy. Mówił, że jest stomatologiem. Poznałam go na jednym z internetowych portali, ale szybko zgodziłam się na spotkanie w rzeczywistym świecie. Skarżył się, że przez całe życie był wykorzystywany mentalnie i finansowo przez kobiety. Zasypywał mnie komplementami. – Jesteś kwintesencją kobiecości, ideałem i natchnieniem, już nie muszę nikogo szukać – mówił. Pożyczył ode mnie prawie 20 tysięcy złotych, po czym zerwał kontakt. Zbyt późno zorientowałam się, że usuwał konto na portalu tylko po to, by po kilku dniach założyć kolejne. Spotykał się z wieloma kobietami naraz i każda słyszała to samo – opowiada trzydziestolatka spod Tarnowa.
– Podrywał na wielu portalach randkowych, erotycznych i społecznościowych. Przedstawiał się jako Jarek. Na internetowym profilu podawał, że jest dominującym mężczyzną, kawalerem, ma 35 lat i poszukuje uległej kobiety, by móc z nią spędzić resztę życia. Czarujący Jarek opowiadał niestworzone historie. – Wróciłem z USA, jestem prezesem zarządu dużej wytwórni fonograficznej, buduję okazały dom – przekonywał. Chwalił się, że ma pieniądze, sporo ustawionych znajomych i możliwości. W rzeczywistości pracował jako dostawca pizzy. Był mistrzem manipulacji, typem socjopaty, który potrafi omotać każdą uległą kobietę. Inteligentny, oczytany, sprawiał bardzo dobre wrażenie pod względem wychowania i kultury. Przekonywał, że jest samotny, a że nie miał pieniędzy, wyciągał je ode mnie, płaciłam za wszystko i utrzymywałam go. Kupowałam drogie kosmetyki, ubrania, gadżety. W rzeczywistości był o dziesięć lat starszy i żonaty – wyznaje czterdziestoletnia Ewa.
– Pani Małgosia była wysoką, bardzo atrakcyjną brunetk. Poznawała mężczyzn z telegazety, bo chciała ułożyć sobie życie z kimś uczciwym i sympatycznym. Uwierzyłem i postawiłem wszystko na jedną kartę – przeprowadziłem się z większością rzeczy i pięcioletnim synem, pozostawiając swoje mieszkanie aż 500 km dalej. Pomogłem jej uregulować spory dług, a po kilku tygodniach oświadczyła, że poznała innego mężczyznę i muszę opuścić jej dom. Straciłem ponad 25 tysięcy złotych – opowiada poszkodowany mężczyzna.

Randka ze złodziejem
Sprawy oszustw matrymonialnych nie trafiają do tarnowskiej prokuratury zbyt często.
– Możemy przewidywać, że tego typu historii jest więcej, niemniej jednak poszkodowani niechętnie je zgłaszają, bo się wstydzą. Decydują się na taki krok dopiero wówczas, gdy ponoszą znaczne straty finansowe, a w grę wchodzi chęć odwetu – mówi Mieczysław Sienicki, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.
Najświeższa tego typu sprawa pochodzi zaledwie sprzed kilkunastu dni i dotyczy 62‑letniego Wojciecha Z., który połowę swojego życia, bo aż 30 lat spędził w zakładzie karnym, odsiadując wyroki za rozmaite przestępstwa. Więzienie opuścił w czerwcu w ramach warunkowego zwolnienia, zamieszkał w schronisku dla bezdomnych na Dolnym Śląsku i za pośrednictwem Internetu nawiązał kontakt z 60‑latką, która przyjechała do Tarnowa z USA, by odwiedzić rodzinę. Tak jej się spodobał, że zaprosiła nieznajomego do miasta. Podczas pierwszej randki Wojciech opowiadał, że w latach młodości bywał już kiedyś w Tarnowie, bo pochodzi z tych okolic. Gdy po raz drugi odwiedził kobietę, nocował w jej mieszkaniu. Nad ranem, gdy jeszcze spała, nowy znajomy zabrał z jej mieszkania pieniądze w różnej walucie – w sumie prawie 5 tysięcy złotych, oraz złotą i srebrną biżuterię o wartości przeszło 40 tys. zł. Potem zniknął.
Tarnowscy policjanci przez kilka tygodni poszukiwali złodzieja, który – jak się później okazało – podróżował po Polsce i zmieniał wygląd. W końcu złapano go w Krakowie. Miał część utraconej przez tarnowiankę biżuterii i gotówki.
– Mamy sygnały, że mężczyzna mógł oszukać w podobny sposób również inne kobiety. Policja poszukuje kolejnych pokrzywdzonych – mówi prokurator Sienicki.


Zamiast ślubu strata
32 lata, kawaler, menedżer w prywatnej firmie, szukający poważnego związku. Pracowity, czuły, szczery, wrażliwy i zaradny – w taki sposób 25‑letni Krystian T. zdobywał kobiety na jednym z portali randkowych. Potem kupował im drogie prezenty i chętnie pomagał w rozmaitych problemach. Przed poznawanymi w sieci paniami ukrywał, że ma żonę i dwoje dzieci.
Krystiana zaciekawił wpis na internetowym forum. Niedawno wróciłam z Anglii, skąd przywiozłam trochę pieniędzy. W co mam je zainwestować? Pomóżcie! – pisała mieszkanka niewielkiej miejscowości pod Bochnią. Na oddźwięk nie musiała długo czekać. Krystian T. nie tylko doradził, że powinna założyć własną firmę, ale nawet zaoferował swoje wsparcie. Dzięki niemu miała stać się naprawdę bogata. Mówił, że nie jest z nikim związany, przekonywał o namiętnym uczuciu, obiecywał ślub i jeździł z wizytami do rodziców.
– Założyła firmę, nabrała wiele szybkich pożyczek, otworzyła dwa rachunki bankowe i podpisała umowę na kupno telefonów – opowiada Mieczysław Sienicki.
Krystian wmówił narzeczonej, że pomoże jej w rozkręcaniu biznesu i uzyskał dostęp do rachunków w banku. Złożył wniosek o pożyczkę, podając dane przyjaciółki i zainkasował kilkadziesiąt tysięcy złotych. Przy okazji oszukał też dwie koleżanki kobiety. W sumie prokuratura zarzuciła mu aż kilkadziesiąt oszustw.
Krystian T. był znanym naciągaczem kobiet w całym kraju, toczyły się przeciwko niemu postępowania w wielu miejscowościach. Obecnie odsiaduje wyrok w więzieniu.

Usypiała wielbicieli
Po osiemdziesiątce, ale szczupła, elegancka i zadbana. Zawsze z nienaganną fryzurą i ładnym makijażem sprawiała wrażenie kobiety obytej w wielkim świecie. Przypadkowi znajomi nie podejrzewali, że może być oszustką. Joanna M. wyszukiwała ogłoszenia matrymonialne starszych, zasobnych mężczyzn w całej Polsce, mamiła ich obietnicą małżeństwa i rozkochiwała, a oni przyjmowali ją pod swój dach. Jednak zamiast wspólnej sielanki usypiała środkami psychotropowymi, okradała i uciekała do następnej ofiary.
Joanna M. poznała 78‑letniego mieszkańca miejscowości Rudy Rysie w powiecie brzeskim. Mieszkający samotnie Józef M. uwierzył w dobre intencje nieznajomej, zaprosił ją do domu, a ona szybko go oczarowała. Podczas wspólnego posiłku dosypała mu do jedzenia lorazepam – powodujący senność środek psychotropowy. Po kilku minutach, gdy mężczyzna spał, oszustka przeszukała mieszkanie, ukradła gotówkę, złoty sygnet, obrączki, telefony komórkowe – łącznej wartości ponad 8 200 złotych.
Okradła Piotra M, z Jodłówki Tuchowskiej, pozbawiając obrączki, aparatu fotograficznego i butelek z alkoholem.
– Prokuratury w całej Polsce prowadziły kilka postępowań, ale były problemy z ustaleniem tożsamości kobiety – kontynuuje tarnowski prokurator. Poszukiwania trwały kilka miesięcy. Do brzeskiej prokuratury Joanna została doprowadzona dopiero pod koniec lipca ubiegłego roku z aresztu śledczego w Krakowie, gdzie – jak się okazało – była zatrzymana w związku z innym przestępstwem. Spędzi w więzieniu cztery lata.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments