Recepty na (zdrowsze) nerwy

0
48
dzien-bez-stresu
REKLAMA

W kalendarzu świąt wszelakich 28 października mieliśmy Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów. Niestety, nie jest to dzień wolny od pracy, więc niewiele osób wie, że takie święto istnieje, a dzień ten większość zapamiętała raczej po prostu jako poniedziałek – najbardziej stresujący dzień w tygodniu.

Śmiej się i oddychaj?
Na ogół Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów traktowany jest jako okazja do ogólnego poradnictwa o zdrowej diecie, uprawianiu sportów, technikach medytacji i relaksacji. Wśród niezawodnych sposobów uspokojenia nerwów wymieniane są takie czynności jak głaskanie zwierzęcia, patrzenie w ogień albo wyobrażanie sobie wody, powtarzanie sylaby „Om”, oddychanie tak, by wciągać powietrze jedną dziurką nosa, a wypuszczać drugą („wyobraź sobie, że wdychasz światło, a wydychasz dym”!), palenie świec aromatycznych, napinanie i rozluźnianie różnych mięśni, jedzenie ryby i fasoli, słuchanie muzyki, przytulanie drzew, picie ziół, medytacja śmiechem („codziennie rano z zamkniętymi oczami śmiej się przez 5 minut bez powodu”!) albo mówieniesobie co rano na głos, co pozytywnego czeka nas w ciągu najbliższego dnia.
Jako że każdej kampanii pozytywnej towarzyszy kampania negatywna, eksperci z różnych dziedzin radzą też, czego robić w porze relaksu nie należy: a więc np. nie pić kawy i alkoholu, nie jeść czekolady ani tłustego lub czerwonego mięsa, (palić można, ale bardzo powoli, studiując każdy ruch i każdy wdech!), nie solić ani nie słodzić jedzenia (a jednak się nim delektować!), nie pracować po godzinach, nie „nosić pracy do domu” i przede wszystkim NIE myśleć. (!) Na tym podobno polega sztuka prawdziwej relaksacji.
Ale… Jedzenie ryb np. niekoniecznie uspokaja, bo wyciąganie ości jest denerwujące, a jak któraś utknie w gardle, to oddychanie z pewnością nie relaksuje. Zasypianie przy pachnących świecach jest w zasadzie sprzeczne z przepisami przeciwpożarowymi. A co zrobić, kiedy najbliższym – bo mieszkającym za ścianą – zwierzakiem jest rotwailer sąsiadów, którego pogłaskać a amputować sobie rękę to w zasadzie to samo…? Ktoś śmiejący się co rano hucznie i programowo na całe gardło raczej nie otrzymałby tytułu najfajniejszego sąsiada pod słońcem. Ludzi mówiących do siebie toleruje się co prawda powszechnie, odkąd mamy telefony komórkowe z zestawem słuchawkowym, ale przytulający drzewa nie mogą już liczyć na równą akceptację
Zapytaliśmy mieszkańców Tarnowa i regionu, jak im wychodzi walka ze stresem i nerwami.

REKLAMA

Kuchnia dobra, ale…
– Najlepszym sposobem radzenia sobie ze stresem jest niewątpliwie ruch – mówi Mirosław Banach, wicestarosta tarnowski. – Lubię chodzić po mieście, lubię chodzić po lesie, szczególnie teraz, gdy jest pora grzybobrania. Wiąże się to z kolejnym moim sposobem na relaks, bo lubię też gotować i, jeśli tylko mam czas i możliwość, lubię przyrządzić coś jarskiego z grzybami. Przyjemne, odprężające zajęcie, gdzie można coś i spokojnie zaplanować, i wykonać. W lecie natomiast najchętniej wyjeżdżam po pracy nad wodę i po prostu leżę na trawie. Takie naturalne wyciszenie działa najlepiej. A jak mowa o wyciszeniu, to w ogóle lubię ciszę, zawsze wolę ją od radia czy telewizji.
– Chciałabym o sobie powiedzieć, że odpoczywam przy gotowaniu i lubię spędzać czas w kuchni, ale tak nie jest – uśmiecha się Maria Wardyń, specjalista ds. filmu w TCK. – Po prostu to dla mnie też praca, którą muszę wykonać codziennie. Relaksuję się natomiast na pewno przy lekturze – tyle że dopiero wieczorem przed snem, bo lubię poczytać w spokoju. Dobra opcja to film, choć nie może być zbyt ciężki i pesymistyczny, ani nadmiernie „łatwy i przyjemny”. Najlepiej sprawdzają się filmy lekkie, ale nie głupie, z dobrą historią o relacjach między ludźmi. Generalnie chodzi o to, żeby oderwać myśli od codziennych problemów, wyprzeć na jakiś czas stres z pamięci. Jeśli sobie już naprawdę nie radzę ze stresem, łykam jakiś ziołowy, łagodny środek na uspokojenie, który prawdopodobnie daje tyle, co umarłemu kadzidło. Ale jak już zażyję, przekonuję siebie, że to ma działać, i ta wiara pomaga mi się uspokoić.

Akceptacja i ogród
– W sytuacji konfliktu podstawowy dla mnie sposób walki ze stresem to próba wczucia się w sytuację ludzi, którzy przychodzą z problemami czy pretensjami – mówi Marian Zalewski, wójt gminy Szczurowa z prawie 30‑letnim stażem. – Staram się słuchać ich argumentów, a jako że praca w samorządzie zawsze dotyczy życia publicznego, zwykle konsultuję sporne sprawy z mieszkańcami gminy. Po trzecie, jeśli już muszę coś od ludzi wyegzekwować, staram się unikać jakichś drastycznych działań administracyjnych, nie upierać się, iść ludziom na rękę na tyle, na ile pozwalają przepisy, i wierzyć, że każdą sprawę jakoś da się załatwić. To oszczędza stresu w obie strony. A moim prywatnym sposobem na odreagowanie stresu jest przede wszystkim wysiłek, praca fizyczna. Najlepiej użyteczna – np, w ogrodzie, w sadzie. Lubię, oczywiście, ruch na świeżym powietrzu, turystykę, czasem nawet późno w nocy wybieram się na forsowne spacery. Ale wolę, gdy wysiłek przynosi też jakiś praktyczny efekt. W młodości uprawiałem wyczynowo sport – kolarstwo –  ale nigdy nie była to dla mnie jazda relaksacyjna. Sport nauczył mnie też pewnej odporności na stres, bo przecież była tam i trema, i rywalizacja, i czasem porażki.
– Mówię sobie dość często, że nie stresuję się pracą, ale stres jednak jest oczywiście – mówi Jan Ryba, nauczyciel, dyrektor III LO w Tarnowie. – W zasadzie z nim nie walczę, raczej próbuję się pogodzić. W życiu ze stresem, w uspokajaniu nerwów pomaga mi bardzo słuchanie muzyki, przede wszystkim poważnej – jak Vivaldi czy Bach. Zdarza się, że słucham jej nawet w pracy – pomaga mi to przynajmniej na kilka minut zapomnieć o stresie. Natomiast po pracy najchętniej odpoczywam w ogrodzie.

Humor i odmiana
– Uważam, że wspaniałym sposobem na uspokojenie nerwów jest poczucie humoru – niestety, ludzie w Polsce nie mają go w nadmiarze – wzdycha Edyta Lentowicz, której pracę określa się jako „sales manager”. – Chętnie czasem pożartowałabym w pracy, ale i klienci, i szefowie uważają, że powinnam być poważna i zasadnicza. Stresujące! Więc przynajmniej po pracy staram się brać życie na wesoło, stosować odmianę i dystans. Ponieważ w pracy stale sprzedaję, w wolnym czasie uwielbiam zakupy – ale nie takie, gdy np. trzeba „na wczoraj” kupić dziecku podręcznik – zakupy traktuję jak radosne zbieractwo, staram się nimi bawić, nie spieszę się, żartuję ze sprzedawcami… Moja babcia mawiała, że jak kobieta ma zły nastrój, to powinna iść do sklepu i kupić sobie coś absolutnie niepotrzebnego…
Od stresów nie jest wolne i życie ze sztuką.
– Stres przeżywam notorycznie – szczególnie gdy zbliża się termin wystawy albo gonią mnie zobowiązania. Stresujący bywa sam proces tworzenia, gdy obraz nie wychodzi tak, jak sobie założyłem. Wtedy sam siebie okropnie stresuję. Jestem właściwie kłębkiem nerwów, toteż mam wiele sposobów ich uspokajania– wyznaje Witold Pazera, artysta plastyk. – Ponieważ dużo siedzę w pracowni, lubię gdzieś się ruszyć – albo pojeździć rowerem, albo wyjechać samochodem za miasto. W zimie – narty. Lubię sobie pasjansa wieczorem ułożyć albo pograć w kierki w Internecie. Najczęściej oglądam filmy – mam własną filmotekę z ulubionymi filmami, a najbardziej lubię oglądać te, które widziałem wiele razy. Bywa, że brzdąkam na gitarze… Słuchanie muzyki też jest dobre, ale sporo jej słucham podczas pracy. A gdy czuję za duży stres przy pracy, to siadam sobie na rowerek stacjonarny i – pedałując‑ oglądam sobie jakiś film z ładnymi zdjęciami. Z drugiej strony, stres bywa pomocny. Mówi się, że najlepiej maluje się na głodnego i w nieszczęściu. Sztuka wyrasta z cierpienia i bólu, a u mnie wyrasta ze stresu właśnie…. Najlepszy znany mi sposób na pozbycie się stresu to zrobić coś dobrze i na czas…

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments