Remont u sąsiada bywa czasem udręką

0
182
uciążliwy remont u sąsiada
REKLAMA

Zaraz z rana silne drżenie ziemi. Warkot jakiejś piekielnej maszyny wypełnia cały pokój, cały dom. W pewnej chwili człowiek nie słyszy nawet swoich myśli, a co dopiero mówić o reszcie. Drży wokół niego cały świat. Trwa to w nieskończoność. Remont sąsiedniego mieszkania. Jak go przeżyć, żeby nie zwariować?

Hałas jest niemiłosierny. Nie ma gdzie od niego uciec. W każdym zakamarku mieszkania słychać po równo. Można by – ewentualnie – schować głowę pod poduszkę, nie wychodzić stamtąd, ale to pomysł dosyć ryzykowny. Niebezpieczeństwo śmierci z powodu niedostatku tlenu.
Nad moim mieszkaniem popis możliwości technicznych daje wiertarka udarowa. Chyba nawet dwie naraz. Ale tylko podejrzewam, że chodzi o ten sprzęt, bo nie znam się na budowlance. Człowiek ma wrażenie, że straszny warkot przeszywa mu na wylot głowę, na pewno przeszywa umysł. Trudno skoncentrować się na swojej pracy, uciekają wątek za wątkiem, gubią się myśli.
Nie można porozmawiać przez telefon, bo nic nie słychać. Trzeba to odłożyć na później, więc sypie się plan dnia. Tak jak sypią się tynki w mieszkaniu obok, które zostało opanowane przez ekipę remontową. A może rozpadają się z hukiem kruszone płytki w łazience – na ścianach lub na posadzce? Słychać wyraźnie, jak coś szybko zamienia się w gruz masowo opadający na podłogę. Chyba jednak chodzi o jakąś ścianę.

REKLAMA

Koncert młotkowy
Wiertło wręcz szaleje, czasem słabnie przy pokonywaniu oporu materii, ale za chwilę znowu nabiera zwycięskiej mocy, znowu rozpędza się w wielkim triumfie. Sama poezja.
A potem koncert innych narzędzi budowlanych: młotów, przecinaków, szlifierek i frezarek. Co za dźwięki! I tak godzinami z przerwą na robotniczy posiłek.
Z coraz większą trwogą oglądam swoje ściany, czy jeszcze są całe, boję się, że coś nagle się zawali, jeśli, nie daj Boże, robotnicy pomylili ścianę działową z podtrzymującą strop. Ale wszystko jakoś stoi po dawnemu, choć drży od huku. Przechylił się tylko mały obrazek zawieszony nad moim komputerem…
Remont mieszkania sąsiada. Jak go wytrzymać, nie wychodząc z domu? Oto jest pytanie.

Nocna pobudka
Wszystko wskazuje na to, że cierpienia związane z hałasem trzeba jakoś znieść. Nie można się na nie poskarżyć u zarządcy budynku. Remont w bloku to przecież dopuszczalna rzecz, rzecz wręcz oczywista, i nie ma od tego odwołania. Każdy właściciel lokalu może swobodnie, bez formalności i kiedy chce skuć i położyć płytki, panele podłogowe, wywiercić otwory w żelbetonowej ścianie, wymienić okna, przenieść kuchnię do łazienki bądź na odwrót. Jeśli tylko prace nie obejmują części wspólnych nieruchomości i nie wpływają na konstrukcję budynku, zezwolenia zarządcy lub zgody wspólnoty nie są wymagane.
Spoglądając na sprawę od strony prawnej, trudno byłoby się poskarżyć nawet na najbardziej obezwładniający hałas, jeśli tylko nie występuje w okresie „spoczynku nocnego”, od godziny 6 do 22 lub w czasie określonym w regulaminach porządkowych obowiązujących we wspólnotach. Nie do zastosowania jest znany artykuł 51, par. 1 kodeksu wykroczeń: „Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”. Pamiętam jednak inny remont w moim bloku, sprzed roku. Dwa piętra wyżej około godziny pierwszej w nocy nagle odezwał się ciężki młotek. Zamilkł po kilku minutach, więc nikt nie wzywał straży miejskiej.

Proszę wynająć hotel
Oczywiście, hałas, który towarzyszy wielkim remontom, zakłóca spokój o każdej porze, jest gorszący sam w sobie, lecz nic na to nie można poradzić. Jak bezgłośnie skuć ściankę działową albo stare kafelki? Nie ma jeszcze takiej technologii. Można byłoby się przyczepić do remontujących mieszkanie, jeśli zostawialiby brud – pył, odłamki gruzu itp. – w windzie lub na klatce schodowej, ale to inna kwestia. Warto też próbować się jakoś dogadać. Zwrócić się z prośbą, aby najbardziej hałaśliwe roboty były zaniechane po południu i wieczorem i liczyć na zrozumienie. Trudno przecież być niewolnikiem wiertła udarowego cały dzień, nie mogąc spokojnie odpocząć po pracy, posłuchać muzyki czy oglądnąć telewizji. A zwykłe wiertło może nam odebrać trochę wolności w swoim domu.
Uciążliwe remonty mieszkań były i są powodem sąsiedzkich sporów. Znam historię z Tarnowa, w której pewna kobieta alarmowała policję, że niemal cały dzień nękana jest przez hałas. Twierdziła, że jest chora, nowa sytuacja ją stresuje, domagała się od właściciela mieszkania wynajęcia na czas remontu pokoju w hotelu. Niektóre tego typu sprawy trafiały nawet do sądów. W innej historii 80-letnią schorowaną panią rodzina przewiozła do mieszkania krewnych, gdyż nie mogła wytrzymać odgłosów remontu zza ściany.

Nie ma wyjścia
Kiedy piszę te słowa, koncert dwóch wiertarek udarowych szalejących nad moją głową na chwilę ustał. Żona pobiegła do robotników z prośbą, aby zrobili sobie krótką przerwę, gdyż nasza córka, siedząc w swoim pokoju, za kilka minut będzie zdalnie zaliczać egzamin z sesji letniej. To egzamin ustny; pan profesor słyszałby przez słuchawki tylko przeraźliwe zawodzenie wiertarki, która z pasją wgryza się w ścianę…
Remont sąsiedzki trzeba jakoś przetrwać. Przeczekać. Zacisnąć zęby. Mieć nadzieję, że prędko się skończy. Nie ma innego wyjścia, poza wyjściem z domu, choć nie zawsze jest to możliwe.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o