„Ruska baza” przetrwała w betonie

0
145
ruska-baza-w-Żdżarach
REKLAMA

W kwietniu 1993 roku Żdzary, małą miejscowość położoną między Tarnowem i Dębicą w ówczesnym województwie tarnowskim, opuściły wojska Federacji Rosyjskiej, dawnej Armii Radzieckiej. Ich baza położona głęboko w lasach stanęła otworem. Do dzisiaj łatwo odnaleźć zachowane fragmenty dawnych obiektów wojskowych. Do dzisiaj jeszcze wielu mieszkańców wioski pamięta tamtych żołnierzy i, mimo że w pewnym sensie byli to okupanci, wspomnienia te wcale nie są złe.

REKLAMA

Kiedy wyjeżdżali, na peron na stacji w Czarnej przyszła specjalnie grupka uczniów z miejscowej szkoły. Przyprowadził ich nauczyciel, żeby zapamiętali historyczną chwilę. Dawna Armia Radziecka, obecna na ziemiach polskich od zakończenia II wojny światowej, właśnie opuszczała nasz kraj. Opuszczała Żdżary, w których była od 1985 roku.
Na peronie, przy którym oczekiwał specjalny pociąg, nie obyło się bez oficjalnych pożegnań. Na chwilę tę zupełnie przypadkowo natrafili Zygmunt Szych, tarnowski dziennikarz, oraz Tadeusz Koniarz, fotoreporter TEMI, dziś nasz współpracownik. W opublikowanej kilka lat temu książce „Sowieci, do domu!” Szych wspomina scenę jak wyjętą z filmu fabularnego. Kiedy trwała ceremonia pożegnania Rosjan, „w pobliskim kościele odbywała się akurat msza żałobna. Głos księdza, wzmocniony głośnikami, bardzo wyraźnie dochodził w te strony, gdzie stali gotowi do odjazdu żołnierze radzieccy. – Sjewodnia my praszcajem Palszu – dziś żegnamy Polskę – zaczął generał. A wtedy dobiegł nas z megafonów głos księdza, odprawiającego mszę: – Na wieku wieków amen!”.

Pożegnanie w konspiracji
Ja – wtedy jako dziennikarz „Dziennika Polskiego” – i fotoreporter Paweł Topolski pojechaliśmy do Żdżar dzień później. Wiedziony zawodowym instynktem byłem ciekaw, co się dzieje w opuszczonej bazie. Kiedy wysiedliśmy z samochodu, zauważyliśmy z oddali, że pożegnanie Rosjan z Polską nadal trwa, mimo że pociąg z Czarnej Tarnowskiej na Wschód już dawno odjechał.
Nie wszyscy jednak zabrali się w podróż. Pozostało kilku rosyjskich sołdatów, zapewne po to, by jako ostatni mogli w bazie zgasić światło. Nim miało to nastąpić, żegnali się z polskimi żołnierzami z jednostki wojskowej w Dębicy, trzymając w ręku kieliszki. Paweł Topolski chciał uwiecznić tę chwilę, chowając się dyskretnie za murem. Niestety, przez jednego z rosyjskich oficerów został dostrzeżony. Dopadł on Pawła, wyrwał mu z ręki aparat, otworzył go i zniszczył znajdujący się w środku film (wtedy cyfrówki nie były dostępne). Wściekły, a przy tym wyraźnie podchmielony, powiedział do nas po rosyjsku, że gdyby nas przyłapał na robieniu zdjęć w swoim kraju, wiedziałby, co z nami zrobić. Ani przez moment w to nie wątpiliśmy.

ruska-baza-w-Żdżarach-2
Rosyjscy żołnierze przebywali w leśnej bazie w Żdżarach osiem lat | Fot. Paweł Topolski

Dobrzy „zaopatrzeniowcy”
Radzieccy, a potem – po rozpadzie ZSRR w 1991 roku – rosyjscy żołnierze przebywali w leśnej bazie w Żdżarach osiem lat. Kiedy tu się zjawili, na pewno byli przekonani, że pozostaną na zawsze, lecz nieoczekiwanie zawalił się dawny porządek świata.
Z Rosjanami był pewien kłopot. Zdarzało się, że pijani jeździli gazikami po okolicy, kłusowali na leśną zwierzynę strzelając do niej z broni palnej, a nawet – jak podejrzewano – handlowali bronią w porozumieniu z przestępcami. Ale kiedy po latach rozmawiałem z mieszkańcami wioski, wielu dobrze ich wspominało. Okoliczną ludność z Rosjanami często łączyły wspólne interesy, a trzeba pamiętać, że mówimy także o czasach PRL-u, epoce wiecznych niedostatków. U Rosjan, niezawodnych „zaopatrzeniowców”, można więc było kupić to, czego brakowało w naszych sklepach: kolorowy telewizor, sokowirówkę, suszarkę do włosów, pralkę wiatkę – towar przywożony z ich kraju. Można było załatwić materiał budowlany, bo baza wojskowa znajdowała się w ciągłej rozbudowie i zawsze znajdowały się jakieś „nadwyżki”. Dostępne też było lewe paliwo do ciągników rolniczych, ale ludzie prędko z niego zrezygnowali, bo istniało podejrzenie, że jest mocno „chrzczone”.
Opowiadano mi, że nawiązały się nawet prywatne przyjaźnie z niektórymi „okupantami”. Pisywano do siebie listy, już po wyjeździe żołnierzy z bazy.

Jedyna taka…
Zupełnie osobną historią są wielokrotnie opisywane losy przystojnego porucznika Alika Mahmudowa, jednego z żołnierzy bazy spod Czarnej, który zakochując się w polskiej dziewczynie zdezerterował przed wyjazdem swoich wojsk, długo się ukrywał, by potem przyjąć polskie obywatelstwo i wiarę chrześcijańską. Dzisiaj mieszka i pracuje w Dębicy.
Coś pozostało po tamtych czasach. W lesie pod Żdżarami zachowany został potężny podziemny hangar z betonu, który mógł pomieścić kilka dużych wozów bojowych. Budowla wzbudza zainteresowanie, bo w Polsce południowo-wschodniej nie ma podobnych pamiątek z przeszłości. Baza w Żdżarach była jedyną bazą Armii Radzieckiej w tej części kraju.
Pierwsi radzieccy żołnierze w okolicach Żdżar pojawili się w 1985 roku. Najpierw mieszkali w wielkich wojskowych namiotach. Baza łączności troposferycznej BARS, z charakterystycznymi masztami uzbrojonymi w radary, została ukończona rok później. Ułatwiała ona kontakt między dowództwami Armii Radzieckiej w ZSRR i w dawnej NRD. Stacjonowało tu 160 żołnierzy oraz ich rodziny. Po ich wyjeździe w 1993 r. zachowały się fragmenty zrujnowanych obiektów wojskowych, m.in. bunkry i hangary oraz 4 – piętrowy blok mieszkalny dla oficerów. Wcześniej istniały plany znacznej rozbudowy bazy. Dziś, po uporządkowaniu terenu, ujrzeć można tylko potężny podziemny hangar, w pobliżu znajduje się też lokalne ujęcie wody, które zbudowali Rosjanie.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o