Same brawa to za mało

0
121
pielęgniarki

Rozmowa z Agatą, studentką pielęgniarstwa, która zwątpiła w swoje powołanie

REKLAMA

Wkrótce zdobędziesz piękny zawód. Był on zawsze bardzo potrzebny, choć nie w pełni doceniany, ale teraz, w okresie pandemii, może się zmienić jego postrzeganie. Tak jak w przypadku innych zawodów medycznych. Ludzie biją wam brawo. Cieszy to ciebie?
Cieszy, ale ogólna sytuacja zaczyna martwić.

Co cię martwi?
Moja przyszłość w tym zawodzie.

Nie rozumiem.
Ponieważ od dawna interesowały mnie w szkole przedmioty biologiczne i w liceum chodziłam do klasy o profilu biologiczno-chemicznym, najpierw myślałam o studiach medycznych. Nie przyjęli mnie, więc zaczęłam się zastanawiać między pielęgniarstwem i analityką medyczną. Wybrałam w końcu to pierwsze. Chociaż nie należę do Judymów tego zawodu, z wielu przyczyn odpowiada mi on i nie żałowałam swego wyboru. Tym bardziej, że z powodu braków kadrowych w szpitalach nie powinnam mieć kłopotu ze znalezieniem pracy, co w zbliżającym się kryzysie gospodarczym ma swoje znaczenie. Problem polega tylko na tym, że trochę obawiam się swojej zawodowej przyszłości…

Od kiedy się obawiasz?
Od chwili, gdy wybuchła epidemia koronawirusa. Wraz z koleżankami zaczęłam bardzo uważnie obserwować rozwój sytuacji. Myślę, że między bajki trzeba włożyć opowieści, że Polska była dobrze przygotowana na odparcie skutków pandemii. Gdyby rzeczywiście tak było, nie trzeba byłoby szyć maseczek nawet w więzieniach. W Tarnowie na szczęście nie dzieje się, jak dotychczas, nic strasznego, ale w szpitalach czy domach opieki społecznej w niektórych miastach był dramat. Część personelu na długi czas pozostała bez jakiegokolwiek wsparcia. Pielęgniarki i opiekunki znalazły się na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego. Niektóre pracowały po 24 godziny, z krótką przerwą na sen. Padały ze zmęczenia. Do dzisiaj koronawirusem zostało zakażonych prawie pół tysiąca pielęgniarek, ratowników medycznych i lekarzy, być może także dlatego, że zaniedbano sprawę odpowiednio dużej liczby testów wśród personelu. Cztery osoby, w tym trzy pielęgniarki, nie żyją. To dało wiele do myślenia, przynajmniej mi.

Co mianowicie?
To, że pielęgniarka to zawód sporego ryzyka, większego niż sobie wyobrażałam. Oczywiście, już wcześniej miałam pojęcie o swoim zawodzie, mamy praktyki w szpitalach, zdaję sobie sprawę ze specyfiki tego zawodu, jego trudów, wyzwań, które przed nim stoją i ze zdrowotnego ryzyka, które trzeba ponieść. Wiadomo przecież o pewnej liczbie zakażeń, jakim regularnie ulega personel w polskich szpitalach, niektóre są także dotkliwe w skutkach, na co dzień jednak nie wyglądało to tak tragicznie. Ale to, co zdarzyło się teraz, jest jak czarny sen.

Co szczególnie cię poruszyło?
O jednym już wspomniałam. O wielu pielęgniarkach w kraju, które zostały pozostawione same sobie, o ich bezsilności, o ich dramacie i dramacie ich rodzin. W naszym środowisku dużo emocji wywołał też spór z ministrem zdrowia o zapis [w ustawie o zwalczaniu COVID-19 z 19 kwietnia br.], według którego pielęgniarki i położne mogą być zmuszone do pracy w zmienionych grafikach lub będą mogły zostać na jakiś czas zamknięte na terenie szpitala bez możliwości powrotu do domu, do swoich bliskich. Mowa też była o tym, że możliwe jest również otrzymanie nieograniczonego w czasie polecenia pracy w godzinach nadliczbowych.

Tak, przypominam sobie. To było w kwietniu. Wtedy jeden z waszych związków zawodowych ostro zareagował, twierdząc, że ma się do czynienia wręcz z tymczasowym aresztowaniem, że ministerstwo chce zrobić z pielęgniarek i położnych niewolników, że zdewastowane zostały ich prawa i wolności obywatelskie. Z drugiej jednak strony mamy do czynienia z sytuacją absolutnie nadzwyczajną, a taka sytuacja wymaga nadzwyczajnych rozwiązań, zresztą nie tylko w naszym państwie. To naprawdę były warunki niemal wojenne. Nie wiedziałaś o tym?
Nigdy wcześniej nie myślałam, że coś takiego może się zdarzyć.

Może to błąd?
Może. A jeśli nawet, to chyba nie tylko mi zabrakło wyobraźni?

I co teraz?
Nic. Dokończę studia, pójdę do tego zawodu, ale będę o nim myślała już inaczej niż do tej pory. Na pewno będę się obawiała tego, co jeszcze może wydarzyć się w przyszłości. Jeżeli po wynalezieniu szczepionki koronawirus przestanie być groźny, możliwe, że jeszcze czekają nas inne niebezpieczne epidemie. Wiele się na ten temat mówi. Zawody medyczne staną się jeszcze bardziej ryzykowne. Teraz przekonujemy się o tym namacalnie, żyjemy ze świadomością, że niemożliwe jest jednak możliwe. I jeszcze jedno. Wcale nie mam wyobrażenia, że zawody pielęgniarki czy ratownika po tym, co się wydarzyło, będą bardziej doceniane. Mówiliśmy na początku, że społeczeństwo bije nam brawo, tylko że trzeba dodać, iż jedni biją brawo, a inni hejtują. Nie wątpię też, że kadra medyczna, która walczy z koronawirusem w szpitalach, powinna być odpowiednio dowartościowana finansowo. Ludzie są różni. Jedni są bardziej zdolni do wielkich poświęceń, ryzykując zdrowiem i życiem, bo tacy się rodzą, drudzy mniej, każdy potrzebuje innej motywacji. Ja nie jestem gotowa na wszystkie możliwe poświęcenia, mówię to szczerze. Ale od razu zaznaczam, że chciałabym wykonywać swój zawód uczciwie, rzetelnie. Myślę, że to powinno wystarczyć i że w podobny sposób myśli większość moich koleżanek.

Dlaczego od razu zakładasz, że mogłabyś się znaleźć w przyszłości w sytuacji koniecznych wielkich poświęceń i dramatycznych wyborów?
Od czasu pandemii uważam, że niczego w życiu nie można wykluczać.

Gdybyś wybierała kierunek studiów jeszcze raz, to?…
To poważniej bym się zastanowiła. Może w sensie psychicznym ja się do niego na nadaję, może rzeczywiście trzeba mieć wyjątkowe powołanie? Uważam jednak, że po tej historii z koronawirusem wiele dziewczyn w kraju, które decydowały się zostać pielęgniarkami, na pewno zmieni plany.

PS. Imię rozmówczyni zostało zmienione na jej życzenie

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o