Genealogia to jedna z dziedzin historii zajmująca się badaniem więzi rodzinnych między ludźmi. Skupia się na występującym między nimi pokrewieństwie i powinowactwie. Nad rozpoznaniem relacji rodzinnych pracuje genealog. Jest to osoba, która zawodowo bada więzi rodzinne, albo amator, który chce uzyskać informacje na temat swoich bliskich. Genealogów-amatorów przybywa, w tym również w Tarnowie i regionie. Coraz więcej osób chce poznać historię swojej rodziny, która niejednokrotnie skrywa niesamowite tajemnice.
Drzewo genealogiczne swojego rodu można budować na dwa sposoby – online oraz offline. Jedni decydują się upubliczniać historię swojej rodziny w sieci, inni wolą robić to w domowym zaciszu, bez zbędnego eksponowania danymi swoich najbliższych. Wiele osób chce poznać przodków z ciekawości. Bodźcem do tego jest również śmierć kogoś bliskiego z rodziny lub opowieść na temat przodków przy rodzinnym stole, a następnie chęć jej udokumentowania. Nie da się ukryć, że dziś zdecydowanie łatwiej jest szukać korzeni swojej rodziny niż jeszcze kilkanaście lat temu. Do dyspozycji mamy wiele serwisów internetowych, które w tym pomagają. Trzeba jednak pamiętać, że szukanie własnych korzeni nie jest proste, bo często znamy tylko dziadków, a już nazwiska pradziadków są dla nas obce. Z tego też względu tworzenie drzewa genealogicznego wymaga wytrwałości, cierpliwości, a czasem i znajomości języków obcych. Wszystko uzależnione jest od dostępności źródeł.
Ponad 10 tys. zł za genealogiczne drzewo
– Wiedzę czerpie się przede wszystkim z ksiąg metrykalnych, czyli urzędowych ksiąg odnotowujących fakt wystawienia dokumentu i dokonania czynności publicznoprawnej, które zakładane są dla potrzeb własnych przez administrację państwową lub kościelną. Wiele informacji na temat przodków znajdziemy również w księgach notarialnych, a także źródłach kartograficznych. Dostęp do nich jest łatwy, ponieważ wszystkie archiwa państwowe są dostępne dla obywateli – tłumaczy Mateusz Reczek z Lichwina (gm. Pleśna), który stworzył gigantyczne drzewo genealogiczne, gromadząc ponad 550 bezpośrednich przodków skupionych w 13 pokoleniach. – W swoim drzewie mam osoby, które urodziły się w 1628 roku. Nie ukrywam, że aby dotrzeć do przodków sprzed tylu lat musiałem poświęcić na to bardzo dużo czasu i sporo pieniędzy. Na co dzień prowadzę biuro badań genealogiczno – historycznych. Zainteresowanie szukaniem przodków jest coraz większe, dlatego nie narzekam na brak zleceń. Zapanowała swego rodzaju moda na zgłębianie historii oraz odkrywanie tajemnic rodzinnych.
Zlecenie znalezienia jednego dokumentu (aktu urodzenia, małżeństwa, zgonu) to koszt 30 zł. Jeżeli dany dokument trzeba przetłumaczyć na język polski, to także wiąże się z dodatkową opłatą wynoszącą około 30 zł. Oprócz tego mogą pojawić się koszty związane ze sprowadzeniem ksiąg z właściwego archiwum lub koszty wyjazdu do innej miejscowości. Dlatego sporządzenie dobrego i dużego drzewa genealogicznego od podstaw to wydatek sięgający nawet ponad 10 tys. zł.
– Ciekawostką jest fakt, że osobom, które poszukują informacji o przodkach, często nie wystarczają suche fakty, wolą dopłacić i dowiedzieć się szczegółów z życia swoich pradziadków, łącznie ze zdobyciem ich zdjęć. Fotografie możemy znaleźć w takich dokumentach, jak wnioski dowodowe, dokumentacja pracownicza czy świadectwa maturalne. Ciekawych przypadków szukania przodków z naszego regionu nie brakuje. Miałem klienta z Zakliczyna, który był zainteresowany stworzeniem drzewa genealogicznego. Okazało się, że jedna z jego prababek była… szlachcianką i dzięki temu udało nam się dotrzeć aż do XIV wieku, do właścicieli rodu Rożenów, czyli budowniczych zamku w Rożnowie – mówi Mateusz Reczek.
„Błękitna krew” jest wyjątkiem
Wiele osób szuka swoich korzeni rodzinnych z nadzieją, że płynie w nich „błękitna krew”, że mają jakiś związek z rodziną arystokratyczną. Fakty są jednak brutalne. Zaledwie 8 proc. ludności w przedrozbiorowej Rzeczpospolitej stanowiła szlachta. Tym samym szanse na to, aby nasi przodkowie wywodzili się z rodziny szlacheckiej, nie są zbyt duże. Genealodzy twierdzą jednak, że radość z poznania historii własnej rodziny na dalszy plan spycha informację, czy wywodzimy się z rodów szlacheckich, czy chłopskich.
– Nawet los rodziny chłopskiej jest ważny dla osób, które zaczynają budować drzewo genealogiczne swojego rodu. Może się bowiem okazać, że ktoś był kmieciem, a może zagrodnikiem lub komornikiem… Szukamy informacji, ile posiadał ziemi, jakim rzemiosłem się zajmował… – mówi Paulina Starzec, prezes Towarzystwa Genealogicznego Ziemi Tarnowskiej. – Znam kilka wyjątkowych historii osób z regionu, które poszukiwały informacji o swoich przodkach. Sama również mam taką historię. Swego czasu przeczytałam w księdze sądowej wiejskiej o pewnym mężczyźnie, który oskarżył jedną z dziewczyn o… czary. Okazało się, że zachorował. Zapytał o swoją chorobę znachorkę, ta stwierdziła, że musiał paść na niego jakiś urok. Po czasie stwierdził, że uczyniła to córka sąsiadów, ponieważ chciała go za męża, a ten jej nie chciał. Ostatecznie doszło do… procesu sądowego, który trwał ponad 3 lata. Sąd stwierdził, że dziewczyna była niewinna zarzucanych jej czynów. Najciekawsze jest to, iż mężczyzna okazał się… moim przodkiem. Moim przodkiem był także brat dziewczyny, która miała rzucić urok. Wszystko działo się w 1753 roku… – opowiada Paulina Starzec.
Od września Towarzystwo Genealogiczne Ziemi Tarnowskiej będzie organizowało raz w miesiącu w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Juliusza Słowackiego w Tarnowie wykłady związane z tworzeniem drzew genealogicznych. Oprócz tego pojawią się także darmowe konsultacje genealogiczne. Specjaliści będą pomagać rozwiązywać problemy, wskazywać źródła czy też polecać osoby, które mogą pomóc w tworzeniu drzewa.


![Kolizja na ruchliwym skrzyżowaniu w Tarnowie. Ruch odbywa się wahadłowo [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2025/12/Zdjecie-WhatsApp-2025-12-06-o-15.28.05_165d4e1c-218x150.jpg)





















