REKLAMA

Pochodząca z Zakliczyna, a od 20 lat mieszkająca w Warszawie, Gabriela Rosiek od kilku lat publicznie dzieli się historią cudu, jakiego doświadczyła jej rodzina. Niedawno opowiedziała o tym na kanale YouTube dziennikarza Bogdana Rymanowskiego. Czy wiara rzeczywiście może czynić cuda?

Choroba, która zmieniła wszystko

20 lat temu Gabriela Rosiek przeprowadziła się do Warszawy. Miała wówczas 19 lat. To właśnie w stolicy założyła rodzinę. Ze swoim mężem Markiem doczekali się trójki dzieci.
W 2018 roku, kilka miesięcy po narodzinach najmłodszego syna, wraz z mężem zostali wystawieni na trudną próbę. Marek poważnie zachorował. Początkowo objawy przypominały zwykłe przeziębienie, jednak choroba szybko się pogłębiała. 22 kwietnia jego stan stał się krytyczny – nie mógł oddychać. Po trudnej walce o pomoc medyczną trafił do szpitala, gdzie okazało się, że ma rozległe uszkodzenie płuca i znajduje się w stanie zagrożenia życia.

– Mój mąż przeszedł kilka operacji i trafił na oddział intensywnej terapii. W pewnym momencie doszło do sepsy, a lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Jego organizm przestawał funkcjonować, my przygotowywaliśmy się na najgorsze – mówi Gabriela Rosiek.
Kobieta nie ukrywa, że wówczas nieustannie modliła się o jego życie.
– Doświadczałam głębokiej duchowej walki i wewnętrznych poruszeń, które prowadziły mnie do konkretnych działań. W moim życiu zaczęły dziać się niewytłumaczalne rzeczy. Pewnej nocy przyśnił mi się Pan Jezus w białej szacie i powiedział, że o życie Marka toczy się wielka walka. Zapytałam: „Jezu, czy on umrze? ”. Jezus nie odpowiedział, tylko z uśmiechem zaprowadził mnie do łóżka męża i kazał być przy nim cały czas. Po chwili zobaczyłam tłum demonów, które chciały go zabić, ale moja modlitwa była jego osłoną. Stał za mną, więc nie mogły mu nic zrobić. Modliłam się bardzo intensywnie, lecz zaczynałam opadać z sił, bo demony były bardzo silne. Wtedy pojawiła się Maryja, która stanęła pomiędzy nami a nimi i stała się naszą tarczą – opowiada.
Gabriela Rosiek przez cały czas choroby męża codziennie rano chodziła do kościoła. Podczas jednej z mszy, jak zwykle, zapytała Jezusa, co ma uczynić, aby jej mąż żył.
Kiedy wychodziła z kościoła, w drzwiach usłyszała wewnętrzny głos: „Zamów mszę za Marka za wszystkie pieniądze, które masz w portfelu”.

REKLAMA (2)

– Zaczęłam się nad tym zastanawiać, ponieważ miałam przy sobie ostatnie 900 zł. Zdecydowałam się jednak zaufać Jezusowi i powiedziałam: „Panie Jezu, zrobię to, ale proszę, zadbaj o to, żebyśmy mieli co jeść”. Wróciłam do zakrystii, podeszłam do księdza proboszcza. Wyjęłam pieniądze i rozpłakana powiedziałam: „Mój mąż umiera i chcę zamówić mszę za te pieniądze, aby każdego dnia była odprawiana msza w intencji jego uzdrowienia”. Kolejnego dnia, w drodze do szpitala, odwiedziłam teściów. Był tam brat Marka, który wręczył mi 1000 zł, chcąc mi pomóc. Następnego dnia znalazłam w skrzynce awizo – okazało się, że przysługuje mi wypłata w wysokości 6700 zł z zasiłku macierzyńskiego, a dokładniej wyrównanie za kilka miesięcy, o którym kompletnie zapomniałam. Zdałam sobie wtedy sprawę, że był to test mojego zaufania dla Jezusa. Cieszyłam się, że udało mi się go zdać… – mówi.

Wiara czyni cuda

Stan męża jednak się nie poprawiał. Podczas kolejnej wizyty w kościele Gabriela ponownie zapytała Jezusa, co ma zrobić. Usłyszała wewnętrzny głos mówiący jej: „Przejdź na kolanach z OIOM-u do szpitalnej kaplicy”. – Zastanawiałam się, jak mam to zrobić – Marek leżał na drugim piętrze, trzeba było zejść schodami w dół, wyjść na zewnątrz, obejść patio, po czym wejść drugim wejściem do głównego holu szpitala, a stamtąd po schodach na trzecie piętro do kaplicy. W dodatku w szpitalu było dużo ludzi. Bałam się, co pomyślą. Odwlekałam to przez trzy dni, ale za każdym razem podczas wizyty w kościele słyszałam ten sam głos i to samo polecenie. Gdy lekarze powiedzieli, że nic więcej nie mogą zrobić, potraktowałam to jako znak. Rozpłakałam się i zaczęłam iść na kolanach z OIOM-u schodami w dół, modląc się: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nad nami”. Doszłam do kaplicy, gdzie była całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu. Tam położyłam się krzyżem i ofiarowałam tę drogę za Marka i jego uzdrowienie. Powiedziałam: „Panie Boże, skoro już przeszłam na tych kolanach, to proszę Cię, daj mi słowo, że Marek będzie żył” – opowiada pani Gabriela.

W jej głowie pojawiła się myśl, aby otworzyć Pslam 41. – Odnalazłam go i przeczytałam, a brzmi on tak: „Szczęśliwy ten, kto myśli o biednym <i o nędzarzu>, w dniu nieszczęścia Pan go ocali. Pan go ustrzeże, zachowa przy życiu, uczyni szczęśliwym na ziemi i nie wyda go wściekłości jego wrogów. Pan go pokrzepi na łożu boleści: podczas choroby poprawi całe jego posłanie. Mówię: „O Panie, zmiłuj się nade mną; uzdrów mnie, bo zgrzeszyłem przeciw Tobie! ” … Pan ustrzeże go i zachowa przy życiu”. Zdałam sobie wówczas sprawę z tego, że Jezus dotrzyma słowa i mój mąż będzie żył…

REKLAMA (3)

Dzielić się świadectwem

Dziś mąż Gabrieli jest zdrowy. Wszystkie jego narządy funkcjonują prawidłowo, mimo że rokowania były bardzo złe. Lekarze nie potrafią wytłumaczyć jego powrotu do zdrowia. Niektórzy nazywają to po prostu cudem.
– Wiem, że nie wszyscy uwierzą, ale jestem przekonana, że to działanie Jezusa. Jeden z lekarzy powiedział mi, że medycyna zrobiła wszystko, co mogła, a reszta to działanie Boga – mówi. Po czterech latach poprosiła jednego z medyków o zaświadczenie potwierdzające cud – wystawił je bez wahania.
16 czerwca 2023 roku, jako wyraz wdzięczności, wraz z rodziną uczestniczyła we mszy w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, podczas której przyjęli Tarczę Najświętszego Serca Pana Jezusa. – Mój mąż wykonał z blachy miedzianej Serce Jezusa jako wotum dziękczynne. Dziś z radością szerzymy kult Najświętszego Serca Pana Jezusa i propagujemy przyjęcie Tarczy. Prowadzimy dzieło „Wielkie Zawierzenie”.

Akt zawierzenia może być przeprowadzany w parafiach podczas nabożeństw pierwszego piątku miesiąca lub w niedzielę po nim. Po mszy wierni wspólnie odmawiają akt zawierzenia, a następnie otrzymują indywidualne błogosławieństwo. W Polsce działa już kilkadziesiąt parafii, które przeprowadziły taki akt. W diecezji tarnowskiej jest to m.in. kościół przy klasztorze sióstr bernardynek w Kończyskach, koło Zakliczyna.
Gabriela Rosiek podkreśla, że hierarchowie Kościoła z uwagą i aprobatą przyglądają się jej działalności. – Czuję, że mam misję dzielenia się tym, co spotkało moją rodzinę. Moim marzeniem jest uzyskać błogosławieństwo dzieła z rąk papieża Leona XIV – mówi.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE