Wszystkie plagi Tarnowa

0
363
Tarnów-plagi
W 2004 r. ogień strawił restaurację „Podzamcze” na Górze św. Marcina. W akcji jego gaszenia śmierć poniosło dwóch strażaków | Fot. Paweł Topolski
REKLAMA

W przeszłości tarnowianie wielokrotnie musieli walczyć z epidemiami różnych chorób, ale także z innymi klęskami: pożarami, które trawiły miasto, a nawet z… trzęsieniem ziemi. Skutki plag odczuwano nieraz długo, ale zawsze życie wracało do normy, a miasto rozwijało się dalej.

REKLAMA

W Tarnowie cholera się nie udaje
W dziejach miasta nie brakuje wydarzeń, z zachowaniem wszelkich proporcji, podobnych do tego, tych jakie przeżywamy dzisiaj. Zarazy nie raz i nie dwa atakowały mieszkańców Tarnowa. Z kronik wiemy na przykład o dwóch epidemiach, które dotknęły tarnowian w XVI wieku, a więc okresie, jaki historycy uznają za pomyślny w dziejach miasta. Pierwsza miała miejsce w 1516 roku. Liczba zmarłych musiała być znaczna, skoro samych zakonników z klasztoru Bernardynów było czternastu. Skutkiem epidemii stało się między innymi wstrzymanie prac przy miejskich murach.
Pół wieku później, w 1572 roku, miasto musiało walczyć z kolejną falą zarazy. Najtragiczniejsze jednak epidemie w dziejach Tarnowa dotknęły miasto w kolejnym stuleciu. Epidemia, która rozpanoszyła się w latach 1622-1623 zdziesiątkowała mieszkańców miasta, zabierając około 300 ofiar, wśród nich znane osobistości! Z jej powodu umarł między innymi Sebastian Drzewicki prowadzący od dwudziestu lat aptekę oraz kram z przyprawami na Rynku. Pełnił funkcję burmistrza, był rajcą miejskim, ławnikiem w sądzie wójtowskim. Minęły zaledwie trzy dekady i w latach 1652-1653, a więc w czasie pomiędzy Powstaniem Chmielnickiego a wojną polsko-szwedzką w mieście zapanowała pandemia dżumy, czarnej ospy oraz tyfusu plamistego. Trwała niemal rok, największa jej kumulacja nastąpiła latem 1653 roku. Jak wynika z kronik bernardyńskich w jej wyniku zmarło około 1500 osób, a sam Tarnów miał liczyć wówczas 1700 mieszkańców.
Najtragiczniejsza pandemia w dziejach miasta rozpoczęła się na krańcach południowo-wschodnich Rzeczypospolitej zniszczonych wojną i stamtąd dotarła do Tarnowa. Taki był uboczny skutek licznych wojen, które w owym czasie prowadziła Rzeczypospolita. Kolejna zaraza zaatakowała Tarnów na początku XVIII wieku. Według bernardyńskiego kronikarza miała pozbawić życia około tysiąca osób. Ważnym wydarzeniem w mieście stało się utworzenie w 1776 roku przez rząd austryjacki (cztery lata wcześniej Tarnów stał się austryjackim łupem w ramach tzw. I rozbioru Polski) urzędu fizyka miejskiego, którego zadaniem miało być zwalczanie epidemii oraz nadzór nad przepisami sanitarnymi. Pierwszym został Eustachy Hieronim Khittel, lekarz Sanguszków. Pomimo tego w XIX wieku do miasta dotarły trzy fale epidemii cholery, pierwsza w okresie Wiosny Ludów w latach 1848-1849, druga w 1873 roku. Udało się ją opanować dzięki działaniom fizyka miejskiego Józefa Demetrykiewicza. Tarnowianie żartowali później, że w ich mieście „nawet cholera się nie udaje”. Trzecia fala tej choroby zaatakowała w 1894 roku, w jej wyniku zmarło 40 osób.
Ostatnia groźna zaraza miała miejsce podczas II wojny światowej, kiedy w tarnowskim więzieniu wybuchła epidemia tyfusu plamistego, która następnie „rozlała się” na miasto. Udało się ją opanować w ciągu kilku miesięcy, do czego przysłużył się jeden z więźniów – lekarz Maciej Waręda.

Jak nie zaraza to pożar
Równie groźne dla miasta były pożary, zdarzające się nawet częściej niż zarazy. Może nie ginęło w nich tyle ludzi, co umierało podczas epidemii, ale ich skutki dla rozwoju miasta bywały opłakane. Pożary w latach 1483-1484 strawiły większość zabudowań. W dokumencie z epoki napisano, że Miasto jest wyludnione, dochody z handlu nie istnieją, domy mieszkalne, posiadłości są zniszczone wyludnione i porzucone. Jan Amor Tarnowski zwolnił od wszelkich opłat i czynszów na lat 10 mieszczan, którzy w pożarze stracili cały dobytek.
Kilka poważnych pożarów przyniósł kolejny wiek, ogień niszczył nie tylko domy mieszczańskie, ale także kościół kolegiacki oraz ratusz. Prawdziwą plagę przyniosły stulecia XVII oraz XVIII. Dzieje miasta pełne są notatek o wybuchających regularnie pożarach i ich skutkach. Miasto wyludniało się, w 1717 roku miało liczyć zaledwie 300 mieszkańców. W 1865 roku ogień uszkodził nawet pałac książąt Sanguszków w pobliskich Gumniskach. Wraz z postępem technicznym liczba pożarów zaczęła spadać, ale zdarzały się także współcześnie. W 1968 roku ogień strawił ważną halę produkcyjną Zakładów Mechanicznych powodując gigantyczne straty finansowe. W 2000 roku spłonął budynek przy ulicy Fredy, w którym mieścił się Wydział Zdrowia Urzędu Miasta Tarnowa i siedziba Tarnowskiej Telewizji Kablowej. Cztery lata później ogień strawił znaną restaurację „Podzamcze” na Górze św. Marcina. W akcji gaszenia śmierć poniosło dwóch strażaków.
Dzieje miasta odnotowały także inne nieszczęścia, na przykład katastrofalne gradobicia oraz powodzie, kiedy po tarnowskich ulicach potrafił rozlać się potok Wątok, a nawet… trzęsienie ziemi. Wystąpiło ono 3 grudnia 1786 roku. Jego epicentrum miało miejsce na Pogórzu Śląskim, ale w Tarnowie spowodowało pęknięcia ścian niektórych budynków.
W przeszłości różnie więc bywało, zawsze jednak tarnowianie radzili sobie z nieszczęściami i problemami stwarzanymi przez naturę.
Przy pisaniu artykułu korzystałem z książek: ”Tarnów-dzieje miasta i regionu” pod redakcją Feliksa Kiryka i Zygmunta Ruty, „Kroniki Tarnowa” autorstwa Krzysztofa Moskala oraz ze źródeł internetowych.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments