Z bębnem do Afryki

0
75
Piotr Czarniecki (w środku) z uczestnikami warsztatów, w trakcie których prowadzona jest nauka gry na djembe
REKLAMA

Wyjazd zamierza wykorzystać też na filmowanie i fotografowanie. Po powrocie chce reminiscencje z podróży zaprezentować na wystawie.
Piotr pochodzi z Olecka w województwie warmińsko‑mazurskim. To właśnie tam od lat organizowany jest festiwal pod nazwą „Przystanek Olecko” – klimatyczna etnoimpreza, na której już od pierwszych edycji nie brakowało psich zaprzęgów, indiańskich namiotów i bębniarzy.
– Bębny od razu przykuły moją uwagę. Wiedziałem, że to instrument, na którym chcę nauczyć się grać. Pamiętam, jak po jednej z takich imprez mojemu wujkowi udało się pożyczyć bęben od znajomego. Sąsiedzi nie mieli spokoju przez kilka dni – śmieje się bębniarz, który w Tarnowie zamieszkał ponad 10 lat temu.
Kiedy pojawił się w mieście, tworzone było właśnie Centrum Animacji Społecznej „Horyzonty”. – Dzięki temu z moją pasją mogłem wyjść do ludzi. Już wtedy uczyłem chętnych chodzić na szczudłach i tańczyć z ogniem, ale to gra na djembe była w dalszym ciągu tym, co umiałem robić najlepiej i co sprawiało mi największą radość. Szybko okazało się, że chętnych do bębnienia nie brakuje, również wśród najmłodszych. – Zajęcia z przedszkolakami pokazują, że poprzez grę na bębnach maluchy nie tylko szkolą swój słuch muzyczny, ale również rozwijają koordynację wzrokowo-ruchową, a przede wszystkim uwalniają emocje. Podczas naszych spotkań poznajemy różnicę między dźwiękiem a ciszą oraz uczymy się koncentracji. To idealny sposób nie tylko na integrację, ale również na wyciszenie się i zrelaksowanie. Podobne efekty da się zauważyć również podczas zajęć dla dorosłych. Opierając je na grze na bębnach, swobodnym tańcu, a czasem też śpiewie, prowadzę spotkania integrujące pracowników w firmach.
Gra na djembe nie jest trudna, problemem może okazać się jedynie zakup instrumentu – taki do szkolenia techniki gry kosztuje około 300 zł. Lepsze modele sięgają kilku tysięcy złotych. – Grę na djembe możemy doskonalić w każdym miejscu i o każdej porze dnia, np. uderzając dłońmi o stół czy parapet. Jeżeli ktoś jest bardzo uparty, może również wykonać bęben samodzielnie. Pierwszy bęben zrobił dla mnie znajomy, jeden sam wystrugałem. W Internecie roi się od instrukcji, jak tego dokonać. Pracy przy tym jest sporo, ale satysfakcja z gry na własnoręcznie zrobionym instrumencie jest ogromna. Wydamy też mniej pieniędzy…
Na początku lutego Piotr udaje się w wymarzoną podróż do stolicy Gwinei – Konakry, gdzie będzie szkolił się z nauki gry na djembe u tamtejszego mistrza, a także zgromadzi materiał w formie wideo i fotografii, który będzie wykorzystywał podczas organizowanych przez siebie warsztatów. – Jestem już po pierwszych rozmowach z tarnowskim magistratem. Włodarze miasta wyrażają zainteresowanie, aby materiał z mojej podróży posłużył do przygotowania wystawy, na której można byłoby bliżej poznać kraj, kulturę oraz codzienne życie w Gwinei, wzbogacone oczywiście o grę na djembe. Bilet już mam, czekam na wizę. Pozostała jeszcze najmniej przyjemna część przygotowań, czyli szczepienia – mówi bębniarz. Dodaje, że podróż jest kosztowna, więc zainteresowane osoby i firmy mogą wesprzeć go finansowo, a w zamian mogą liczyć na atrakcyjne prezenty.
– Mam nadzieję, że dzięki tej podróży uda mi się wzbogacić o nowe umiejętności i inspiracje do tworzenia kolejnych zajęć. Liczę też na dużo zdjęć i materiałów filmowych, którymi będę mógł podzielić się z tarnowianami – kończy Piotr.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments