Zakochana w bilardzie

0
88
ewa-bak
REKLAMA

Ewa Bąk trafiła na bilard dość przypadkowo, ale sport od zawsze miała we krwi. Przez osiem lat trenowała taniec towarzyski, w szkole uprawiała różne sporty, była bardzo aktywna. Kiedy okazało się, że nie ma partnera, z którym mogłaby dalej tańczyć, w jej życiu zaczęło czegoś brakować. Wtedy postanowiła spróbować swoich sił przy stole bilardowym, o co nie było trudno. Wystarczyło w domu wyjść z pokoju i zejść piętro niżej, gdzie znajdowały się stoły Andrzeja Grzyba, jej wujka, niegdyś prezesa Unii Tarnów, który już od wielu lat prowadził w Tarnowie klub bilardowy. W wieku 17 lat zaczęła więc trenować.

REKLAMA

 

Wielki talent
– Nigdy nie sądziłam, że jest to gra, która może tak bardzo wciągnąć kobietę. Kiedy po raz pierwszy stanęłam przy stole bilardowym, grałam całą noc. Wujek wyjaśnił mi podstawowe kwestie techniczne i dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko. Po prostu pokochałam ten sport – opowiada Ewa Bąk.
Miała prawdziwy bilardowy talent. Do klubu przychodzili różni młodzi ludzie i często nie nadawali się do tego sportu: albo szybko rezygnowali, albo okazywało się, że nie mają odpowiednich cech, aby osiągnąć sukces. Andrzej Grzyb mówi, że Ewa od początku wykazywała duże predyspozycje.
– Była waleczna, co jest niezwykle ważne, i wiedziałem, że jest to bardzo dobry materiał na sportsmenkę. Nie wyzwoli się ambicji sportowych w kimś, dla kogo myślenie i zawziętość są obojętne. Ewa przegrywała mecz, lały się łzy, była wściekła, brała kij i zła szła do domu, przeżywała porażkę. Ale następnego dnia wracała i chciała poprawić błędy. Wtedy wiadomo, że taka porażka jest tylko etapem drogi do zwycięstwa – twierdzi.
Ewa Bąk miała przede wszystkim ogromną determinację. Jako młoda dziewczyna potrafiła łączyć naukę z uprawianiem sportu. Ukończyła I Liceum Ogólnokształcące w Tarnowie, później studiowała fizjoterapię w PWSZ. Na początku zdarzało się tak, że trenowała nawet po dziesięć godzin dziennie. Wiele nauczyła się od starszych chłopaków, którzy w klubie jej wujka grali od lat i osiągali duże sukcesy.
– W liceum i na studiach moi nauczyciele bardzo mi pomagali, nieraz usprawiedliwiali nieobecności, dzięki czemu miałam czas na treningi. Na początku spędzałam przy stole co najmniej kilka godzin dziennie, później było o to trudniej, bo rozpoczęłam kolejny etap studiów w Krakowie. Ale uważam, że jeśli coś się naprawdę kocha, to wszystko da się pogodzić – mówi.


Sukcesy i kontuzja
Kariera tarnowianki rozwijała się w bardzo szybkim tempie. Zakwalifikowała się do Pucharu Polski, zaczęła zajmować coraz wyższe miejsca w turniejach, w końcu znalazła się w ścisłej krajowej czołówce. W 2004 wygrała w Pucharze Polski, rok później dwukrotnie zwyciężała w mistrzostwach Polski w różnych odmianach bilardu, zajęła też drugie miejsce w Olimpiadzie Sportów Nieolimpijskich. Z zawodów przyjeżdżała do domu, trenowała, chodziła na uczelnię…
W 2008 roku Ewa Bąk doznała kontuzji związanej z przeciążeniem. Diagnozy były różne, lekarze mówili, że nie wróci już do sportu. Ale nie poddawała się, cierpliwie czekała, aż w końcu po czterech latach przerwy znów mogła stanąć przy stole bilardowym. Opłaciło się czekać. W grudniu 2012 roku została wicemistrzynią Polski w Pool Bilard (odmiana z 10 bilami).
– Miałam małą szansę na powrót do sportu, ale wiedziałam, że to się uda. Stało się coś jeszcze. Kiedyś bilard był moją codziennością, sukcesy traktowałam normalnie. Teraz zdobycie wicemistrzostwa Polski sprawiło, że cieszyłam się jak dziecko. Grubą kreską oddzieliłam więc to, co było kiedyś, od tego, co jest teraz. W moim życiu przewartościowały się pewne sprawy i czuję, że kontuzja miała czemuś służyć. Wicemistrzostwo kraju to dla mnie nowy rozdział w życiu – twierdzi.
Tarnowska zawodniczka wróciła do sportu z radością i dużą siłą psychiczną. Podczas Pucharu Polski Kobiet przegrywała w pewnym momencie 0:4, grając do sześciu wygranych partii. Dla wszystkich była na straconej pozycji, ale nie poddała się. Wskrzesiła wiarę w powodzenie i ostatecznie zwyciężyła 6:5. Ewa Bąk twierdzi, że w sporcie najważniejsze jest pokonanie strachu przed przegraną. Sama wygrała z kontuzją, teraz liczy na to, żeby powrócić do regularnej i stabilnej formy.

 

Dlaczego bilard?
Bilard to wbrew pozorom bardzo trudny i skomplikowany sport, który nie polega tylko na wbijaniu bil do pakietu. Trzeba też logicznie myśleć, wybierać kolejność uderzeń i sposób rozgrywania. Zawodnik uczy się cały czas, bo to trudna technicznie gra. Nie ma bilardzisty na najwyższym poziomie, który ciągle nie szlifuje techniki. Ewa Bąk także regularnie trenuje. Ma w domu własny stół, więc u siebie w dużym zakresie może realizować elementy treningu.
– Na takim etapie umiejętności trening polega tylko na poprawianiu i utrwalaniu już nabytych elementów gry, bo o wyniku decydują niuanse. Porażka Ewy w półfinale ostatnich zawodów pucharowych była kwestią dwóch błędów. Zagrała ryzykownie i odważnie, nie odpuściła. Taka gra w perspektywie czasu zaprocentuje bardziej niż gra zachowawcza – twierdzi Andrzej Grzyb.
Oprócz techniki, bilard wymaga też świetnego przygotowania fizycznego. W dniu turniejowym zawodnik pokonuje przy stole kilkadziesiąt kilometrów, kilkaset razy trzeba uderzać bilę, mięśnie muszą być przygotowane, do tego ważna jest kondycja nie tylko fizyczna, ale też psychiczna, bo mecze wymagają koncentracji i opanowania. Podczas treningów zawodnicy szkolą więc nie tylko technikę, ale muszą zadbać również o relaks i rekreację.
– To wymagający sport. Ważna jest kondycja, myślenie przestrzenne i strategiczne, wyprzedzanie sytuacji na stole i rozwiązywanie problemów. Nie chodzi o to, aby wbić jedną bilę i nie wiedzieć, co dalej zrobić, ale trzeba zaplanować sobie cały układ zdarzeń, by nic nas nie zaskoczyło – twierdzi Ewa Bąk. – To piękna gra, która uczy pokory i umiejętności opanowania stresu. W trakcie meczu mogę odciąć się od świata zewnętrznego, jestem tylko ja i stół.

 

Brak popularności
Tarnowska zawodniczka żałuje, że bilard w Polsce wciąż nie jest tak popularny jak w Europie i na świecie. Co prawda w każdym większym mieście są kluby bilardowe, a polscy bilardziści należą do najlepszych na świecie, ale w świadomości społecznej bilard jednak nie istnieje. Ministerstwo Sportu podzieliło niedawno dyscypliny sportowe na ważniejsze i mniej istotne, które w różny sposób będą dotowane, co wpłynie na ich rozwój. Bilard znalazł się dopiero w trzeciej grupie sportów nieolimpijskich mimo faktu, że Polacy są wielokrotnymi mistrzami Europy, mamy też juniorskich mistrzów świata.
– Wielu bilardzistów jest dziś dla siebie trenerem, koordynatorem i menadżerem. Ten sport nie jest jeszcze w Polsce tak rozpowszechniony, by móc uprawiać go profesjonalnie i z niego żyć, trzeba więc łączyć treningi i zawody z pracą zawodową – mówi Ewa Bąk. – Szkoda, bo bilard powinien być bardziej promowany. Pomaga młodym ludziom w kulturalny i pożyteczny sposób spędzać czas, poza tym uczy bardzo wiele. Każdy może grać, rozwijać swoje umiejętności niezależnie od wieku.
Tarnowska zawodniczka zapowiada, że możliwymi środkami będzie starać się popularyzować ten sport. W bilard można grać do podeszłego wieku, więc jeśli tylko dopisze jej zdrowie… W tym sezonie Ewę Bąk czekają jeszcze kolejne edycje Pucharów Polski, które pozwolą zakwalifikować się jej do grudniowych mistrzostw kraju. Wobec tak dużej determinacji kolejne sukcesy stają się kwestią czasu.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o