Załóżmy się…

0
102
bukmacherzy

Obstawianie wyników sportowych spotkań stało się powszechne. Niektórzy z obstawiających zakłady uważają, że są w stanie się z tego utrzymać, inni zakładami się bawią, jeszcze inni popadają w uzależnienie i tracą majątki…

REKLAMA

Aby wygrać, trzeba grać
Najnowsze badania pokazują, że aż 6 mln Polaków korzysta z nielegalnych zakładów bukmacherskich w Internecie. Tych, którzy przynajmniej raz obstawili wynik meczu w legalnych punktach bukmacherskich, jest znacznie więcej.
– Ta zabawa wciąga! – nie ma wątpliwości Andrzej Mizera, który od przeszło 15 lat obstawia wyniki meczów w Internecie i salonach. – Uważam, że osoba, która przynajmniej raz zdecyduje się postawić pieniądze na sportowy zakład, a do tego uda się jej poprawnie wytypować rozstrzygnięcie, na pewno na jednym razie nie poprzestanie. Kiedy ja zaczynałem swoją przygodę z zakładami, obstawianie sportowych spotkań nie było jeszcze tak popularne. Co więcej, Internet wówczas raczkował, więc o zakładach on‑line nie było w ogóle mowy. Teraz bez wychodzenia z domu jednym kliknięciem myszki jesteśmy w stanie obstawić wynik meczu z tak egzotycznych lig, jak indyjska, filipińska czy zambijska.
Okazuje się, że Polacy wydają rocznie na zakłady bukmacherskie ponad 5 mld zł. Dla jednych jest to zabawa, dla drugich forma dorobienia do pensji, inni uważają to za główne źródło dochodu. Osób, które mogą się z tego utrzymywać, nie jest jednak zbyt wiele. Statystyki są jasne – w dłuższej perspektywie aż 95 proc. grających traci, a nie zarabia pieniądze u bukmachera. Przypadek gracza z Płocka, który w 2008 roku złożył 37 podobnych zakładów na łączną kwotę blisko 18 tys. zł, wygrywając przy tym ponad 330 tys., jest jednym z nielicznych wyjątków.
– Dla mnie zawsze to było hobby. Nie wydaję na obstawianie wyników spotkań więcej niż 300 zł miesięcznie. Nawet w przypadku wysokiej wygranej pieniądze wpłacam na konto i gram za kwotę, którą zaplanowałem sobie z początkiem miesiąca – mówi Andrzej i dodaje: – Mówi się, że aby coś wygrać, trzeba grać. Znam jednak osoby, które wzięły te słowa głęboko do serca i dziś kompletnie nie mają umiaru. Są też tacy, którzy zdobyli większą wygraną, a następnie stracili wszystko na kolejne gry. Później pożyczają od znajomych na dalsze obstawianie meczów, aby tylko się odegrać. Żal patrzeć, bo długi rosną…

W Tarnowie piłka nożna i żużel
Pomimo tego, że zakłady bukmacherskie w Polsce rosną w siłę, wciąż są daleko chociażby za swoimi angielskimi odpowiednikami. O ile polscy gracze w 99 proc. obstawiają sport, o tyle Anglicy obstawiają już niemal wszystko. Zakłady dotyczące imienia dziecka pary królewskiej, nazwiska nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych czy nowego papieża nikogo już nie szokują, zwłaszcza że jeszcze kilka lat temu angielskie firmy bukmacherskie przyjmowały zakłady na to… kto uśmierci Harry’ego Pottera!
– Polsce jeszcze daleko do tego typu zakładów – mówi pracownica jednego z tarnowskich lokali bukmacherskich. – Tarnowianie najczęściej obstawiają piłkę nożną i oczywiście żużel. Nieco mniej siatkówkę, koszykówkę czy tenis. Popularne w ostatnim czasie stały się również skoki narciarskie, a to za sprawą sukcesów naszych skoczków. Nasz lokal odwiedzają zarówno kobiety, jak i mężczyźni, aczkolwiek panów jest zdecydowanie więcej. Dawniej pojawiali się ludzie starsi, emeryci i renciści, którzy ewidentnie szukali sposobu na to, jak dorobić. W ostatnich latach uległo to jednak zmianie. Mecze obstawia coraz więcej młodych ludzi. Być może wynika to z tego, że upatrują w tym dodatkowej szansy na znalezienie pieniędzy, co skutkować będzie rozpoczęciem życia „na swoim”? Z kartką i długopisem w dłoni potrafią spędzać w lokalu sporo czasu, aby wybrać najbardziej interesujące dla siebie spotkania.
Okazuje się jednak, że tarnowianie nie grają zbyt wysoko. Rzadko zdarza się, aby ktoś puścił zakład wart tysiące złotych.
– Rzadko zdarzają się tacy gracze, ale nie wykluczam, że tacy robią zakłady w Internecie. Nie muszą nosić przy sobie gotówki, a wszystkie formalności załatwiają przelewami on‑line. Kiedy odwiedzają nas studenci, najczęściej sięgają do portfela po kwoty od 2 do 10 zł. Wówczas wygrane nie są tak pokaźne, jak w przypadku włożenia w zakład większej sumy, ale widocznie traktują zakłady bardziej jako formę zabawy. Emeryci grają na trochę wyższych stawkach, jednak nie są to kwoty sięgające kilkuset złotych. Tarnów nie jest bogatym miastem, więc i pieniądze, które gracze zostawiają w zakładach bukmacherskich, nie są zbyt duże.


Ograć bukmachera
W jednym z lokali natrafiamy na pana Adama. Około 50‑letni mężczyzna twierdzi, że zakłady sportowe co miesiąc przynoszą mu dodatkowy zastrzyk gotówki. Pokazuje wypisaną kartkę ze swoimi wynikami i zdradza, jaka forma gry pozwala zarobić mu „kilka stówek miesięcznie”.
– Żadne książki i poradniki nie pomogą. Trzeba obrać swój własny styl. Ja taki znalazłem. W Internecie obstawiam tylko jeden mecz. Dodatkowo kurs nie może być niższy niż 1,70 zł. Wpłacam przeważnie po 100 zł. Jeżeli wszystko przebiegnie po mojej myśli, wzbogacę się o ponad 50 zł. Co w sytuacji, jeżeli przegram? Obstawiam mecz o podobnym kursie, tyle że już za 150 zł po to, by odrobić straconą wcześniej „stówę”. Do tej pory nie zdarzyło mi się, abym co najmniej nie wyszedł na „zero”. Nie dokładam do interesu, a bardzo często jestem na plusie, jakieś 500‑600 zł na miesiąc.
Pan Adam mówi również, że aby zminimalizować ryzyko porażki, nie warto obstawiać meczów drużyn i lig, o których nie ma się pojęcia.
– Nigdy nie obstawiam wyników lig egzotycznych, gdzie nie potrafię nawet wymówić nazwy drużyny. Dlaczego? Ponieważ w takich ligach najłatwiej o manipulacje. Pamiętamy, jak jeszcze kilkanaście lat temu ustawiano wyniki spotkań ligowych w Polsce. W niektórych krajach na świecie takie rzeczy do dziś są na porządku dziennym. Sam gram tylko na zespołach, które znam. Ważne jest, aby na bieżąco śledzić, co dzieje się w poszczególnych klubach, czy dany zawodnik nie ma kontuzji, czy nie pauzuje za kartki, jakimi wynikami kończyły się poprzednie spotkania obydwu drużyn… Dzięki temu nasze szanse na to, że ogramy bukmachera, znacznie wzrastają.

Droga do uzależnienia?
O ile większość graczy potrafi zapanować nad żyłką hazardzisty, są tacy, którzy wpadli z tego powodu w niemałe kłopoty. Z sondażu przeprowadzonego przez CBOS wynika, że 4 proc. Polaków jest uzależnionych od hazardu.
Wie coś na ten temat Kuba Marian Marcol, terapeuta z Centrum Terapii Uzależnień „Koninki”, który od 26 lat pomaga osobom uzależnionym od gier hazardowych.
– Przyczyny pojawienia się takich pacjentów w moim gabinecie są różne. Jedni chcieli dorobić, a stracili cały majątek, inni początkowo traktowali hazard jako hobby, sposób na adrenalinę, a kończyli jako bankruci. Pojawiają się gospodynie domowe, które godzinami grają w Internecie, tracąc wielkie pieniądze. Problem finansowy może jeszcze bardziej się pogłębić, bowiem w dobie Internetu wystarczy kilka minut, aby zaciągnąć pożyczkę on‑line i dalej grać. Skutki są opłakane…
Terapeuta twierdzi, że są przypadki, w których osoba uzależniona od hazardu sama dostrzega problem, ale w większość sytuacji konieczna jest jednak interwencja rodziny i przyjaciół.

 

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o