Zmierzch ziemniakożerców?

0
92
Ziemniaki
REKLAMA

 

REKLAMA

Jak ziemniak poszedł w jakość
Tegoroczne zbiory ziemniaków w Małopolsce są podobno niezbyt wysokie, jednak kartofle będą dobrej jakości – co zawdzięczamy tej samej suszy, która przyczyniła się do zmniejszenia plonów. Ziemniak poszedł w tym roku raczej w jakość niż w ilość. Trzeba dodać, że choć sezon ziemniaczany w pełni, to kartofle wciąż są dość drogie (od 1,20 zł do 2 zł za kilo, czyli połowę drożej niż w ub. roku). Jak wyjaśnia Henryk Dankowiakowski, dyrektor Małopolskiej Izby Rolniczej, działa tu – po pierwsze – najprostsze prawo popytu i podaży, po drugie – ogólne i niezbyt korzystne dla ziemniaka trendy polskiego rynku rolnego.
– Jeśli czegoś jest mniej – a ziemniaków jest w tym roku mniej, bo pogoda nie sprzyjała ich uprawom – to cena rośnie i z taką zależnością mamy do czynienia w tym sezonie. Z drugiej strony, ziemniaki drożeją, bo rolnicy z roku na rok uprawiają ich coraz mniej i coraz mniej uprawiać będą. Spożycie ziemniaków spada, dla Polaka nie jest to już podstawowy składnik obiadu, jak to było jeszcze kilkanaście lat temu, ale raczej warzywo jak każde inne – czyli najwyżej dodatek do dań i to ani codzienny, ani konieczny. Ziemniaczane pola zastępują więc inne uprawy – np. kukurydza. Nie jest też ziemniak, jak niedawno jeszcze, podstawową paszą dla zwierząt. I tego należy żałować, bo tuczeniu ziemniakami swoją jakość i sławę zawdzięczał polski bekon, chętnie kupowany przez Anglików i Amerykanów. Dziś rolnicy nie chcą już obgotowywać ziemniaków na paszę, wolą używać pasz gotowych, ale w wyniku tego nasz bekon jest taki sam, jak gdziekolwiek indziej i traci zarówno jakość, jak i pozycję na rynku spożywczym. Można powiedzieć, że spadek popularności ziemniaka odbija się i na jakości naszego schabowego…
Małopolskie ziemniaki, choć mniej liczne, są w tym roku podobno nadzwyczaj dobrej jakości – warto je kupować i smakować.
– Dzięki suszy w drugiej połowie sezonu wegetacyjnego ziemniaki są zdrowsze i smaczniejsze, choćby dlatego że przy ich uprawie znacznie mniej używano środków grzybobójczych – zapewnia dyrektor MIR.


Kochamy, choć odstawiamy
Dyrektor Dankowiakowski przyznaje, że choć sam ziemniaki lubi, jada je obecnie rzadko. Jeśli już – to przy szczególnych okazjach, np. gdy został zaproszony na obiad.
– Wtedy sobie nie odmawiam, bo jak większość Polaków ziemniaki lubię. Ale na co dzień zwyciężają względy dietetyczne – posiłki mają być lżejsze, mniej kaloryczne, bardziej zróżnicowane itd.
Marszałek Roman Ciepiela kosztował ziemniaków nie tylko w Polsce i jest przekonany, że te polskie są najlepsze. Deklaruje się jako smakosz ziemniaków – i on jednak wyraża przekonanie, że ich porcje należy ograniczać.
– Uwielbiam młode ziemniaki, szczególnie te polskie, pojawiające się latem. Po ugotowaniu polane roztopionym masłem, do tego mizeria lub sadzone jajko. Kartofle sprowadzane z południa Europy lub z Afryki nie mają już tego smaku – mówi. – Największe rozczarowanie to angielskie puree ziemniaczane – wodniste i bez wyrazu. Prawdziwym zaskoczeniem były natomiast dla mnie ziemniaki, które jadłem kiedyś w USA – bardzo duże, pieczone, nacięte wzdłuż, z dodatkiem masła. Ciekawy smak! Dziś bardzo lubię ziemniaki w postaci chipsów, chociaż staram się – nie zawsze skutecznie! – ograniczać ich jedzenie.
– Jak każdy Polak uwielbiam ziemniaki w każdej postaci: gotowane, pieczone, ze śmietaną czy kefirem, najchętniej chyba w postaci puree – mówi Kuba Kwaśny, radny tarnowski. – Ale jadam je bardzo rzadko, zwykle przy jakichś „proszonych” okazjach. Na co dzień nie, bo to jednak jadło tuczące i w nadmiarze nie służy zdrowiu ani sylwetce. W moim codziennym jadłospisie przeważa ryż, kasza gryczana, czasem makaron. Ziemniaki traktuję bardziej jak smakosz, dla którego jest to danie na szczególne okazje. I oczywiście, uwielbiam ziemniaki pieczone, z ogniska – tych z reguły sobie nie odmawiam, gdy tylko trafi się taka okazja.

 

Tłuczony, tarty, zawijany
Ziemniaczanego kryzysu nie widać jednak – póki co – w ofercie tarnowskich restauracji.
– Nasza oferta placków ziemniaczanych cieszy się dużą przychylnością klientów, którzy często wybierają coś z tego menu – mówi Łukasz Rompalski, kierownik restauracji „Pasaż”. – Do najpopularniejszych należy placek z gulaszem. Goście chętnie też wybierają placek z grillowanym oscypkiem i z boczkiem, który traktowany jest trochę jak nasze danie regionalne. Nie brak amatorów i zwykłych placków ziemniaczanych ze śmietaną, choć częściej chyba jednak zamawiane są te bardziej wykwintne wersje. Oczywiście, ziemniaki występują jako dodatek w wielu innych daniach – od typowych, tłuczonych w codziennym menu po bardziej wyszukane, np. do kaczki proponujemy ziemniaki w formie francuskiej zapiekanki. Klienci wymieniający ziemniaki w daniu na coś innego – np. kaszę czy ryż, zdarzają się sporadycznie. Znacznie częściej zdarzają się goście, którzy – jeśli już coś w daniu wymieniają – to raczej ziemniaki na ziemniaki w innej formie, np. na frytki. Z naszej perspektywy nie wygląda więc na to, by Polacy przestali lubić ziemniaki.
– Mamy w ofercie przeróżne dodatki ziemniaczane, od zwykłych ziemniaków z wody, przez ziemniaki opiekane, frytki czy talarki, po dania bardziej wykwintne, np. krokiet nadziewany z ziemniakami czy ziemniaczki nadziewane serem pleśniowym – mówi Monika Kierczak, kucharz w restauracji „Willa Krzyska”. – Większość naszych dań jest skomponowanych z ziemniakami i raczej się nie zdarza, by ktoś z gości rezygnował z tego dodatku. Goście lubią ziemniaki zarówno w wersji tradycyjnej, swojskiej, jak i tej wyszukanej – chwalą sobie np. nasz krokiet ziemniaczany.

 

Opiewany, destylowany…
– Ziemniaki może i tuczą, ale u nas w domu obiad bez ziemniaków to nie obiad – uśmiecha się Magdalena Jamroz, pracująca w sklepie spożywczym. – Dzieci, oczywiście, najchętniej jadłyby frytki, mąż woli do mięsa tradycyjne kartofle tłuczone, podobno zresztą zdrowsze. Kartoflankę, placki, ziemniaki podsmażane i kluski ziemniaczane lubią wszyscy, zużycie kartofli mamy więc spore – praktycznie codziennie przynajmniej dwa kilo wędruje ze mną do domu.
– Namawiali mnie kiedyś na dietę Kwaśniewskiego, niby żebym schudł – opowiada Janusz Gieroń, kierowca. – Nawet dość mi się to podobało: golonka, schab, boczek… Tylko jeść to kazali z białym serem. Golonka, boczek – czemu nie? Ale żeby do tego kartofelków nie móc sobie podsmażyć? Przesada!
– Ziemniak przyjacielem studenta! – zapewnia Marcin, adept logistyki. – Dzięki niemu można przetrwać nawet na bardzo szczupłym budżecie. Mieszkamy we trzech, żywimy się sami i każdy ma jakąś swoją ziemniaczaną „specjalność”. Ja np. robię bardzo dobre ziemniaki nadziewane paskiem boczku…Polaka z ziemniakiem wciąż łączy coś w rodzaju miłości, silnej i pełnej kontrowersji. Bulwiaste warzywo jest bowiem w naszym kraju i wielbione i nienawidzone. Nazywa się je tradycyjnym jadłem i ratunkiem ubogich, a z drugiej strony – tuczącym, cholesterolowym, a nawet rakotwórczym (!) elementem kuchni polskiej. Na portalach społecznościowych funkcjonują strony pod hasłem „Nie lubię ziemniaków! ” – chętnie odwiedzane. Z kolei na stronach poetów‑amatorów „Oda do ziemniaka” (vel ziemniaczka, kartofelka, bulwy, pyry, pyrki ulubionej…) to utwór częściej bodaj spotykany niż wiersze miłosne.
Znane są liczne pozakulinarne korzyści z ziemniaka: leczniczy wywar na nerki, obierki na zranienia, a nawet wycinane z kartofla „pieczątki” dla dzieci.
– Za moich czasów szkolnych z pomocą ziemniaka podrabiało się pieczątki na zwolnieniach lekarskich! – przypomina tarnowianin starszego pokolenia.
Z ziemniaka podobno zrobić można wszystko. Książka kucharska sprzed półtora wieku podaje np. przepis na wino kartoflane, dojrzewające na bazie ziemniaczanego soku. Przepisu tego w naszym regionie próbowano – zachowały się ślady w kronikach policyjnych. Dobrych kilka lat temu u pewnego mieszkańca Powiśla policjanci odkryli aparaturę do destylacji alkoholu, sporo surowca do tejże destylacji (ziemniaków) oraz kilkadziesiąt litrów gotowego trunku. W badaniu okazało się jednak, że był to napój znacznie słabszy niż tradycyjna „księżycówka”, o zawartości alkoholu poniżej 20 procent. Prawdopodobnie błąd w przepisie, właściciel w śledztwie trzymał się jednak wersji, że tak miało być – nie produkował bimbru, tylko… wino z kartofli, a domowa produkcja wina nie jest zaś zakazana. Ostatecznie, na chwałę kartoflanego wina, został uniewinniony.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments