Zmusili mnie do prostytucji…

0
1225
zmuszona do prostytucji
REKLAMA

Urszula nigdy nie planowała wyjazdu na saksy, ale życie niesie ze sobą wiele niespodzianek i nie wiadomo, co się komu przytrafi. Zaraz po skończeniu liceum i maturze znajomy załatwił jej pracę w urzędzie. Na dziennie studia nie było ją stać, ale ambicji miała sporo, więc zrobiła wieczorowo licencjat z zarządzania kulturą, podniosła kwalifikacje, szefowie byli zadowoleni, ona też… Aż tu nagle okazało się, że w instytucji, w której jest zatrudniona pracuje za dużo ludzi, konieczne są oszczędności, a te najlepiej zrealizować poprzez zwolnienia.
Prawie z dnia na dzień znalazła się bez zajęcia i praktycznie bez możliwości jakiegokolwiek zatrudnienia w swoim mieście. I wtedy padła ta propozycja: jedna z koleżanek powiedziała, że ma znajomego, który wspomniał coś, że potrzeba dziewczyny do pracy w takim niewielkim pubie w Hamburgu. Takiej do wszystkiego: żeby usmażyła frytki, posprzątała, gdy trzeba, była kelnerką. Urszula nawet wiele się nie zastanawiała i… pojechała.

REKLAMA

Na początku była praca…
Pub prowadził sympatyczny i mówiący łamaną polszczyzną Chorwat – Mirko, Urszula dostała miejsce w niewielkim pokoju, który dzieliła z dziewiętnastoletnią Ukrainką Tanią i wzięła się do pracy. Mirko wcześniej poprosił ją o paszport, ponieważ miał szybko załatwić oficjalne pozwolenie na pracę. Praca nie była lekka, trwała znacznie dłużej niż osiem godzin, ale rekompensowały to spore napiwki od gości. Że coś jest nie tak, Urszula zorientowała się już po trzech dniach. Tania, która teoretycznie miała być kelnerką, jakoś niewiele podawała do stolików, ale bardzo często znikała z gośćmi w którymś z pokoików na pięterku, zaglądały też koleżanki Tani i wychodziły później z klientami. Urszula szybko doszła do wniosku, że jest to po prostu lekko zakamuflowany burdel, ale postanowiła swoje spostrzeżenie zachować dla siebie i zająć się robotą.
– Jak dziewczyny chciały w ten sposób zarabiać, to ich sprawa – opowiada Urszula. – Ale z ciekawości wypytywałam Tanię o tą jej „pracę”, a ona wcale się z tym nie kryła. Dowiedziałam się, że robi to od szesnastego roku życia, od roku jest w Hamburgu i jest zadowolona. Jej sprawa, jej wybór… Nie moralizowałam, bo co mi do tego.
Gdzieś po dziesięciu dniach Mirko poprosił Urszulę do siebie i powiedział, że knajpa nie idzie najlepiej i musi redukować personel. Za dzień – dwa wypłaci jej zarobione pieniądze i będą musieli się pożegnać. Urszula się trochę załamała wizją powrotu do Polski i wtedy Mirko rzucił propozycję. Jego kolega ma podobną knajpkę, pracy dla kelnerki nie ma, ale potrzebuje dziewczyny – hostessy, która dotrzymywałaby gościom towarzystwa. Mirko zastrzegł, że nie chodzi o „dotrzymywanie towarzystwa” uprawiane przez Tanię, ale po prostu goście lubią się napić w towarzystwie ładnej dziewczyny.


Będziesz miła – dobrze zarobisz…
Kolega Mirka, również Chorwat, kazał się nazywać Harry, stwierdził, że Urszula dostanie pokój, wyżywienie i 50 euro dziennie, a napiwki i prezenty od klientów należą do niej.
– Zgodziłam się na próbę. Dwa dni było w porządku – łaziłam po knajpie w krótkie sukience, uśmiechałam się głupio do podpitych facetów, czasem usiadłam z którymś, wypiłam drinka, czasem przyniosłam piwo… – relacjonuje Urszula. – To było chyba na trzeci dzień. Kładłam się spać, kiedy przyszedł Harry z jakimś drugim, przynieśli butelkę i powiedzieli, że robimy party, wzbraniałam się, ale… Po pewnym czasie ten drugi zaczął się do mnie ostro dobierać, protestowałam, ale na nic się to nie zdało. Harry mnie przytrzymał, a jego kolega zgwałcił. Potem zrobił to jeszcze Harry i wyszli. Chciałam uciec, ale drzwi okazały się zamknięte, a okno wychodziło na otoczone wysoką siatką podwórko. Ryczałam przez całą noc, bo się domyśliłam, w co wdepnęłam…
Nazajutrz przyszedł Harry i powiedział, że dość urlopu i trzeba na siebie zapracować, bo zapłacił za dziewczynę Mirkowi i nie ma zamiaru tych pieniędzy stracić.
– Będziesz grzeczna i miła, to wszystko będzie dobrze i dobrze zarobisz. Nie będziesz grzeczna, to będziemy rozmawiali inaczej – stwierdził.
Urszula zaczęła go najpierw błagać, żeby ją wypuścił, że chce jechać do domu, ale Harry nie chciał nawet o tym słyszeć. Gdy zaczęła krzyczeć i grozić, że zawiadomi policję, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki jakiś ciemny wałek, przewrócił na łóżko i mocno kilka razy uderzył pośladki.
– Ból był okropny – w oczach Urszuli pojawiają się łzy. – Potem dowiedziałam się od innych dziewcząt, że to jego ulubiony sposób wymuszania posłuszeństwa – odpowiednio zszyta pończocha wypełniona piaskiem. Boli bardzo, ale nie zostawia praktycznie żadnych śladów, bo klienci nie chcą posiniaczonych dziewczyn. Mieli zresztą kilka innych sposobów, np. bicie mokrym ręcznikiem albo taką skórzaną laską wypełnioną ołowianym śrutem.

Bo potną twarz i wyrzucą do śmietnika…
Pierwszym klientem Urszuli był młody Turek. Próbowała mu wytłumaczyć swoją sytuację, wykręcić się, ale Turka nic nie interesowało. Pożerał ją tylko wzrokiem, kazał się szybko rozebrać i dobrze wykorzystał pół godziny, za które zapłacił.
– Znowu zaczęłam płakać, miałam zapuchniętą twarz, musiałam wyglądać koszmarnie, bo gdy przyszedł Harry z następnym klientem, przeprosił go, zaprowadził do innej dziewczyny, po czym wrócił i zbił mnie tak, że całą noc musiałam przeleżeć na brzuchu. Wtedy doszłam do wniosku, że sprzeciwami nic nie wskóram, że trzeba robić, co każą i szukać możliwości ucieczki. Nadal nie miałam paszportu i pieniędzy, nawet zbyt dobrze nie wiedziałam, gdzie jestem – to były jakieś obrzeża Hamburga – opowiada Urszula.
Dzień był podobny do dnia. Ponieważ knajpa Harry’ego czynna była praktycznie do rana, więc Urszula odsypiała noce do późnego południa, później musiała pomagać przy sprzątaniu, gdy schodzili się goście, kręciła się między nimi i szła na górę, gdy Harry wskazywał jej kolejnego klienta. Z kilkoma próbowała nawiązywać rozmowę i prosiła o pomoc, ale nikogo to nie interesowało, jeden z klientów musiał powtórzyć coś Harry’emu, bo pojawił się u niej i zagroził, że za kolejny taki numer potnie jej twarz i wyrzuci do śmietnika. Raz trafiła się dwójka młodych Polaków, ale nauczona doświadczeniem nic im nie mówiła. Zresztą byli mocno pijani i interesowała ich tylko zabawa.
Raz na kilka dni mogła zatelefonować do domu, ale rozmowie zawsze przysłuchiwał się ktoś choć trochę znający język polski, a Urszulę ostrzeżono, że w razie jakichś niepożądanych informacji może źle skończyć. Mówiła więc, że pracuje, że odkłada pieniądze, że jak jeszcze trochę zarobi, to wróci.
– Harry wywiązywał się ze swoich „zobowiązań” – opowiada Urszula. – Od każdego klienta dostawałam swoją działkę, dostawałam sporo napiwków i po sześciu tygodniach miałam już odłożone ponad 2 tys. euro. Ale ciągle nie miałam paszportu, a nawet gdyby wpadł mi w ręce, to i tak nie mogłabym się wydostać. Na zewnątrz wychodziłam kilka razy: do kosmetyczki, po ciuchy, do solarium, raz do lekarza, ale zawsze w towarzystwie którejś ze stałych dziewczyn i takiego wielkiego Bułgara – niemowy, który miał za zadanie mnie pilnować. I robił to skutecznie, nawet chodził ze mną do toalety.

Okazja
Kiedyś przez zupełny przypadek Urszula zorientowała się, gdzie Harry trzyma paszporty dziewczyn. Sprzątała jego biuro i akurat wyciągał jakieś papiery z szuflady, i wtedy zobaczyła kilka paszportowych książeczek.
– Pomyślałam sobie, że gdyby tylko udało się jakoś dostać do tego pokoju pod nieobecność Harry’ego, to wtedy nawet podczas wyjścia do miasta mogłabym narobić rabanu, zacząć krzyczeć na ulicy, wezwać policję. Niedługo zresztą okazało się, że to był głupi pomysł: dziewczyny wytłumaczyły mi, że Harry i jemu podobni opłacają lokalnych policjantów i ci nawet kiedyś przywieźli dziewczynę, która uciekła. Wolałam nie pytać, co ją dalej spotkało – smutno konstatuje Urszula.
Ale okazja się trafiła. Jednym z klientów Urszuli był pewien starszy pan, muzyk z filharmonii jak się okazało, któremu dziewczyna przypadła do gustu i zażyczył sobie, aby przywożono mu ją do domu. Urszula nawet polubiła tego człowieka.
– Był bardzo miły, uprzejmy i delikatny. Podejmował mnie kolacją przy świecach, grał na fortepianie, zawsze na odchodnym dostawałam kilkadziesiąt euro. Po kilku wizytach opowiedziałam mu o sobie, ale stwierdził, że nie może mi pomóc, ponieważ nie chce zadzierać z mafią. Powiedział też, żebym się dobrze rozejrzała po okolicy, że to stara dzielnica, jest mnóstwo zakamarków, przechodnich bram…Przy każdej kolejnej wizycie starałam się jak najlepiej rozpoznać teren i zapoznać z okolicą.


Ucieczka
Któregoś dnia Urszula dowiedziała się, że Harry wyjechał na kilka dni w interesach. Od razu dało się to odczuć w knajpie, bowiem natychmiast rozluźniła się dyscyplina, personel tęgo popijał, czego Harry w godzinach pracy nie tolerował, nawet olbrzymi Bułgar – niemowa zwracał na nią mniejszą niż zwykle uwagę. Urszula doszła do wniosku, że to jest właśnie okazja. Przy sprzątaniu knajpy powiedziała, że Harry nakazał umycie okien w swoim gabinecie i gdy znudzony Bułgar zszedł na dół po kolejne piwo, Urszula dobrała się do biurka. Szuflada była zamknięta, ale metalową częścią ściągaczki do mycia okien udało się jej sforsować zamek i… wreszcie miała paszport w swoich rękach.
– Teraz musiałam tylko poczekać na kolejny wyjazd do „mojego” muzyka szczęśliwie zadzwonił nazajutrz. Ubrałam się dość solidnie, założyłam sportowe buty, do jednego z nich włożyłam paszport, do drugiego odłożone 3 tys. euro i pojechaliśmy. Bułgar jak zwykle został w zaparkowanym przed bramą samochodzie, a ja, zamiast tradycyjnie wejść na piętro, weszłam na podwórko i zaczęłam szukać przejścia do innej kamienicy. Przejścia nie było, ale był niski murek, pod którym stał śmietnik. Po minucie była już na innej posesji, dwie minuty później rozglądałam się za taksówką dwie przecznice dalej.
Urszula zdała sobie sprawę, że później będą jej szukać, więc postanowiła wprowadzić pościg w błąd. Złapaną taksówką pojechała na miejsce, skąd odchodziły autobusy do Polski, pokręciła się tam kilka minut, po czym kilka przecznic dalej złapała kolejną taksówkę i pojechała na dworzec kolejowy. Pociągiem pojechała do Hanoweru, przespała noc w jakimś małym hoteliku, a nazajutrz była już w autobusie jadącym do Polski.

Oni mają długie ręce…
– Postanowiłam o niczym nikomu nie mówić. W domu powiedziałam, że został okradziony pokój, w którym spałam, że zabrano wszystkie moje rzeczy, że na szczęście paszport i pieniądze miałam dobrze schowane, a że i tak praca miała się niedługo skończyć, więc postanowiłam wracać – opowiada Urszula. – Wreszcie przestałam się bać i to było najważniejsze. Chyba trzy dni po moim przyjeździe matka zawołała, że mam telefon z Niemiec. Później powiedziała mi, że w tym momencie wyglądałam jak trup, jakby wyciekła ze mnie cała krew. To był Harry. Powiedział, że oni zapomnieli o wszystkim i żebym ja też tak zrobiła. Bo gdybym coś komuś opowiedziała, to oni mają długie ręce i po prostu zniknę.
Dwa dni później w skrzynce na listy na drzwiach Urszula znalazła małą różyczkę z doczepioną karteczką: „Od Harry’ego”. To było dość sugestywne zaprezentowanie „długich rąk”.
Wtedy opowiedziała wszystko matce. Popłakały się i postanowiły, że nikt się o tym nie dowie.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments