Aby w zdrowiu lepiej było…

0
58
REKLAMA

Pocieszające jest, że pierwsze efekty przynosi realizowany plan restrukturyzacji i dług przestał narastać, ale aby utrzymać placówkę na obecnym poziomie, zarówno organizacyjnym, jak i pod względem jakości usług, konieczne jest zaciskanie pasa i wprowadzenie ostrej dyscypliny finansowej.
Oddany kilka lat temu nowoczesny blok operacyjny jest, jak mówi dyrektor szpitala Teresa Kopczyńska, zbyt duży, a jego utrzymanie zaczyna przerastać możliwości finansowe placówki, znajdują się na nim cztery sale zabiegowe przy czym jedna stoi praktycznie niewykorzystana. – Od pewnego czasu mamy niższy kontrakt dla oddziałów zabiegowych, w odróżnieniu od sytuacji sprzed kilku lat, coraz więcej schorzeń leczonych jest farmakologicznie, bez użycia skalpela. Co prawda, gdyby wziąć pod uwagę faktyczne potrzeby pacjentów, to oczywiście blok zarabiałby na siebie. Jest ogromne zapotrzebowanie na wykonywanie endoprotez biodrowych, ze względu jednak na ograniczony kontrakt z NFZ możemy takich zabiegów wykonać około 10 w miesiącu. A trzeba jeszcze pamiętać, że do szpitala trafiają pacjenci, u których takie operacje muszą być wykonane po to, aby uratować im życie. W ten sposób kolejka się wydłuża, bo planowym pacjentom jest wyznaczany późniejszy termin. W ubiegłym roku koszty funkcjonowania bloku operacyjnego i głównej sterylizacji były o 1,6 miliona wyższe, niż zakładaliśmy, w tym roku koszty zostały obniżone, jednak w dalszym ciągu jest to najsłabsze ogniwo naszego szpitala – mówi dyr. Kopczyńska.
Spore straty ma także oddział położniczo-ginekologiczny, a głównym powodem jest zbyt duże zatrudnienie. Nie bez znaczenia jest także zbyt niski kontrakt z NFZ, a duże koszty utrzymania sali operacyjnej pogrążają oddział.  Dyrektor Kopczyńska twierdzi, że sytuację może poprawić zwolnienie kilku położnych, zmniejszenie liczby łóżek, a wygospodarowane w ten sposób pomieszczenia można by przeznaczyć na inną działalność, na przykład rehabilitacyjną, na którą szpital ma szansę podpisać korzystny kontrakt. -Restrukturyzacja trwa już od półtora roku – wyjaśnia dyrektor Kopczyńska. – Wprowadzamy oszczędności, dopasowujemy wielkość poszczególnych oddziałów do realnych potrzeb. Zmniejszyliśmy zapasy magazynowe szpitala, zlikwidowaliśmy pralnię, a wykonanie tych usług zleciliśmy firmie zewnętrznej. Przy obecnej strukturze organizacyjnej i zatrudnieniu cięcie kosztów nie jest już możliwe. Ale pewne oszczędności już są, efektem działań restrukturyzacyjnych będą kolejne, które widoczne będą w przyszłym roku.
Ubiegły rok szpital zamknął z długiem w wysokości 4,4 miliona złotych, ale NFZ nie zapłacił jeszcze za nadwykonania, których koszt wyniósł ponad 1,3 miliona. Szpital ma szansę odzyskać z tego około 170 tysięcy, przy czym nie wiadomo na razie, kiedy pieniądze te wpłyną na konto placówki. W pierwszym półroczu 2012 roku straty wyniosły prawie półtora miliona, przy czym jedna trzecia tej kwoty to koszt usług ponadkontraktowych.
Sen z oczu dyrekcji szpitala spędzają także nowe zasady funkcjonowania pogotowia ratunkowego. W związku z przeniesieniem dyspozytorni do Tarnowa pracę już straciło pięć osób, a dyrektor Kopczyńska obawia się, że zmiana ta może spowodować zmniejszenie liczby pacjentów dąbrowskiego szpitala. Bo to tarnowski dyspozytor decydować będzie, która karetka gdzie pojedzie i do którego szpitala trafi pacjent.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o