Alkoholowe gierki w Skrzyszowie

0
89
Alkohole
REKLAMA

Tłumaczenia władzy samorządowej nie brzmią zbyt wiarygodnie, a w gminie mówi się o skandalu dużego kalibru.
Gmina Skrzyszów była dotąd ewenementem w regionie pod względem liczby punktów sprzedaży mocnych alkoholi. Znany z konserwatywnych poglądów poprzedni wójt był w zasadzie zwolennikiem całkowitej prohibicji. Wódkę i wino na wynos można tam było kupić tylko w pięciu miejscach, więc nowy wójt postanowił zwiększyć liczbę sklepów oferujących trunki i rada gminy zwiększyła limit do piętnastu punktów. Na pozyskanie koncesji ochotę miało jednak więcej przedsiębiorców, dlatego na spotkaniu z zainteresowanymi wójt oznajmił, że o przyznaniu zezwolenia decydować będzie kolejność zgłoszeń.
Dzień przed pierwszym terminem przyjmowania wniosków przed urzędem gminy ustawiła się kolejka. – Byłam pierwsza, a za mną miejsca zajęli kolejni właściciele sklepów – opowiada Leokadia Stolarczyk. – Nagle z urzędu wyszedł gminny radny z Pogórskiej Woli, który był tam na jakimś zebraniu, i powiedział, że to on tutaj był pierwszy. Nie protestowaliśmy, bo koncesji było przecież dziesięć, a w kolejce było tylko kilka osób… Potem ktoś zastąpił pana radnego i za niego stał przez noc.
Rano złożyli wnioski, a potem – gdy pytali w urzędzie o decyzję – uspokajano ich, twierdząc, że nie muszą się martwić, bo przecież… byli jako jedni z pierwszych. Ale po jakimś czasie zauważyli, że w sklepach, których właściciele wcale nie stali z nimi w kolejce, wódkę i wino już sprzedają… – Wtedy dopiero pokazano nam listę i okazało się, że osoba, która w kolejce była druga, jest na dwunastym miejscu, trzecia na trzynastym i tak dalej – twierdzi inny z „wykiwanych” przedsiębiorców. – Szok! Poszliśmy do wójta i dowiedzieliśmy się, że radny złożył nie tylko swój wniosek.
„Kolejkowicze” otrzymali wreszcie odpowiedzi. Odmowne, bo – napisano w uzasadnieniu –limit wyczerpano. – Dlaczego listonosz dostarczył nam pisma w momencie, gdy inni już handlowali alkoholem? Wytłumaczono nam, że gminna komisja rozwiązywania problemów alkoholowych najpierw rozpatrzyła pierwsze dziesięć wniosków, opiniując je pozytywnie, a naszymi zajęła się dopiero na kolejnym posiedzeniu, które odbyło się kilkanaście dni później – stwierdza L. Stolarczyk. – Tak więc możemy się odwoływać, ale teraz jesteśmy już bez szans, bo uprawomocniły się decyzje o przyznaniu koncesji tamtej dziesiątce.
 – Zrobiono z nas idiotów. Po co marzliśmy przez całą noc, skoro scenariusz był ukartowany. Czy nie uczciwiej było nam powiedzieć: idźcie do domów, bo i tak nie macie szans? – żali się inna właścicielka sklepu. – Zadzwoniłam o piątej rano do koleżanki, która też chciała handlować napojami alkoholowymi, by przyjechała, bo ma jeszcze szansę załapać się do pierwszej dziesiątki. Zjawiła się po kilkunastu minutach i stała z nami w kolejce. Ale gdy miała wejść do urzędowego pokoju, nagle czegoś zapomniała i poszła do samochodu. Mogłam się wtedy zorientować, że coś jest nie tak, ale człowiek ufny – to przecież przyjaciółka… A jej dokumenty w urzędzie już były.
W gminie huczy od plotek i mówi się o skandalu. Wójt Marcin Kiwior przekonuje, że chciał dobrze, ale… – Dostaję baty, bo część przedsiębiorców po prostu dogadała się między sobą – uważa. – Gdy dowiedziałem się, że pierwsza osoba w kolejce składa jedenaście wniosków, to natychmiast wezwałem radcę prawnego. On jednak nie widział żadnych powodów, by ich nie przyjąć.
Wójt Kiwior w tej sprawie nie ma sobie nic do zarzucenia. – Przeprowadziłem kampanię informacyjną i jasno określiłem zasady. Nie trzeba było stać w kolejce, ale elektronicznie złożyć wniosek sekundę po północy i byłoby się pierwszym – oświadcza. – A dlaczego komisja najpierw rozpatrzyła pozytywnie dziesięć wniosków, a dopiero potem negatywnie pozostałe? Bo ma w planie pracy, że podczas posiedzenia zajmuje się tylko dziesięcioma wnioskami.
Leokadia Stolarczyk wątpi w to, że wójt konsultował się z prawnikami w momencie składania jedenastu wniosków przez radnego, bo wszystko trwało niespełna trzy minuty. – W tym czasie to chyba nawet urzędnicy nie byli w stanie przyjąć tyle papierów. Niektórzy nawet podejrzewają, że mogły one już wcześniej być przyniesione do urzędu – dodaje. – Nie jest też prawdą, że mogliśmy złożyć wnioski przez Internet. Na spotkaniu prawnik powiedział, że trzeba się z nimi zjawić w urzędzie.
W alkoholowe zamieszanie – choć z trochę innego powodu – włączyli się też tamtejsi księża. Na kazaniach ostro krytykowali decyzję o zwiększeniu w skrzyszowskiej gminie punktów sprzedaży wódki i wina. M. Kiwior ubolewa z tego powodu i przytacza argument, że nawet biskup Tadeusz Pieronek publicznie mówi, że dostępność alkoholu nie ma wpływu na poziom spożycia.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o