Bać się smogu…

0
82
Sześciotysięczny Tuchów jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych smogiem miast nie tylko w Polsce, ale i Europie | Fot. Jakub Nowak

Dzisiaj dalszy ciąg tej sprawy polega na tym, że niektórzy mieszkańcy Tuchowa problem wzięli w swoje ręce, nie czekając na działania władz. Wciąż nie wiadomo jednak, na ile obywatelska inicjatywa odmieni dramatyczną pod tym względem sytuację.
 „Zwracamy się z prośbą, aby Pan ponownie wrócił do poruszonego poprzedniej zimy tematu, ponieważ, jak tylko zrobiło się chłodniej, smog powrócił” – piszą do autora tekstu mieszkańcy Tuchowa.
I jeszcze jedna zastanawiająca rzecz. Nadawcy listu zaznaczają: „Nie podpisujemy się czytelnie, bo się boimy”.
Czego lub kogo boją się ludzie, którzy domagają się, by w Tuchowie rozpocząć walkę ze smogiem?

Czy wiesz, czym oddychasz?
We wspomnianym artykule poinformowaliśmy, że w wyniku przeprowadzonych przez GIOŚ badań okazało się, że 6-tysięczny Tuchów w woj. małopolskim jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych smogiem miast nie tylko w Polsce, ale i Europie. Średnioroczny poziom rakotwórczego benzoapirynu, który znajduje się w pyle zawieszonym PM10, wynosi tu 7,3 mikrograma na metr sześć., gdy norma wynosi 1 mikrogram.
Wkrótce po tym tekście autor otrzymał wiele maili od zaniepokojonych mieszkańców miasteczka. Twierdzili oni, że dotychczas wprawdzie domyślali się, że ze względu na złe powietrze przekroczone są normy dotyczące chorobotwórczych substancji, lecz nie zdawali sobie sprawy z tego, że jest aż tak źle. Mieszkańcy prosili redakcję, żeby tego tematu nie odpuszczać.
Artykuł „Tuchów w chemicznej mgle” trafił wnet do portali społecznościowych. Niektórych mieszkańców zainspirował do podjęcia inicjatywy obywatelskiej, która dziś nosi nazwę „Powietrze dla Tuchowa”. Jeden z jej inicjatorów, Sławomir Mikos, twierdzi, że tekst w TEMI pomógł naświetlić lokalnej społeczności problem, który wymaga poważnego zajęcia się nim.


Łączymy się w bólu
Tak powstała grupa antysmogowa „Powietrze dla Tuchowa”. Na Facebooku znalazła się uwaga: „Łączymy się w bólu z małymi miasteczkami, bo kto ma je rozumieć, jak nie my. Będziemy pokazywać, jak wygląda smog w małym mieście. Na początek Tuchów”.
Wprawdzie Tuchów ma profesjonalną stację monitoringu powietrza WIOŚ, ale wiele miasteczek w kraju, nie mówiąc o wsiach, takich urządzeń nigdy nie miała. Nigdy nie były tam robione badania. Nikt nie wie, co i ile wdychają tamtejsi mieszkańcy.
– Na nasze pierwsze spotkanie przyszło piętnaście osób, na drugie już dwadzieścia – opowiada Sławomir Mikos. – To była bardzo spontaniczna reakcja, a wszystko, co dotychczas w ramach akcji zrobiliśmy, zrobiliśmy za własne pieniądze.
Grupa dysponuje czujnikami, za pomocą których określa stan powietrza w różnych miejscach, wyniki publikuje na swojej stronie, promuje tam także nowoczesne metody ogrzewania domów, wymianę starych pieców węglowych, apeluje o zaprzestanie spalania śmieci. Jest też wiele pobudzających wyobraźnię zdjęć. Pokazują one, jak w niektóre jesienne bądź zimowe dni smogowa mgła otacza Tuchów, ale nie tylko. Jest też fotografia Ryglic, na której z gęstego jak maślanka smogu wyłania się tylko wieża kościelna. W Ryglicach nie ma stacji monitoringu. Podobnie jak w Gromniku, w którym grupa antysmogowa też instaluje pyłomierze.

Z deszczu pod rynnę?
– Stacja WIOŚ w Tuchowie zlokalizowana jest w pewnym oddalaniu od domostw, które ogrzewane są przy użyciu węgla, a mimo to, jak się okazuje, wyniki, które ze stacji otrzymujemy, w niektóre dni można uznać za katastrofalne – podkreśla Sławomir Mikos. Przez pewien czas mieszkał ze swoją rodziną w Krakowie. Przeprowadzając się ze względów osobistych do Tuchowa, miał nadzieję, że w małym miasteczku łatwiej będzie pooddychać lepszym powietrzem. Nic z tego. Czasem ma wrażenie, że trafił z deszczu pod rynnę.
Przed Bożym Narodzeniem grupa wypisała na banerze życzenia dla tuchowian: „Życzymy czystego powietrza”.
Odzew na działania grupy jest spory. Jej członkowie otrzymują niepodpisane maile na temat: kto, gdzie i co spala w domowych paleniskach. Były też propozycje, by robić i zamieszczać w internecie zdjęcia mocno dymiących kominów.
– Chcemy działać w sposób wyważony. W pierwszym rzędzie zamierzamy pobudzić społeczną świadomość. Od kontroli i restrykcji jest ktoś inny.


Przedwcześnie umrzesz
Tuchów w sieci zasłynął już jako miasto szczególnie zanieczyszczone, choć można zaryzykować twierdzenie, że takich miasteczek w kraju jest jeszcze więcej, o czym nawet one same  nie wiedzą.
O Tuchowie wie już także Polski Alarm Smogowy (PAS), ruch społeczny skupiający lokalne grupy zwalczające smog. PAS ze swojej działalności znany jest głównie w Krakowie. Pod koniec ubiegłego roku zaapelował do władz województwa małopolskiego o podjęcie pilnych działań antysmogowych, przypominając, że każdego roku gromadzące się w powietrzu pyły powodują w Małopolsce 4 tys. przedwczesnych zgonów. W województwie wciąż funkcjonuje ok. 400 tys. „kopciuchów”, czyli kotłów i pieców emitujących bardzo duże ilości zanieczyszczeń. PAS zaopatrzony w dobre urządzenia mierzył poziom zanieczyszczeń w Krakowie i okolicy, ale z początkiem tego roku zjawi się również w Tuchowie.
– Mieliśmy od mieszkańców miasteczka sygnały, że ich monitoring stoi w miejscu, w którym wyniki badań powietrza mogą dać zafałszowany obraz sytuacji. Sprawdzimy to, posługując się naszym urządzeniem, które zlokalizujemy w innych punktach  – zapowiada Ewa Lutomska z Krakowskiego Alarmu Smogowego.

Testy pyłomierzy
Pani Ewa opowiada, że w niektórych miejscach w Polsce stacje monitoringu funkcjonują w zupełnie nietrafionych lokalizacjach. Na przykład w Łodzi urządzenie do pomiaru zanieczyszczeń komunikacyjnych znalazło się na odcinku drogi, na której zamknięty jest ruch kołowy…
Tylko po co monitoring PAS-u w Tuchowie, jeśli instaluje już tam swoje pyłomierze grupa „Powietrze dla Tuchowa”?
– My dysponujemy sprawdzonym sprzętem gwarantującym miarodajne wyniki – odpowiada Ewa Lutomska. – Na rynku natomiast jest wiele prostych pyłomierzy w cenie od 800 do 1000 zł, które będziemy w przyszłości testować. Wybierzemy najlepsze.
Sławomir Mikos przyznaje, że pyłomierze, które ma grupa, opierające się na technice laserowej, na pewno nie są tak dokładne, jak profesjonalne urządzenia.
– Wskazują one jednak pewną tendencję, informują o zagrożeniu i to jest ich duża zaleta.

Boją się sąsiadów
Profesjonalny sprzęt jest bardzo drogi i nie ma co liczyć na to, że zaopatrzą się w nie obywatelskie grupy proekologiczne z niedużych miejscowości. Ale prosty pyłomierz też może zrobić sporo dobrej roboty. Wszyscy rozmówcy przyznają jednak, że jakkolwiek sama wiedza o zagrożeniu jest cenna, nie rozwiąże problemu, jeśli ludzie nie zrozumieją, że mogą szkodzić wszystkim, a więc także samym sobie.
Tymczasem klimat wokół sprawy ciągle jest jeszcze taki, że – jak wspomnieliśmy na początku – niektórzy mieszkańcy boją się ujawnić, gdy piszą o zanieczyszczeniach w swoim środowisku.
– W małych miejscowościach wszyscy się znają, wiele o sobie wiedzą. Niektórzy nie chcą się narażać tym, którzy spalają śmieci albo jakieś resztki surowców z zakładów stolarskich czy tapicerskich. Boją się, że ze strony tamtych mogą spotkać ich przykrości – odpowiada Ewa Lutomska.
Wygląda więc na to, że Tuchów, ale i wiele innych miejscowości w kraju, jeszcze długo będzie wychodził z „chemicznej mgły”.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o