Brzesko. Domowy strach

0
94
REKLAMA

– Dziewczynka opowiadała, że tato codziennie bije ją i mamę, młodszego brata zamyka w piwnicy. Kiedy dotarliśmy do tej rodziny, stwierdziliśmy, że rozgrywa się prawdziwy dramat. Ojciec sadysta codziennie bił dzieci i znęcał się nad nimi na wiele różnych sposobów: były one zamykane w piwnicy, głodzone. Katował także żonę, gwałcił na oczach dzieci. Znamienne jest, że kiedy zawiadomiliśmy policję, kobieta próbowała męża tłumaczyć, mało tego – część winy zrzucała na swoje małe dzieci. Nawet w czasie rozprawy sądowej próbowała bronić oprawcę, na szczęście dowody w sprawie były tak mocne, że mężczyzna skazany został na więzienie – opowiada Joanna Raszewska, szefowa punktu informacyjno-konsultacyjnego, działającego przy MOPS.
Każdego roku pracownicy MOPS udzielają pomocy około 400 rodzinom, w których bicie, gwałty, krzyki i wyzwiska są normą. Wsparcia najczęściej szukają kobiety, które przez lata poniewierane są przez swoich mężów lub konkubentów, zdarza się, że po pomoc przychodzą dorosłe już dzieci. W ostatnim czasie coraz częściej do MOPS dzwonią albo przychodzą dzieci i nastolatki. Joanna Raszewska twierdzi, że jest to wynik pogadanek edukacyjnych organizowanych w szkołach. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej wraz z policją organizują wiele spotkań i uświadamiają, gdzie i jak należy szukać pomocy w przypadku przemocy domowej. W programie „Powstrzymać strach” wzięło udział do tej pory już kilkuset uczniów podstawówek i szkół średnich, edukują się w tym zakresie także podopieczni ośrodka. Pierwsze efekty tych działań już są widoczne.
– Trafiają do nas panie w opłakanym stanie – pobite, posiniaczone. Można je podzielić na dwie kategorie. Do pierwszej z nich zaliczam kobiety, które są zdecydowane i podjęły już decyzję o ostatecznym rozstaniu z mężem. Pomagamy im wówczas załatwić wszelkie formalności, wypełniamy i redagujemy dokumenty – pozwy o rozwód czy wnioski o alimenty, otaczamy opieką psychologiczną dzieci – dodaje Joanna Raszewska. Znacznie trudniej pracuje się z kobietami, które przychodzą do MOPS, teoretycznie szukając pomocy, cały czas usprawiedliwiają jednak męża-oprawcę, a winę za trudną sytuację w rodzinie biorą na siebie. Te mają nadzieję, że pracownicy MOPS dokonają cudu i sprawią, że mąż zmieni się nagle w potulnego baranka. Do takich domów MOPS wysyła mediatorów, ale ten niewiele może pomóc w sytuacji, gdy kobiety są zastraszone i nie potrafią twardo przedstawić swoich warunków.
– Kobieta, która przez kilkanaście lat jest bita i napastowana przez męża, traci poczucie własnej wartości, nabiera przekonania, że do niczego się nie nadaje, nie potrafi zawalczyć o swoje – mówi dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, Bogusława Czyżycka-Paryło. – Są to kobiety, które innego życia nie znają, więc uznają, że taka sytuacja jest normą. Nie mają wykształcenia i zawodu, ze względu na opiekę nad licznym potomstwem nigdzie nie pracowały. Są całkowicie uzależnione od męża tyrana, dlatego zgadzają się na wszystko, co ten im proponuje. Zawsze tłumaczymy naszym podopiecznym, że nikt, bez względu na sytuację, nie ma prawa do tego, żeby je bić. Do części z tych kobiet to nie dociera. Uważają, że skoro mężczyzna przynosi do domu wypłatę, to ma prawo do tego, żeby się „zdenerwować”.
Zdarza się, że MOPS po kryjomu, w tajemnicy przed mężem i ojcem, udziela pomocy, na przykład psychologicznej ofiarom przemocy, a wiele kobiet poddanych terapii nabiera pewności siebie i zaufania do pracowników socjalnych. Joanna Raszewska mówi, że zaczynają się wtedy otwierać, próbują zrzucić z siebie ciężar, który noszą od lat. Opowiadają mrożące krew w żyłach historie o codziennym nękaniu fizycznym, psychicznym, przemocy seksualnej. Mężowie, ci którzy pracują i zarabiają, znakomicie potrafią wykorzystać swoją przewagę materialną. Zmuszają żony do tego, aby błagały o pieniądze na jedzenie czy inne zakupy.
– Większość pań, które szukają u nas pomocy, jest uzależniona emocjonalnie od swoich oprawców – dodaje Joanna Raszewska. –Tolerują przemoc, bo uważają, że gdyby mąż od nich odszedł, nie dałyby sobie rady w życiu, nie potrafiłyby samodzielnie utrzymać dzieci.
– Najbardziej bolesną stroną przemocy domowej jest znęcanie się nad dziećmi – mówi dyrektor Czyżycka-Paryło. –Dzieci, szczególnie te młodsze, są zupełnie bezbronne, żyją i dorastają w poczuciu braku bezpieczeństwa, są bite, głodzone i gwałcone. Dzieci, podobnie jak ich matki, mają obniżoną samoocenę, źle się uczą, cierpią na bezsenność i nerwice. Uważają, że same są winne temu, co dzieje się w domu.
Ale w rolę agresora wcielają się także kobiety. Biją mężów i dzieci, zaniedbują dom, często sięgają po alkohol. Są rodziny, w których kobieta utrzymuje dom i rodzinę, wtedy to ona poniewiera mężem, dając mu do zrozumienia, że jest śmieciem i nieudacznikiem. Panowie po pomoc przychodzą bardzo rzadko, wstydzą się. Pracownicy MOPS podkreślają, że kobiety potrafią być bardziej okrutne niż mężczyźni i zadają swoim ofiarom – mężom i dzieciom, bardzo dotkliwe rany.
Ze statystyk policyjnych wynika, że każdego roku funkcjonariusze biorą udział w około 1200 interwencjach w sprawach przemocy domowej, najczęstszym powodem jest alkohol. Jak mówi rzecznik brzeskiej komendy, Ewelina Buda, w tym roku w wyniku przemocy domowej ucierpiało już blisko 150 osób, najczęściej kobiet i dzieci, choć w kilkunastu przypadkach o pomoc policji prosili mężczyźni.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o